Rzymskokatolicka Parafia

p.w. Najświętszej Maryi Panny Różańcowej

w Oławie

 

 

Na początek…

 

Nie chcę rozstrzygać, kto jest bardziej winny, obmawiający czy słuchający obmowy. Tę tylko spostrzegam różnicę, że pierwszy ma czarta na języku, a drugi w uszach. (św. Bernard)

 

*****

Kancelaria parafialna

>czynna w środy od 17.00 do 17.30 (chyba, że w ogłoszeniach jest inaczej)

>w sprawach pilnych proszę dzwonić – tel. 695 630 418 (bez SMS-ów!)

*****

Jeżeli chcesz porozmawiać lub wyspowiadać się

poza wyznaczonymi godzinami – zadzwoń i umów się!

Dla dobra Twojej nieśmiertelnej duszy warto poświęcić czas!

*****

Ogłoszenia parafialne – 24 stycznia 2021

 

- Okazja do spowiedzi św. od wtorku do soboty w godzinach 17.50-18.20, a także okazja do chwili adoracji Najświętszego Sakramentu w ciszy przed różańcem od 17.50.

- Przypominam, że Msza św. trydencka w środę jest teraz wieczorem o godz. 19.30.

- W czwartek o godz. 17.00 spotkanie młodzieży przygotowującej się do sakramentu bierzmowania.

- W piątek, po Mszy św. Krąg Biblijny dla dorosłych.

- Dzisiejsza niedziela jest Dniem Solidarności z Chorwacją. Po każdej Mszy św. będzie zbiórka do puszek na rzecz ofiar trzęsienia ziemi w tym kraju.

 

***

W naszej całkowicie zsekularyzowanej kulturze istnieje tendencja do postrzegania modlitwy, obrzędów religijnych i kultu jak wszystkich innych aktywności, np. pójścia do kina lub na mecz piłki nożnej, które nie są niezbędne i dlatego mogą zostać odwołane w celu przedsięwzięcia każdego środka ostrożności i ograniczenia rozprzestrzeniania się śmiertelnej zarazy. Lecz modlitwa, obrzędy religijne i kult Boży, a w szczególności spowiedź i Msza Święta są dla nas niezbędne, abyśmy zachowali zdrowie i siły duchowe i abyśmy szukali Bożej pomocy w czasie wielkiego niebezpieczeństwa zagrażającego wszystkim. Dlatego nie możemy po prostu zaakceptować postanowień władz świeckich, które chciałyby traktować kult Boży na równi z pójściem do restauracji lub na turniej sportowy. W przeciwnym razie ludzie, którzy już i tak bardzo cierpią z powodu skutków zarazy, pozbawieni są tych obiektywnych spotkań z Bogiem, który jest pośród nas, by przywrócić zdrowie i pokój. (kard. L.R. Burke)

 

 

 

*****

Msza święta trydencka

 

Zapraszam na Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, czyli na Mszę św. trydencką zwaną również Mszą Wszechczasów – Msza św. czytana w każdą niedzielę rano, o godz. 6.00. Kto rano wstaje… – mówi stare przysłowie. Lekcja i Ewangelia są czytane po polsku. Osoby nie mające własnych mszalików otrzymują potrzebne teksty (Gloria, Credo itp.). Zapraszam również na Mszę św. trydencką w każdą środę o godz. 19.30.

 

Na stronach UnaCum.pl i sanctus.pl można znaleźć wiele przydatnych informacji dotyczących Mszy św. trydenckiej i tradycji łacińskiej.

*****

Liturgia i sakramenty

 

Msze święte

- W niedziele i święta (dni wolne od pracy): 6.00 (trydencka), 7.30, 10.00 i 12.00

- W pozostałe święta: 18.30 (czasem także o godz. 9.00)

- W dni powszednie: 18.30 (od poniedziałku do soboty), 6.30 (w środę [trydencka] i w piątek)

 

Spowiedź święta

- W dni powszednie: od wtorku do soboty 17.50-18.20

 

Inne sakramenty – termin do uzgodnienia, po załatwieniu odpowiednich formalności w kancelarii parafialnej.

 

Proszę pamiętać!

- Chrzest może być udzielony w dowolną niedzielę podczas Eucharystii. Rodzice chrzestni muszą być katolikami praktykującymi, tzn. systematycznie przystępującymi do sakramentów świętych. Uwaga, nie udzielam zaświadczeń osobom, które chcą być rodzicami chrzestnymi, mieszkającym na terenie naszej parafii, ale w żaden sposób nie biorących udział w życiu tejże parafii.

- Chęć zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego należy zgłosić odpowiednio wcześniej (ok. 3 miesiące), aby wypełnić wymagania prawa kościelnego (katechumenat przedmałżeński, zapowiedzi przedślubne, spisanie protokołu, załatwienie odpowiedniego zaświadczenia z USC).

 

Nabożeństwa

- Różaniec – od wtorek do soboty o godz. 18.00 (przez cały rok)

Różaniec odmawiamy w intencjach Kościoła powszechnego i jego pasterzy, za całe dzieło misyjne Kościoła, za prześladowanych chrześcijan, o przyjęcie Chrystusa jako Zbawiciela przez Żydów i Muzułmanów, o nawrócenie dla grzeszników, w intencjach naszej parafii (o żywą wiarę, zgodę i miłość w naszych rodzinach, za naszych chorych, za polecanych Bogu w pogotowiu modlitewnym), o pokój dla świata, za rządzących, by kierowali się prawem Bożym, a także w intencjach okolicznościowych.

 

W maju i w czerwcu nabożeństwa w łączności z różańcem o godz. 18.00

 

W niedziele Wielkiego Postu – Gorzkie Żale, godz. 15.00

W piątki Wielkiego Postu – Droga Krzyżowa, godz. 18.00

 

*****

Pogotowie modlitewne

(ważne i pilne intencje polecane przez parafian)

 

06.06.2020 – O godne i spokojne życie dla Jadwigi i Tadeusza.

06.06.2020 – W intencji Haliny, by zgodnie z Bożym zamysłem odczytywała swoje życie.

20.06.2020 – O łaskę zdrowia dla Jana.

20.06.2020 – O łaskę zdrowia dla Doroty i Zygfryda.

20.06.2020 – O przemianę serca i powrót do zdrowia dla Stanisława oraz o umocnienie dla opiekującej się nim Anny.

05.07.2020 – W łaskę zdrowia dla Zbigniewa.

05.07.2020 – O pomyślne leczenie i zdrowie dla Witolda.

01.08.2020 – W intencji małej Klary o zdrowie i potrzebne łaski.

08.08.2020 – O radykalną przemianę serc według Serca Jezusowego dla rodziny chorego Krzysztofa.

08.08.2020 – W intencji Agnieszki o żywą wiarę i uzdrowienie z depresji.

19.08.2020 – O wytrwanie w wychodzeniu z nałogu alkoholowego dla Agnieszki i wiarę w Bożą opiekę.

17.10.2020 – O uzdrowienie duchowe dla Michała.

17.10.2020 – O łaskę zdrowia dla małego Adasia.

22.10.2020 – O łaskę zdrowia dla Zbigniewa i Zofii.

09.11.2020 – O łaskę zdrowia dla Dawida.

27.11.2020 – O łaskę uzdrowienia dla Emilki i umocnienie dla jej mamy.

13.01.2021 – O łaskę zdrowia dla Władysława

 

*****

Oto siewca wyszedł siać…

(refleksje, cytaty, komentarze)

 

>Trzeba postawić prawdę przed przyjaciółmi. Ktokolwiek jest większym przyjacielem, powinien otrzymać większy honor. Ponieważ jesteśmy przyjaciółmi zarówno prawdy, jak i człowieka, który jest naszym bliźnim, powinniśmy kochać prawdę bardziej niż bliźniego, ponieważ musimy kochać bliźniego z powodu prawdy i cnoty. Prawda jest bowiem najwybitniejszym przyjacielem, któremu należy okazywać szacunek; prawda jest czymś boskim, co przede wszystkim znajduje się w Bogu. Dlatego dochodzimy do wniosku, że świętym jest, aby najpierw uszanować prawdę przed naszymi przyjaciółmi. (św. Tomasz z Akwinu)

>Prawda jest mową nienawiści, dla tych, co mają coś do ukrycia. (George Orwell)

>Błąd jest błędem, nawet jeśli wszyscy są w błędzie. Prawda jest prawdą, nawet jeśli nikt jej nie uznaje. (abp Fulton Sheen)

>Jeśli głosisz Ewangelię i nikogo ona nie oburza, to znaczy, że coś robisz nie tak. (abp Fulton Sheen)

 

Gdy dla tymczasowego bezpieczeństwa zrezygnujemy z podstawowych wolności, nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego (Benjamin Franklin). A zatem? Może bardziej od wirusa należy się bać świata, który przyjdzie po wirusie? (myśl „wyciągnięta” z Sieci)

 

2021-01-23  Ojciec tysiąca sierot

 

Czy ksiądz może mieć dzieci? Nie powinien… Ale czasem zdarzają się nadzwyczajne sytuacje. Taka zdarzyła się w życiu niepozornego człowieka, księdza kapitana Franciszka Pluty, kapelana Armii Polskiej (utworzonej w Związku Sowieckim podczas II Wojny Światowej). Otóż, żeby nowe powojenne władze komunistyczne Polski nie zabrały dzieci do komunistycznych ochronek, które on wywiózł z terenu Związku Sowieckiego do Indii, adoptował je zgodnie z możliwościami, jakie dawało zwyczajowe prawo obowiązujące wówczas w Indiach. Pomógł mu w tym jeden z maharadżów. Podczas jednego, długiego posiedzenia sądu, które odbywało się w dużej sali udostępnionej przez zaprzyjaźnionego maharadżę, adoptował 1000 polskich dzieci!

Tę i wiele innych wzruszających historii z życia ojca Franciszka, skromnego kapłana, dwukrotnie skazanego na śmierć, ocalił od zapomnienia jego bratanek, Leonard Pluta w książce p.t. Ojciec tysiąca sierot. 570 stron przeczytałem w ciągu czterech dni. Książka, która w Polsce ukazała się w 2015 roku dziś jest już trudna do zdobycia, ale warto ją poszukać i przeczytać. Myślę, że współczesnemu człowiekowi, który już nawet z opowiadań nie zna tamtych czasów, poznanie ludzi, którzy zrobili wszystko (niektórzy zginęli), żeby ratować polskie dzieci z sowieckiego piekła, da wiele do myślenia. Dziś mamy wszystko, czego dusza zapragnie. Ale w jednym momencie możemy znaleźć się w podobnej sytuacji, jaka miała wówczas miejsce w Związku Sowieckim. I nie tylko tam… Musimy nauczyć się stawiać Boga na pierwszym miejscu! Być gotowym, jak Apostołowie, dla Chrystusa zostawić wszystko! Być gotowym pochylić się ze względu na Chrystusa nad ludzką nędzą, także tą ukrytą pod cielesną powłoką naszego wroga… Może to będzie ostatnia okazja, by zdobyć go dla naszego Pana. Czyż nie czynili tak wszyscy prawdziwi uczniowie Jezusa Chrystusa? Oto kilka zdań z pierwszych stron książki…

1 epizod

- Chcę, żebyś przewiózł grupę sierot do Indii – powiedział. [naczelny kapelan]

- Mam rozkaz wyruszenia z 6 Dywizją – odpowiedział ksiądz.

- Ja mam dla ciebie nowe rozkazy – rzekł dziekan z naciskiem.

- Nie lubię dzieci. Nie radzę sobie z nimi – odparł ksiądz z nadzieją, że to zakończy sprawę.

- Franku – ciągnął dziekan – ja ci nie każę ich lubić. Rozkazuję ci, żebyś zaopiekował się nimi jak swoimi. To znaczy… jakby były dziećmi twojego brata lub siostry – dodał. – Jesteś dobrym księdzem. Mam do ciebie pełne zaufanie. Te dzieci przeszły przez prawdziwe piekł. Potrzebuję kogoś, kto pokaże im, że Bóg ciągle istnieje i że On tu rządzi, a nie jacyś cholerni komuniści. Ty jesteś do tego odpowiednim człowiekiem…

2 epizod (ks. Franciszek w gułagu)

- Towarzysze – zagrzmiał wielkolud – są trzy drogi wyjścia z tego obozu. Tylko trzy. Może was przygnieść drzewo ścinane w lesie, możecie utonąć podczas spławiania bali albo umrzeć z głodu i choroby. Radzę wam dobrze, towarzysze, wybierzcie którąś z dwóch pierwszych dróg.

Więźniowie z przerażenia zamarli w bezruchu. Nie, jako ksiądz nie pozwoli, by ten olbrzym odebrał im wszelką nadzieję na przeżycie. Ten brutal z góry skazywał ich na śmierć. Musiał coś do nich powiedzieć.

- Jeśli taka wola Boga, niech tak się stanie -rzekł.

- Coście powiedzieli? – wrzasnął olbrzym, rozjuszony tym, że ktoś ośmielił się odezwać w jego obecności.

- Jeśli Bóg tak chce, niech tak będzie – powtórzył ksiądz, zadzierając głowę wysoko, by spojrzeć olbrzymowi prosto w oczy.

Brygadier zbliżył się do niego powoli, pochylił głowę i krzyknął: - Waszego Boga tu nie ma, towarzyszu! Ani tu, ani w całym Związku Sowieckim. W tym obozie ja jestem waszym Bogiem. Rozumiecie, towarzyszu?!

- Mój Bóg jest tutaj – odpowiedział ksiądz, wskazując na serce. – Nie potrzebuję waszego.

Zamknął oczy, przekonany , że zostanie zabity jednym ciosem, ale nic takiego się nie stało. Tego wieczoru więźniowie dziękowali mu, że postawił się olbrzymowi. Dało im to iskierkę nadziei. Dwa tygodnie później, kiedy spał na swojej pryczy, usłyszał szept.

- Franciszku Janowiczu, czy to prawda, że Bóg istnieje?

Otworzył oczy. To brygadier zwrócił się do niego w tradycyjny rosyjski sposób…

[Ta historia zakończyła się nawróceniem – rozmowa, spowiedź w głębi tajgi…]

 

2021-01-23  Moralność szczepionek na COVID

 

Wydaje się, że w zdecydowanej mniejszości są ci, którzy uważają, że wprowadzone do obrotu szczepionki mające uodpornić człowieka na wirusy powodujące Covid-19, można przyjmować z czystym sumieniem. Czy na pewno?

Na stronie LifeSiteNews można przeczytać wywiad z Pamelą Acker, która pracowała w laboratorium zajmującym się szczepionkami i przestała tam pracować właśnie ze względu na swoje wątpliwości natury etycznej. Stało się to wtedy, gdy miała brać udział w projekcie związanym z komórkami HEK-293: Kiedy wyraziłam swoje obawy mojemu głównemu badaczowi, doprowadziło to do końca mojej kariery w jego laboratorium… Dalej cytuję Pamelę Acker (fragmenty, całość można przeczytać tutaj: https://www.lifesitenews.com/opinion/a-hill-worth-dying-on-expert-explains-how-aborted-baby-cells-taint-covid-vaccines ):

„Obie szczepionki [tzn. Pfizer i Moderna – przyp. red.] zostały wykonane przy użyciu techniki biotechnologicznej, która umożliwia syntezę kwasów nukleinowych w laboratorium. Tak więc wiele osób próbuje argumentować, że są moralne, ponieważ wytworzone mRNA nigdy nie dotykało komórek płodowych. Ale to nie wszystko, jeśli spojrzeć na sposób, w jaki te szczepionki zostały opracowane… Zanim zamierzy się wstrzyknąć to mRNA człowiekowi, aby zobaczyć, czy można zmusić ludzkie komórki do wytworzenia białka koronawirusa, trzeba to przetestować w hodowli komórek w laboratorium. Komórki, na których to testowano, to były komórki HEK-293. Wszystko to zostało opublikowane w literaturze… Te rzeczy również muszą przejść testy kontroli jakości. Tak więc za każdym razem, gdy robię kolejną partię mRNA, która jest syntetyzowana przy użyciu techniki laboratoryjnej, muszę przetestować i upewnić się, że nadal są żywotne… Tak więc testy z tymi komórkami płodowymi mogą w rzeczywistości trwać przy produkcji tych szczepionek…

Myślę, że wiele osób ma wrażenie: „Cóż, to było jedno dziecko zabite w latach siedemdziesiątych XX wieku… Czym jest dokładnie HEK-293? HEK oznacza Human Embyonic Kidney, ale 293 oznacza, że jest to 293 eksperyment, który ten konkretny badacz zrobił, aby rozwinąć linie komórkowe. Nie oznacza to, że było 293 aborcji, ale do 293 eksperymentów potrzeba znacznie więcej niż jednej aborcji. I mówimy prawdopodobnie o setkach aborcji. Dokonano tego przy współpracy niektórych szpitali… Gdy próbujesz wyhodować komórki w laboratorium, przechodzą one przez proces zwany unieśmiertelnieniem… Unieśmiertelnione linie komórkowe często otrzymują geny sprzyjające rozwojowi raka, które zakłócają działanie genów supresorowych raka lub genów supresorowych guza. [zadaniem genów supresorowych jest utrzymanie stabilności genetycznej komórki – przyp. red. Skąd tyle raków i guzów? Może właśnie stąd? – przyp. red].

Inne pytanie, które ludzie zadają, brzmi: „Cóż, dlaczego HEK-293 nie mogło być po prostu spontaniczną aborcją?”… Mamy wszelkie powody, by sądzić, że to faktycznie aborcja planowa, która została wykonana celowo, ponieważ badacze stwierdzili, że „musisz mieć tkankę w ciągu około pięciu minut od aborcji, aby była optymalnie żywotna, a jeśli poczekasz godzinę, jest bezużyteczna”. Jeśli mówimy o poronieniach samoistnych, to dziecko umiera na długo przed usunięciem tkanki płodu z ciała matki… Więc to musiało być dziecko, które zostało poddane aborcji i [lakarze] wiedzieli, że ta tkanka zostanie wykorzystana do badań… Ponieważ jest to robione do celów badawczych, więc faktycznie [matki] będą rodzić te dzieci przez cesarskie cięcie, w niektórych przypadkach dzieci wciąż żyją, gdy naukowcy zaczynają pobierać tkankę. Do tego stopnia, że ich serce wciąż bije i na ogół nie podaje się im żadnego środka znieczulającego, ponieważ mogłoby to zakłócić komórki, które naukowcy próbują wyodrębnić. Więc usuwają tę tkankę, gdy dziecko żyje i odczuwa ogromny ból”…

 

2021-01-23  Wzmaga się prześladowanie chrześcijan

 

19 stycznia Matka Najświętsza powiedziała do Gizeli Cardia w Trevignano Romano (nie ma obowiązku wiary w te objawienia) min.: Moje wędrujące dzieci, które nie znajdują światła, a mimo to wielu nie słucha mojego słowa, nie docenia mojej pomocy tak bardzo, że szydzą z moich orędzi dla zbawienia ludzkości. Dzieci, mieliście czas na dokonanie wyboru, i gdy patrzę w serca wielu moich dzieci, płaczę z bólu, a serce mojego Syna krwawi. Dzieci, teraz zobaczycie to, czego nigdy nie chciałam, żeby wasze oczy zobaczyły: bardzo silne trzęsienia ziemi, burze, tsunami i wojny, ponieważ nie słuchaliście moich słów! Jesteście zniewoleni, prześladowani za wiarę, jednak wszystko przebiega tak, jakby było normalnie.. Moje dzieci, wojna, której jesteście świadkami, nie dotyczy bomb, ale jest to raczej silna wojna wewnętrzna. Módlcie się za Kościół, który ulegnie zniszczeniu przed swoim odrodzeniem.

Czy powyższe słowa to tylko niepotrzebne straszenie czy wiadomości chorej wyobraźni Gizeli Cardia? Na katolickich stronach internetowych czytamy (i to już jest faktem), że w roku 2020, w porównaniu do roku poprzedniego aż o 19% wzrosła skala prześladowań chrześcijan na świecie. Przemocy doświadczyło aż 309 milionów wyznawców naszego Pana, Jezusa Chrystusa. O 60% wzrosła ilość zabójstw na tle religijnym. Za wiarę zginęło 4761 osób. Według Open Doors, po raz pierwszy zdarzyło się, by we wszystkich 50 państwach znajdujących się na czele listy poziom agresji wobec chrześcijan był „bardzo wysoki”… Kto jest agresorem? W Afryce muzułmanie, w Azji reżimy komunistyczne, a w Europie odradzająca się lewica (czyli komunizm ubrany w nową szatę).

Można dyskutować, czy tzw. „pandemia” jest również okazją do odbierania wierzącym w Boga przyrodzonego prawa uczestniczenia w liturgii. Moim zdaniem – tak. To tylko moje zdanie i można się z nim nie zgadzać. Owszem, uważam, że obecne restrykcje, które mają miejsce w wielu krajach świata, wykraczają poza ramy troski o zdrowie obywateli. Zresztą niektórzy nie kryją się z tym i głośno mówią, że to jest świetna okazja do „wielkiego resetu”…

 

2021-01-13  Stopnie pokory

 

Św. Ignacy z Loyoli rozróżnia trzy stopnie pokory. Pierwszy polega na zupełnym poddaniu się prawu Bożemu tak dalece, aby żadne ofiary, żadne groźby nie zdołały nas nakłonić do złamania ani jednego z przykazań Boskich i kościelnych, obowiązujących nas pod grzechem śmiertelnym. Drugi polega na zupełnej obojętności co do wszystkich rzeczy tego świata, tak dalece, abyśmy byli równie obojętni na bogactwo i ubóstwo, na cześć i poniżenie, na zdrowie i cierpienie, na życie i śmierć, jeżeli w tym wszystkim widzimy równą chwałę Bożą i równy owoc zbawienia dla nas i dla naszych bliźnich, i abyśmy woleli raczej żyć w ubóstwie, w cierpieniu i w poniżeniu, aniżeli dla wszystkich bogactw, rozkoszy i chwały tego świata dopuścić się choćby tylko jednego grzechu powszedniego. Trzeci i najwyższy stopień polega na tym, abyśmy przy równej chwale i przy równym bezpieczeństwie co do zbawienia woleli raczej być ubodzy, cierpiący i poniżeni, aniżeli być we czci u ludzi, opływać w bogactwa i rozkosze świata, a to jedynie dla tym bliższego podobieństwa z Chrystusem.

1 stopień - Dusza pokorna uznaje, że jest nicością i sama z siebie nic nie ma, że wszystko, co posiada, ma od Boga, a ma po to, aby Boga w sobie uwielbić. Stąd uniża się zawsze przed Bogiem, jako nicość przed Stwórcą nie przypisuje sobie niczego i nie szuka z niczego chwały, lecz wszelką chwałę odnosi do Boga. Cóż masz, czego byś nie otrzymał? - pyta cię Apostoł - A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał? (1 Kor 4, 7). Jeżeli zaś wszystko jest Boże, wówczas ze wszystkiego chwała Bogu i tylko Bogu się należy. Stąd nie przywłaszczaj sobie niczego i w niczym nie szukaj swojej chwały, bo inaczej okradałbyś Boga samego. Wprawdzie Pan Bóg nie potrzebuje chwały od stworzeń, jak i samych stworzeń nie potrzebował, lecz słusznie jej od nich wymaga, bo On powinien być celem dla wszystkich, gdyż jest początkiem wszystkich. Szczególnie żąda tej chwały od duszy rozumnej i czyni z nią niejako umowę: Oto daję ci, duszo, tyle a tyle darów do używania - bo jednej daje mniej, drugiej więcej - a za to płacić mi będziesz małą daninę, to jest uznasz Mnie zawsze Panem tych darów i wszelką chwałę z nich wynikającą odniesiesz do mnie, podczas gdy wszelki „zysk” należeć będzie do ciebie. Gdy będziesz wierną tej ugodzie, pomnożę te dary na ziemi, w wieczności zaś wraz z „zyskiem” dam chwałę. Jeżeli się sprzeniewierzysz, wtenczas utracisz i zysk, i chwałę, i same dary.

2 stopień - Dusza pokorna nie tylko gardzi sobą, nie tylko nie narzeka i nie mści się, gdy ją ludzie poniżają, ale nadto przyjmuje chętnie upokorzenia. Pragnie bowiem, aby wszyscy mieli o niej to samo przekonanie, jakie ona sama ma o sobie. Nie należy tego tak rozumieć, jakoby upokorzenia sprawiały wtenczas przyjemność, bo one są zawsze wstrętne dla miłości własnej. Jednak wola, wsparta łaską Bożą, nad miłością własną odnosi świetne zwycięstwo i mimo oporu zepsutej natury znosi chętnie poniżenie. Podobne usposobienie jest probierczym kamieniem pokory. Jeżeli - mówi św. Alfons - jakaś osoba, pragnąca żyć doskonalej, wiele się modli, często pości i chętnie przystępuje do Komunii św., ale przy tym nie może znieść małej urazy lub krzywdzącego słowa - cóż to oznacza? Oto nic innego, jedynie to, że jest próżną trzciną, to jest, że nie ma pokory, a tym samym nie ma prawdziwej cnoty. Potwierdza to również św. Tomasz: Gdy widzicie, że ktoś szuka chwały i zaszczytów, a stroni od upokorzeń i oburza się na wszelką przykrość lub zniewagę, bądźcie pewni, że mu daleko do doskonałości, chociażby nawet czynił cuda. Stąd święty Antoni pustelnik, chcąc wypróbować pewnego mnicha, którego uważano za świętego, dał mu ojcowskie upomnienie. Widząc zaś, że tenże się oburza, taki sąd o nim wydał: Podobny on jest do pałacu pięknego i bogatego z zewnątrz, ale wewnątrz obrabowanego przez zbójców. Jeżeli zatem chcesz nabyć prawdziwej pokory, znoś chętnie upokorzenia, jakie pochodzą od Boga albo od ludzi, bo one są młotem druzgocącym miłość własną.

3 stopień - Dusza doskonale pokorna nie tylko znosi cierpliwie upokorzenia, ale nadto gorąco ich pragnie. Gdy się same nasuwają, cieszy się z nich i dziękuje tym, którzy są ich sprawcami. Jeżeli upokorzenia same się nie nadarzają, ubiega się o nie, bo jej największym szczęściem jest być poniżoną, wzgardzoną, zdeptaną, aby tym sposobem stać się podobną do Tego, który dla niej stał się „pośmiewiskiem i wzgardą pospólstwa”. Czytaj żywoty świętych, a przekonasz się, że nigdy ludzie dumni nie szukali tak skwapliwie sławy i zaszczytu, jak święci wzgardy i poniżenia. Jeżeli zapytasz, co im dało takie zwycięstwo nad naturą, zawsze i wszędzie żądną czci ludzkiej, odpowiem: wielka miłość ku Chrystusowi i pragnienie naśladowania Jego pokory.

W szczególności gdy świętych ma spotkać chwała, starają się obrócić ją we wzgardę. Do świętego opata Symeona miał przybyć starosta prowincji z licznym orszakiem, aby ujrzeć sławnego męża i wyjednać sobie jego błogosławieństwo. Kazano Symeonowi godnie przygotować się na przyjęcie tak zacnego gościa. I rzeczywiście przygotował się, bo wziąwszy kawał chleba i sera, usiadł na progu i począł żarłocznie zajadać, nawet wtenczas, gdy starosta już się zbliżył. Widząc to, gość wzgardził Symeonem jako prostakiem i głupcem i odszedł, zostawiając go w niewypowiedzianej radości, że zamiast czci doznał wzgardy.

Po drugie, święci uciekają stamtąd, gdzie ich cześć otacza, a biegną tam, gdzie mogą doznać poniżenia. Oto dzielny rycerz i znakomity książę akwitański, Wilhelm, zamienia miecz na różaniec, a purpurę książęcą na habit zakonny. Władca rozległego kraju pada do stóp opata i prosi, aby go przyjęto do grona braci, a gdy życzenie jego spełniono, podejmuje dobrowolnie najniższe posługi. Sami zakonnicy nie mogli się powstrzymać od wzruszenia, widząc, jak ta ręka, która w tylu bitwach nosiła zwycięski sztandar Karola Wielkiego, teraz podaje półmiski, wyciera garnki i myje podłogę. Inny książę francuski, Karloman, porzuca tron swoich przodków i ucieka do klasztoru na Monte Cassino, gdzie nieznany pełni najniższe czynności i często odbiera policzki od zuchwałej służby.

Kiedy zaś święci doznają zawstydzenia lub obelgi, cieszą się niewymownie i dziękują krzywdzicielom. Tak Apostołowie, idąc od rady żydowskiej, gdzie ich obito rózgami, cieszyli się, że byli godni cierpieć dla imienia Jezusowego. (św. Józef Sebastian Pelczar Życie duchowe)

 

2021-01-13  Czym jest pokora?

 

Nie ma cnoty bardziej niedostępnej dla rozumu, trudniejszej dla woli niż pokora. Nieznana w świecie pogańskim nawet z nazwy, przyszła ona na świat z Jezusem Chrystusem, który się nią przyodział jakby szatą, aby ją uszlachetnić i miłą uczynić dla ludzi.

Na czym polega? Na poznaniu i umiłowaniu własnej niskości, czyli - jak mówi św. Bernard - „pokora jest to cnota, przez którą człowiek w prawdziwym poznaniu siebie sobą samym gardzi”. Stąd aby pokora była cnotą, potrzeba dwóch warunków: poznania siebie i pogardy dla siebie, czyli - jak mówi tenże święty - dwie rzeczy schodzą się w pokorze: prawda i cnota. Prawda jest przedsionkiem, cnota świątynią, prawda fundamentem, cnota budową. Pierwsza objawia człowiekowi jego nicość i nędzę, druga uczy człowieka miłować swoją niskość. Pierwsza ma siedzibę w rozumie, druga w sercu i woli. „Pierwsza, czyli pokora rozumu, nie jest zbyt rzadka, mało jest bowiem ludzi, którzy by nie znali swego początku. Druga natomiast, czyli pokora woli, rzadko się w kimś znajduje, bo mało jest takich, którzy by mieli upodobanie w upokorzeniach”. Poznanie siebie nie jest jeszcze cnotą, ale środkiem do nabycia cnoty. Ono bowiem przy pomocy łaski Bożej skłania duszę do uniżania się przed Bogiem i ludźmi, jak też do umiłowania własnej niskości, aby przez to Pana Boga uwielbić, czyli pokora rozumu prowadzi do pokory woli. (św. Józef Sebastian Pelczar Życie duchowe)

 

2021-01-09  Przypowieści chrzcielne

 

>Pewien misjonarz wspominał chrzest pewnego starego Chińczyka. Ów Chińczyk płakał jak małe dziecko ze szczęścia. Ile razy po chrzcie św. pytali go ludzie, ile ma lat, odpowiadał: Mam dopiero rok. Kiedy oburzali się na niego, że stroi sobie z nich żarty, odpowiadał ze smutkiem: Mam 81 lat. Ale cóż, 80 lat żyłem w grzechach bez chrztu świętego. Lata te są stracone dla mojej wieczności. Dopiero minął rok, jak mam w sobie nowe, Boże życie, jak jestem dzieckiem Bożym.

>Za czasów Dioklecjana, gdy chrześcijanie byli okrutnie prześladowani, pewien pogański aktor imieniem Genezjusz publicznie wyśmiewał w teatrze sakramenty św. i chrzest. A oto w pewnej chwili otrzymał na scenie, w czasie swojego bluźnierczego przedstawienia widzenie. Pokazuje mu się chrzcielnica, a nad nią widzi olbrzymią kartę z wypisanymi wszystkimi swoimi grzechami. Bardzo się przeraził. Zobaczył dalej jak jakaś tajemnicza ręka spuszcza tę kartę do wody chrzcielnej i ją w niej zatapia. Kiedy owa ręka wyciągnęła ja z powrotem, karta była zupełnie czysta… Genezjusz na oczach publiczności nawrócił się i zawołał, że chce przyjąć chrzest, że wierzy w Jezusa Chrystusa. Genezjusz poniósł śmierć męczeńską i został wpisany do katalogu świętych Kościoła katolickiego.

>Pewnego dnia św. Piotr Klawer ochrzcił umierającego Murzyna (za swojego życia stał się „niewolnikiem” niewolników murzyńskich w Ameryce Południowej). Po chrzcie poprosił małego chłopca, by odniósł wodę święconą do pobliskiego kościółka. Murzynkowi nie bardzo chciało się odnosić wodę, więc wylał ją pod uschłe drzewo. Jakież było zdumienie jego i innych świadków, gdy drzewo stało się na powrót zielone… Św. Piotr Klawer skorzystał z cudu zdziałanego przez Boga, by powiedzieć zebranym, jak wielką moc ma woda chrzcielna dająca zupełnie nowe życie, Boże życie.

 

2020-12-03  Non possumus!

 

- Tak powinni zawołać biskupi krajów, w których władze zabroniły sprawowania liturgii lub mocno to niezbywalne prawo Kościoła ograniczyły. Pisali o tym niektórzy kardynałowi i biskupi jeszcze w maju tego roku. Duchowni na czele z byłym nuncjuszem papieskim arcybiskupem Carlo Maria Viganò i kardynałami Gerhardem Müllerem, Josephem Zen oraz Janisem Pujatsem przypomnieli politykom na całym świecie, iż państwo nie ma prawa ingerować z jakiegokolwiek powodu w suwerenności Kościoła. Ta autonomia i wolność są wrodzonym prawem, które nasz Pan Jezus Chrystus dał Kościołowi w dążeniu do własnych celów. Dlatego jako pasterze stanowczo zapewniamy sobie prawo do samodzielnego decydowania o sprawowaniu Mszy świętej i sakramentów, tak samo domagamy się całkowitej autonomii w sprawach podlegających naszej bezpośredniej jurysdykcji, takich jak: normy liturgiczne i sposoby udzielania Komunii oraz sakramentów. Gorzej, gdy to sami biskupi domagają się zamykania świątyń lub nie przeciwstawiają się władzom wchodzącym na teren ich jurysdykcji.

 

2020-11-28  Czego chce od nas Pan Jezus?

 

Świat jest Mój, choć zbezczeszczony przez szatana pychy i próżności. Pragnę świętości życia w świecie w zespoleniu z wolą i miłością Moją. Tak, jak niemowlę nie może żyć bez matki, tak dzieci Moje nie powinny pragnąć niczego poza Mną i wolą Moją. Nie chcę ceremoniału i zwracania się do Mnie wargami. Nie chcę waszych ludzkich inicjatyw i działań. Nie chcę waszych, przez was wymyślonych, umartwień dla Mnie. Chcę waszej miłości i poddania się woli Mojej. Tylko taka wiara i współżycie ze Mną ocali was w dniach zagłady i oczyszczenia. (…) Chcę was przygotować, byście przylgnęli do Mnie i dochowali Mi wierności w dniach, gdy niebo zapłonie, a ziemia nieść będzie zagładę. Chcę, abyście umieli kochać Mnie i ufać Mi, gdy świątynie Moje legną w gruzach, a kapłani Moi się rozpierzchną. Chcę, abyście wtedy potrafili przyjąć wszelki ucisk i cierpienie dla miłości Mojej i wiernie trwali na modlitwie, i aby w sercach waszych składana była ofiara eucharystyczna Mojego Syna. (…) Nie trwóż się – wszak Moją jesteś i nic nie stanie się bez Mojej woli. (Alicja Lenczewska, Świadectwo nr 903)

 

2020-11-24  Zniszczenie Kościoła?

 

Kiedy Napoleon uwięził Piusa VII i zamknął go w Fontainebleau, niedaleko Paryża, chciał wymusić na papieżu podpis pod pewnym dokumentem. Pius VII wzbraniał się i nie ustępował. Był to czas, kiedy Napoleon znajdował się u szczytu swojej władzy i potęgi. W pewnej chwili, kiedy mimo różnych nacisków i presji Pius VII się nie poddawał, rozwścieczony Napoleon zagroził, że zniszczy Kościół. Obok papieża stał kardynał Consalvi. Słysząc krzyki i groźby cesarza, powiedział: Ależ Wasza Wysokość, my, księża i biskupi, próbowaliśmy to zrobić przez tysiąc osiemset lat i nam się nie udało. (anegdotka przytoczona przez bpa A. Schneidera w książce Wiosna Kościoła, która nie nadeszła)

 

2020-11-23  Dni ciemności i dni czystej miłości

 

Wiemy, że o dniach ciemności, po których ma nastąpić jeszcze na tej ziemi czas wypełniony Bożą miłością, mówiło wielu mistyków, świętych i błogosławionych Kościoła katolickiego. Wyraźny ślad zapowiadanych wydarzeń znajdujemy również w słowach wypowiedzianych przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, do Alicji Lenczewskiej. W Słowach Pouczenia, pod datą 20.02.1990 roku, mistyczka zapisała następujące słowa:

„Straszny jest świat depczący Moją cierpiącą Miłość. (…) Świat ukrzyżował Mnie powtórnie w sercach Moich dzieci. Gdy Moja agonia w świecie dobiegnie końca przyjdą dni ciemności, by pochłonąć tych, którzy Mnie ukrzyżowali. I zrzuci ziemia z siebie plugastwo grzechu. Spali ogniem i zmyje wodą. I nastanie świt Zmartwychwstania mojego i jasny dzień zmartwychwstania miłości. Świat wypełniony będzie Miłością Zmartwychwstałą – czystą, świętą. W niej żyć będą Moje dzieci Miłości Czystej, dzięki tym, którzy umrą za ich ocalenie. I żyć będą w miłości dzięki tym, którzy w bólu oddadzą życie dla Miłości”.

 

2020-11-23  bł. Michał Pro do sparaliżowanych covidowym strachem

 

Bł. Michał Pro, kapłan i męczennik meksykański powinien zawstydzić tych, którzy dzisiaj bardziej troszczą się o zdrowie ciała niż o zdrowie nieśmiertelnej duszy. Powinni zawstydzić się redaktorzy portalu jezuickiego Deon.pl i dr Joanna Uchańska, która w publikowanym na łamach tegoż portalu (katolickiego?) stawia pytanie „Dlaczego Episkopat Polski jeszcze nie zamknął kościołów?” (oczywiście z powodu COVID-19). Nawiasem mówiąc, bł. Michał, patron dnia dzisiejszego był jezuitą i cena, jaką mógł zapłacić za potajemne odprawianie Mszy św. i udzielanie sakramentów świętych w czasach masońskiego terroru, jaki panował w Meksyku w latach 20. XX wieku, była najwyższa! I zapłacił tę cenę… Nie „podkładał się” bezmyślnie prześladowcom, ale nie siedział w domu kuląc się ze strachu. W jednym ze swoich listów (dzisiejsza brewiarzowa Godzina Czytań) napisał min.:

„Położenie tutaj jest pełne niebezpieczeństw i dobrze pamiętam, że Pan polecił, byśmy sobie wzajemnie spieszyli z pomocą, jeżeli chcemy, żeby On nam pomocy udzielił. Tymczasem daje się tu odczuć ogromny brak pomocy duchowej, codziennie bowiem dowiadujemy się o tych, którzy umierają bez sakramentów, a nie ma ani jednego kapłana, który by odpowiedział na tę potrzebę, ponieważ wielu z nich się ukrywa ze strachu lub z posłuszeństwa. Oczywiście mógłbym w miarę moich możliwości wziąć się za to, nie tak jak dawniej co prawda, tylko ostrożnie i rozważnie, tak jednak, by się nie wydawało, że postępuję nieroztropnie. Mój przełożony jednak trzęsie się ze strachu i ilekroć rozmawiamy na któryś z tych tematów, obawia się najgorszego. A mnie się wydaje, że istnieje coś pośredniego między nierozwagą i strachem, podobnie jak istnieje coś pośredniego między najwyższą roztropnością a zuchwałością. I to przedstawiłem, ale on powiada, że powinienem zadbać o własne życie. A cóż to jest moje życie? Czyż jeżeli je złożę w ofierze za moich braci, to nie przyniesie ono wielkich korzyści? Z pewnością nie powinno się życia tracić głupio, ale jakże to będziemy mieć w pamięci, że jesteśmy synami Ignacego, jeżeli się wycofamy, kiedy się pojawi pierwsze niebezpieczeństwo? Nie mówię tego o wszystkich, bo przecież jest bardzo wielu takich, od których przyszłość zależy i których z tego powodu ostrożnie trzeba zachować, ale kto mnie jutro potrzebował będzie lub kto mnie będzie pragnął? Niebezpieczeństwa, na które jesteśmy narażeni, nie tylko zwiększyły liczbę katolików, ale dały nam męczenników... Zwycięstwo zatem nie jest odległe!...”

 

2020-11-20   Wymiar demoniczny COVID-19

 

Około rok temu zdiagnozowano u mnie ALS (stwardnienie rozsiane boczne – przyp. red.). Wiele mi ta choroba odebrała, na przykład zdolność składania Najświętszej Ofiary, karmienia się czy chodzenia. Chociaż odebrała mi wiele i zabierze jeszcze więcej, nie może odebrać mi świętego kapłaństwa… Jednym ze sposobów, w jaki mogę nadal głosić i nauczać, jest pisanie. I chociaż nie mogę używać rąk, mogę korzystać z komputera, który korzysta z funkcji śledzenia wzroku do pisania. Piszę zatem w wolności wynikającej ze świadomości, że nie mam nic do stracenia oprócz nieba.

Te słowa powstały jako refleksja na temat moich doświadczeń z COVID-19, zwłaszcza pobytu w szpitalu… Zrozumiałem, że Pan prosi mnie, abym odważnie przemawiał, zwłaszcza do moich kolegów duchownych, aby wezwać ich do życia kapłaństwem bez strachu i kompromisów w tych ciemnych dniach. Zwracam się więc do moich braci kapłanów, do wszystkich biskupów, a także do świeckich. Potraktujcie to jako list otwarty, a może jak kazanie w formie pisemnej.

Moje własne doświadczenia z wirusem COVID-19 wiele mnie nauczyły, ale najważniejsze jest to, że zjawisko COVID jest przede wszystkim duchową rzeczywistością. Nie zrozumcie mnie źle. To bardzo prawdziwy wirus. Chciałbym jednak podkreślić, że nasz odwieczny wróg, diabeł, jest oportunistą i wykorzysta każdą okazję, by użyć czegoś takiego przeciwko nam.

Kiedy po raz pierwszy zachorowałem na COVID, wydawało mi się, że uszło mi to lekko. Ale nie wiedziałem, że tak się nie stanie. Poczułem, jak ogarnia mnie demoniczna dezorientacja. To było coś, czego nie czułem od bardzo dawna. Nawet w środku mrocznych dni, kiedy zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Po raz pierwszy wydawało mi się, że tracę spokój... Widzicie, to, czego szatan pragnie bardziej niż czegokolwiek, to to, żebyśmy, ty i ja, byli w piekle na całą wieczność. Wie, że jednym z najlepszych sposobów, aby nas tam wepchnąć, jest doprowadzenie nas do izolacji, lęku, rozpaczy, braku wewnętrznej wolności, a co najbardziej podstępne, do oddzielenia nas od środków naszego zbawienia, czyli sakramentów. Tak, uważam, że to dzieło diabła. To właśnie robi diabeł i na tak wiele sposobów Kościół i jego przywódcy w tym mu pomagają. Najwyższy czas to zatrzymać. Więc jakie jest rozwiązanie? Cóż, jeśli chodzi o walkę duchową, musimy zwalczać ogień ogniem. Jeśli Szatan podkręca temperaturę, my też. Musimy użyć każdej broni w naszym arsenale.

Jednym ze sposobów, jakie nasz Pan użył w stosunku do mnie, kiedy zacząłem czuć się zdezorientowany, jest to, że mądrze usunął mnie z niepokoju. Wymagało to ode mnie pójścia do szpitala, z pewnością nieprzyjemny sposób na znalezienie spokoju, ale bardzo skuteczny. Żadnego telefonu, żadnego komputera, żadnego Facebooka, żadnego wysysającego duszę Twittera, ani nawet dobrej książki, która mogłaby zająć mój umysł. Ten duchowy detoks był dokładnie tym, czego potrzebowałem. Zmusiło mnie to do skupienia się na Jezusie i tylko na Nim. Diabeł tego nienawidzi, dlatego musimy to zaakceptować. Potrzebujemy wielkiego odłączenia się od świata i wielkiego ponownego połączenia z Jezusem. Będzie to wymagało Krzyża, ale bez tego będziemy podążać ścieżką demonicznej dezorientacji, na którą nie możemy sobie pozwolić.

Kolejna część rozwiązania spada wprost na barki księży, a zwłaszcza biskupów. To jest część listu, która może wpędzić mnie w kłopoty, ale trzeba to powiedzieć, więc z miłości do Świętej Matki Kościoła i z miłości do dusz, w tym dusz kapłanów i biskupów, kieruję wyzwanie… Choć może wyzwanie to nie jest właściwe słowo. Jest to raczej prośba, abyśmy szczerze podjęli naszą misję otrzymaną od Chrystusa bez ociągania, doskonale wiedząc, iż oznacza to, że będziemy musieli wejść na drzewo Krzyża. Przecież bracia, czy nie dlatego zostaliśmy kapłanami? Czy nie chodziło o to, aby stać się  z Jezusem kapłanem i ofiarą? Czy nie chodziło o to, aby ratować dusze, nawet jeśli oznaczałoby to przelanie naszej życiowej krwi? Jeśli to nie jest powód naszego istnienia, to po co to wszystko? Niezły dochód na całe życie? Bezpieczeństwo pracy? Emerytura? Dobre programy diecezjalne? Nie, zdecydowanie nie po to nasz Pan nas powołał. Ale wielu z nas tak właśnie działa. Zamiast ratować dusze, używając wszelkich dostępnych nam środków, działamy jak najemnicy, którym bardziej zależy na utrzymaniu spokoju niż wzywaniu ludzi do nawrócenia… Szczególnie biskupi odgrywają tutaj ważną rolę. W walce o dusze są generałami. Idą pierwsi. Jeśli mają w sobie siłę, by rzeczywiście przyjąć Krzyż i wejść na niego, kapłani pójdą za nimi, a także świeccy, ale biskup MUSI iść pierwszy!

Po pierwsze, jeśli uważamy, że COVID jest używany przez Szatana, żeby ciągnąć dusze do piekła, to konfrontacja z tym problemem musi być priorytetem numer jeden. Biskupi mają ogromny autorytet, jeśli chodzi o wyrzucanie demonów. Jako następcy Apostołów mają w swojej diecezji pełną władzę nad diabłem i jego sługami. Nie powinno być dosłownie nic, co by powstrzymało biskupa od egzorcyzmowania swojej diecezji, poza oczywiście strachem, że ludzie pomyślą, że jest szalony…

Cierpimy na poważny brak tożsamości katolickiej. Czy jest lepszy przejaw autentycznej tożsamości katolickiej niż biskup otoczony swoimi kapłanami i świeckimi, którzy śmiało i nieustraszenie stawiają czoła złu? Jasne, niektórzy powiedzieliby, że biskup jest szalony, ale który biskup dba o to, co myślą ludzie, kiedy w grę wchodzą dusze?...

Muszę powiedzieć jasno: moja krytyka nie dotyczy biskupów i księży, którzy robili wszystko, co mogli, aby udzielać sakramentów, ale raczej tych, którzy, bez ducha walki, bez nadprzyrodzonej wiary, natychmiast skapitulowali przed tym, co osoba z podstawowym poczucie wolności może uznać za naruszenie praw Kościoła. Żaden rząd nie ma prawa mówić Kościołowi Chrystusowemu, jak, gdzie, kiedy i ilu ludzi może oddawać cześć Bogu. Moją krytykę kieruję do tych biskupów i księży, którzy woleli raczej zdobyć przychylność w oczach świata, którzy woleli się dogadać, którzy woleli ukryć się ze strachu, zamiast odważnie narażać życie idąc na ratunek duszom.

Doświadczyłem na własnej skórze duchowych spustoszeń spowodowanych przez COVID. Wiem, jak dusza uwięziona w jej szponach może stać się diabolicznie zdezorientowana, a dla papieża, biskupa czy księdza pozbawienie osoby w takiej sytuacji komfortu sakramentów jest szczytem okrucieństwa i ciężkim grzechem zaniedbania… (ks. Dana Christensen, fragmenty otwartego listu, całość tutaj: https://onepeterfive.com/terminally-ill-priest-warns-covid-is-being-used-by-the-enemy-to-drag-souls-to-hell-we-must-fight/ )

 

Do góry

 

2020-11-20   Sekrety ewangelizacji

 

Jeśli idziesz do drugiego człowieka beze Mnie to niepotrzebnie idziesz. Jeśli chcesz mu pomagać swymi siłami tylko, to dodasz swoją słabość i grzeszność do jego słabości i grzeszności. Jeśli zwracasz się do innego, by go zawrócić na drogi Moje, a nie błagasz w skrusze, abym Ja ciebie nawrócił, to zgorszysz jego duszę twoim faryzeizmem i pychą. Jeśli chcesz okazać drugiemu miłość, a nie okazujesz jej Mnie ponad wszystko – to zamkniesz go we własnym egoizmie. Jeżeli pragniesz dać światu Mnie, a nie dajesz Mi bez reszty siebie, to dasz im tylko swoją obłudę i próżność.

Nawracajcie się, dzieci moje, na Moją drogę, jaką ukazałem wam w kazaniu na Górze i Moim własnym życiem. Idźcie i głoście światu Ewangelię – sami będąc świadkami ewangelicznego życia – jak Maryja. (Alicja Lenczewska Słowo Pouczenia)

 

2020-11-20   Droga rozwoju to rozwój miłości!

 

Pan dał mi poznać, że droga rozwoju to rozwój miłości: od miłości służalczej przez dziecięcą do oblubieńczej – wobec Niego. W miłości służalczej przyjmuję Jego wolę, bo On jest moim Panem. W miłości dziecięcej pragnę być przy Nim i spełniać Jego wolę, bo kocham Go jak Ojca. Bo On mnie broni i wspomaga. W miłości oblubieńczej moim jest Jego życie we wszystkim, czym to życie było na ziemi. A najbardziej w Jego bólu i trudzie zbawczym. Nie mogę nie cierpieć skoro On cierpiał i cierpi nadal w sercach ludzkich. Jego pragnienia są moimi pragnieniami. (Alicja Lenczewska Słowo Pouczenia)

 

2020-11-12   Czy jestem podobny do Noego?

 

To, co dzieje się w Kościele (niejasne przemówienia dotyczące prawd wiary i moralności, kolejne skandale) budzi wiele emocji i rodzi podziały…

- na tych, którzy bronią prawdy bez miłości

- na tych, którzy bronią miłości bez prawdy

- i na tych, którzy bronią prawdy z miłością i broniąc miłości nie oddzielają jej od wymagań prawdy.

Dwie pierwsze grupy – obawiam się, że najliczniejsze – podążają błędną drogą i przyczyniają się do zaciemniania autentycznego chrześcijaństwa. To sprytnie podsuwane przez szatana oszustwo.

Oczywistą rzeczą jest – jak pisze Mark Mallett na swoim blogu – że żadna konferencja biskupów, ani nawet papież, nie mogą zmienić prawdziwego Magisterium Kościoła. Nawet jeżeli dokonywałoby się to w sposób nieoficjalny – w postaci jakiegoś wywiadu czy reportażu – byłoby to żenujące, bo w imię czego jakiś biskup co innego nauczałby z ambony, a co innego mówił dziennikarzowi czy publicyście…

Nie mniej jednak broniąc prawdy bez miłości (lub też odwrotnie) i wysyłając przeciwników do piekła, warto się zastanowić, czy Pan Bóg nie kazałby nam pójść do piekła za tymi, których tam przed chwilą wysłaliśmy. Kiedy Bóg po raz pierwszy miał oczyścić ziemię przez potop, rozejrzał się po świecie, aby znaleźć kogoś, kto byłby sprawiedliwy i zasmucił się… Tylko Noego Pan darzył życzliwością (zob. Rdz 6,5-8). Tylko Noego i jego rodzinę Bóg uchronił przed surową karą. Czy pośród dzisiejszej wielkiej niegodziwości ludzi na ziemi  i ich wciąż złego usposobienia jestem jak Noe?

 

2020-11-01  Kobieta

 

Jest taka znana mądrość: Ręka, która kołysze kołyskę, to ręka, która rządzi światem. Dlatego prawdziwym wzorcem dla kobiety jest to, by być dobrą matką i żoną. Z natury mężczyźni pełnią funkcje przywódcze, by z natury matka musi troszczyć się o dzieci, być na nie nakierowana, a to w praktyce oznacza, że jest z dziećmi w domu, że jest źródłem ciepła w rodzinie. Musimy na nowo wzmocnić wartość macierzyństwa, a cywilizcja stanie jest bardziej humanitarna. Wtedy również relacje między płciami w naszym społeczeństwie będą piękniejsze. Przecież w naszej cywilizacji całkiem zanikła rycerskość, całkiem zaniknął szacunek dla kobiecości. Kobieta nie czuje się już jak księżniczka czy pani, a mężczyzna nie ma w sobie nic z rycerza. Mężczyzna nie czuje, że jego rolą jest troska o kobietę i jej ochrona, bo ona jest z natury słabsza, a kobieta nie wierzy w to, że może być matką. Podobnie zanika rozumienie ojcostwa jako troski o kobietę i dzieci. Mężczyzna potrzebuje ciepła, jakie daje kobieta, ciepła, jakie tworzy rodzina. Kiedy tego brakuje, życie społeczne na tym cierpi. Rozwiązłość seksualna niszczy życie rodzinne i życie społeczne. Dlatego tak ważne jest podkreślanie roli i znaczenia macierzyństwa. Społeczeństwa, w których tego brakuje, stają się nieludzkie, okrutne. Nie może być inaczej tam, gdzie brakuje ciepła macierzyństwa. W takich społeczeństwach wszyscy wszystkich jedynie używają i wykorzystują jako przedmioty pożądania. (bp A. Schneider Wiosna Kościoła, która nie nadeszła)

 

2020-10-31  Dlaczego Donald Trump jest niewygodny?

 

Wydaje się, że prezydent USA, Donald Trump, w swoim programie jest znacznie bliższy zasadom chrześcijańskim niż jego przeciwnik J. Biden. Dlaczego nie chcą Trumpa finansjery tego świata? Założyciel Światowego Forum Ekonomicznego, Klaus Schwab, wraz całą kliką sobie podobnych chcą tzw. „wielkiego resetu” światowej gospodarki, to znaczy mówiąc bez ogródek, chcą, by świat stał się… A może warto zacytować słowa wspomnianego Schwaba i zastanowić się nad nimi (czytać między wierszami):

„Pandemia COVID-19 dała wyjątkową okazję (sic! – przyp. red.) do zastanowienia się, jaką przyszłość chcemy… podzielić się pomysłami, jak zmienić sposób życia i pracy… Kryzys COVID-19 pokazał nam, że nasze stare systemy nie są już przystosowane do XXI wieku. Ujawniły się fundamentalne braki spójności społecznej, sprawiedliwości, integracji i równości. Nadeszła historyczna chwila, czas nie tylko na walkę z wirusem, ale także na ukształtowanie systemu… w erze po COVID… Krótko mówiąc, potrzebujemy wielkiego resetu!”

Świętując jedyną natychmiastową korzyść kryzysu COVID-19, spadek emisji gazów cieplarnianych, który przyniósł niewielką , chwilową ulgę w atmosferze planety – mówi Schwab – są powody, by sadzić, że lepszy system ekonomiczny jest możliwy – i że może być tuż za rogiem

D. Trump na takie dictum ma następującą odpowiedź (doroczne spotkanie ŚFE w Davos, styczeń 2019): „Jesteśmy zaangażowani w zachowanie majestatu Bożego stworzenia i naturalnego piękna naszego świata… Ale aby skorzystać z możliwości jutra, musimy odrzucić odwiecznych proroków zagłady i ich przepowiednie apokaliptyczne… Ci alarmiści zawsze żądają tego samego: absolutna chęć do dominowania, przekształcania i kontrolowania każdego aspektu naszego życia. Nigdy nie pozwolimy radykalnym socjalistom zniszczyć nasz kraj ani wykorzenić naszą wolność. Ameryka zawsze będzie dumnym, silnym i nieugiętym bastionem wolności”.

Co znaczy ów tajemniczo brzmiący wielki reset ? Być może to, o czym pisze abp Vigano w otwartym liście do obecnego prezydenta USA. Czytamy w nim min.: „Trwa globalny plan zwany  Wielkim Resetem. Jego architektem jest światowa elita, która chce podporządkować sobie całą ludzkość, narzucając środki przymusu, za pomocą których drastycznie ograniczają wolności jednostki i całej populacji. W kilku krajach ten plan został już zatwierdzony i sfinansowany; w innych jest jeszcze na wczesnym etapie. Za światowymi liderami, którzy są wspólnikami i wykonawcami tego piekielnego projektu, stoją pozbawione skrupułów postacie, które finansują  Światowe Forum Ekonomiczne i  Wydarzenie 201, promując swój program.

Celem  Wielkiego Resetu jest narzucenie dyktatury zdrowia, mającej na celu wprowadzenie środków wolnościowych, ukrytych za kuszącymi obietnicami zapewnienia powszechnego dochodu i umorzenia indywidualnego zadłużenia. Ceną tych ulg ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego będzie zrzeczenie się własności prywatnej i przystąpienie do programu szczepień przeciwko Covid-19 i Covid-21, promowanego przez Billa Gatesa przy współpracy głównych grup farmaceutycznych. Poza ogromnymi interesami gospodarczymi, które motywują promotorów  Wielkiego Resetu nałożeniu szczepień towarzyszyć będzie wymóg posiadania paszportu zdrowotnego i cyfrowego dowodu osobistego, a co za tym idzie identyfikacja kontaktów ludności całego świata. Osoby, które nie zaakceptują tych środków, zostaną umieszczone w obozach dla internowanych lub w areszcie domowym, a cały ich majątek zostanie skonfiskowany”…

Można by powiedzieć, że abp Vigano za dużo naoglądał się filmów fantastycznych… Albo można pomyśleć, że owe filmy fantastyczne były prorocze i być może w zamyśle ich twórców miały nas mentalnie przygotować do nadchodzących czasów, tzn. żebyśmy się oswoili z nadchodzącą niewolą…

To oczywiście wizja, która pomija sprawę dla nas najistotniejszą – naszą wiarę we Wszechmogącego Boga i Jego Opatrzność. Chrystusowa prawda czyni nas wolnymi nawet wtedy, gdy fizycznie jesteśmy ograniczeni – zniewoleni – przez ludzi (tylko) z tego świata.

 

2020-10-29  Wyraziste słowa

 

Widzę pilną potrzebę jak najszybszej beatyfikacji Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, jak i niemniej pilną potrzebę pasterzy jemu podobnych.

Dziś, kiedy neomarksizm jest w natarciu, prof. Grzegorz Kucharczyk przypomina słowa Prymasa Tysiąclecia dosadnie opisujące, czym jest neomarksizm w swej istocie: klęska i nieszczęście społeczne, absurdalna rzecz, dehumanizacja i zniewaga człowieka.

Prymas Tysiąclecia – pisze prof. Kucharczyk na pch24.pl – nie wydawał jakiś miałkich deklaracji wzywających w obliczu ofensywy zła do kulturowego dialogu społecznego. Nazywał rzeczy po imieniu i wzywał do mężnego oporu: My chcemy Boga, a nie bezbożnictwa! (…) Pragniemy również przez wiarę uchronić Polskę od nihilizmu, który razem z bezbożnictwem może się stać największym nieszczęściem dla przyszłości naszego Narodu (Gniezno, 23.04.1967). Kilka lat wcześniej do młodzieży akademickiej Gdańska powiedział: Trzeba skończyć z tym określeniem: jestem laikiem. Przecież dzisiaj słowo „laicyzacja” stało się programem. A z tzw. indyferentyzmu religijnego płyną wszystkie inne indyferentyzmy, tak iż człowiek staje się właściwie jakąś bezwyrazową szmatą (Gdańsk – Wrzeszcz, 11.04.1964)…

Obecny minister edukacji i nauki uważa – moim zdaniem: słusznie – że protesty są skoordynowane i są związane z tragiczną sytuacją polskich uczelni, które (w większości) są w mackach wspomnianych przeze mnie powyżej neomarksistów. Zatrute dusze kolejnych pokoleń młodych ludzi wydają teraz smutny owoc…

Abp Polak, obecny Prymas, komentując agresję środowisk anarchistycznych, powiedział min.: Nie przekraczajmy granic… Nie bardzo rozumiem, dlaczego ksiądz arcybiskup zrównuje katolików z tą łobuzerią, mówiąc „nie przekraczajmy”, zamiast powiedzieć jasno „nie przekraczajcie”…

 

2020-10-22  Komunia święta na rękę

 

Sytuacja zaprzestania publicznego sprawowania Mszy Świętej oraz udzielania sakramentalnej Komunii Świętej jest tak niespotykana i poważna, że można się w niej dopatrywać o wiele głębszego sensu. Te wydarzenia mają miejsce prawie dokładnie pięćdziesiąt lat po wprowadzeniu udzielania Komunii Świętej na rękę (w 1969 roku) oraz po wdrożeniu radykalnej reformy rytu Mszy Świętej (1969-1970) wraz z jej protestantyzującymi składnikami (modlitwy offertorium) oraz jej horyzontalnym i instruktażowym stylem celebracji (chwile improwizacji, clebracja w zamkniętym okręgu i w kierunku ludzi). Praktyka udzielania Komunii Świętej na rękę doprowadziła w ostatnim pięćdziesięcioleciu do niezamierzonej i zamierzonej profanacji Eucharystycznego Ciała Chrystusa w bezprecedensowej skali…

Obecne zaprzestanie publicznego sprawowania Mszy Świętej i udzielania Komunii Świętej mogłoby być zrozumiane przez papieża i biskupów jako Boża reprymenda za ostatnie pięćdziesiąt lat eucharystycznych profanacji i banalizacji oraz, jednocześnie, jako miłosierny apel o autentyczne nawrócenie eucharystyczne całego Kościoła…

Gdy obecne utrapienie dobiegnie końca, papież powinien wydać konkretne rozporządzenia liturgiczne, w których zaprosi cały Kościół do zwrócenia się ku Panu w sposobie celebracji (to oznacza, że celebrans i wierni powinni być zwróceni w tym samym kierunku podczas modlitwy eucharystycznej). Papież powinien również zakazać praktyki udzielania Komunii Świętej na rękę, ponieważ Kościół nie może nadal bezkarnie traktować Sanctissimum w małej konsekrowanej Hostii w tak minimalistyczny i ryzykowny sposób. (bp A. Schneider Wiosna Kościoła, która nie nadeszła)

 

2020-10-09  Obaj żałowali…

 

Zarówno Piotr, jak i Judasz dopełnili zdrady… Zarówno Piotr, jak i Judasz odczuli żal, choć w zupełnie odmienny sposób… Dlaczego jeden jest na szczycie, a drugi na samym dole listy? Ponieważ Piotr pożałował przed Panem, a Judasz użalił się nad samym sobą. Różnica ta była tak ogromna, jak między odwoływaniem się do Boga, a odwoływaniem się do samego siebie, jak między Krzyżem, a kozetką u psychoanalityka. Judasz rozumiał, że zdradził „niewinną krew”, ale nigdy nie pragnął się w niej obmyć. Piotr wiedział, że zgrzeszył, i szukał Odkupienia. Judasz wiedział, że zrobił błąd i szukał ucieczki – pierwszy z wielkiej armii uciekinierów od Krzyża. Boże przebaczenie zakłada ludzką wolność, lecz nigdy jej nie niszczy. Można się zastanowić, czy Judasz, stojąc pod drzewem, które miało mu przynieść śmierć, choć raz spojrzał ponad doliną na Drzewo, które przyniosłoby mu życie. Św. Paweł w następujący sposób skomentował tę różnicę między żałowaniem przed Panem, a użalaniem się nad samym sobą: Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się potem nie żałuje, smutek zaś tego świata sprowadza śmierć. (2Kor 7,10) (abp Fulton Sheen Kapłan nie należy do siebie)

 

2020-10-09  Człowiek stabilny

 

Są jednak ludzie pogodni i pełni majestatu pośród burz i zmienności pragnień. W nich spełniają się słowa mędrca: Nie spotka zło żyjących uczciwie (Prz 12,21). Człowiek taki przyjmuje rzeczywistość ze spokojem i mocą, która wypływa z wiary, że Ktoś tym światem rządzi, Ktoś nad nim czuwa. Spokojny i mocny nasłuchuje odgłosów rewolucji czy wojen, przygląda się przemijaniu dynastii i republik! Można by powiedzieć, że gdzieś pod jego stopami dzieją się jakieś próżne ludzkie interesy. Żadne wstrząsające wydarzenia światowe nie miotają jednak jego uczuciami, ponieważ nauczył się patrzeć na nie oczyma tej nieskończonej Mądrości, która swoim przewidywaniem wszystko reguluje i dopuszcza zło, by wyprowadzić z niego dobro. Jest on jakby żywym sanktuarium spokoju i szczęścia. Wrogowie stają bezsilni wobec niego, nie wiedząc, jak mu zaszkodzić lub jak go skrzywdzić…

Taka była właśnie pogoda ducha i heroiczna wytrwałość św. Jana Chryzostoma, skazanego na wygnanie przez Eudokię, cesarzową Konstantynopola. Gdy opuszczałem miasto – mówił ów święty – nie odczuwałem wcale mojej niedoli i byłem pełen nieopisanej pociechy. Jeśli cesarzowa wyśle mnie na wygnanie – mówiłem sobie – będę myślał, że cała ziemia należy do Pana. Jeśli każe mnie wrzucić w morze, wspomnę o Jonaszu. Jeśli każe mnie ukamienować, będę towarzyszem św. Szczepana. Jeśli każe mi ściąć głowę, otrzymam chwałę św. Jana Chrzciciela. Jeśli zedrze ze mnie szaty, będę myślał, że wyszedłem z łona tej ziemi i muszę tam powrócić ponownie nagi i odarty ze wszystkiego. (Charles Arminjon Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego)   

 

2020-10-09  Człowiek chwiejny

 

Na Wschodzie istnieje aromatyczne drzewo, które trzeba zmiażdżyć i skruszyć, by wydało wonny likier ze swych soków. Tak samo i Dobroć Boża miażdży człowieka pod prasą zmartwień i karci ciało, uwalniając od wszelkich więzów zepsucia, by stało się tajemniczym naczyniem, z którego popłynie niewyczerpane źródło wszelkich cnót. Pewnym jest, iż nigdy nie było i nie będzie szlachetności, heroicznej świętości czy prawdziwej cnoty, jeśli nie będzie tego źródła natchnienia i tej siły, jaką czerpią one z dobrowolnie zaakceptowanego cierpienia…

Jesteśmy niewolnikami o tyle, o ile kierują nami nasze pożądania i złudne odczucia. W tak zmiennych duszach żadna cnota nie utrzyma się długo, charakter chwiejny nie zrealizuje żadnego wzniosłego celu, podobny do chorągiewki na wietrze… Człowiek ulegający zachciankom szybko porzuca swoje obowiązki, gdy okazują się uciążliwe i surowe. Staje się również niewolnikiem przeróżnych fantazji… Nie przynosząc owocu, niszczy otrzymane talenty, które powierzył mu Bóg. A gdy w końcu pozwoli odnaleźć się Bogu, staje przed Nim z groźbą na ustach, zawzięcie broniąc swego prawa do wypoczynku i przyjemności. Usiłuje raczej bronić przed Bogiem własnych interesów i podporządkować Go sobie tak, by to on stał się panem Boga. Dochodzi nawet do tego, że wydaje niejako Boga na pastwę swych poniżających zależności i pożądań… (Charles Arminjon Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego)

 

2020-10-05  Jest już późno…

 

Jest już późno, a czas wyjścia z Babilonu jest teraz, ponieważ jego mury zaczynają się walić… Musimy się modlić! Musimy przestać tak bardzo patrzeć na zewnątrz, na potop brudu i zniszczenia, którymi szatan pluje na świat, i spojrzeć do wewnątrz, gdzie mieszka Trójca Święta. Kontempluj Jezusa, a nie zło. Musimy iść tam, gdzie czekają na nas pokój, łaska i uzdrowienie, nawet gdy obfituje zniszczenie… (Mark Mallett)

W rzeczywistości historia nie jest osamotniona w rękach mrocznych mocy, przypadku lub ludzkich wyborów. W obliczu wyzwolenia złych energii, gwałtownego wybuchu szatana i pojawienia się tak wielu plag i zła, powstaje Pan, najwyższy arbiter wydarzeń historycznych. Mądrze prowadzi historię ku świtowi nowych niebios i nowej ziemi… (Benedykt XVI, Audiencja generalna, 11.05.2005)

 

2020-10-02  Osiągnęliśmy poziom cywilizacji pogańskich

 

Katolicka doktryna prawa naturalnego streszcza się w trzech punktach:

1) Prawo naturalne jest porządkiem absolutnym, zakorzenionym w ontologicznym Absolucie.

2) Prawo naturalne jest bezpośrednio poznawalne przez istotę rozumną.

3) Prawo naturalne zawiera kwalifikację wszystkich możliwych czynów ludzkich, co ma jednocześnie odbicie w wiedzy praktycznej: ktokolwiek działa, kształtuje ową praktykę dokonując wyborów moralnych; z drugiej strony ta wiedza praktyczna podlega systematyzacji w ramach kazuistyki…

Majestat i respekt wzbudzany przez prawo naturalne został nadszarpnięty przez obecne czasy, w których człowiek woli kierować się swym „widzimisię” i okazuje szczególną zapamiętałość w obalaniu wszelkich tabu. Świat grecki opiewał niewzruszoność prawa, które zawsze obowiązywało i zawsze będzie obowiązywać. W Królu Edypie prawo to „przemierzało szczyty” i „nie mogło legnąć w zapomnieniu”…

Znane z etnologii słowo „tabu”, oznaczające skrajnie zabobonny stosunek do rzeczy nieożywionej uważanej za coś absolutnie świętego i nietykalnego, zostało przejęte nie tylko przez publicystykę świecką, lecz od pewnego czasu także przez biskupów i teologów. Na przykład kard. Suenens w swym liście duszpasterskim na temat seksualności (z 21 lipca 1976) nie wspomina ani słowem o wynikającej bezpośrednio z prawa naturalnego prokreacji jako o celu małżeństwa, natomiast stwierdza, że „zdrowa ewolucja przełamała niektóre tabu i wprowadziła więcej naturalności do relacji między mężczyzną a kobietą”. Tak oto cnoty moralne, po pozbawieniu ich szczególnej rangi, jaką cieszyły się dotąd w etyce chrześcijańskiej, zostały postawione w jednym rzędzie z błędnymi mniemaniami i przesądami. (…) Skoro zaczęto traktować jako tabu własność albo cnotę czystości i posłuszeństwa, powinno się - żeby być konsekwentnym - uznać za takie również miłość ojcowską, synowską czy małżeńską, a także odrazę do sodomii, kanibalizmu i nekrofilii. I rzeczywiście, obserwujemy dziś coraz liczniejsze przykłady takiego nastawienia. Nasiąkają nim całe społeczeństwa, w związku z czym wielu ludzi nie ma dziś nic przeciwko rozwodom, stosunkom homoseksualnym, aborcji itp.

Odżegnanie się od prawa naturalnego nie tylko w filozoficzno-teologicznych teoriach intelektualistów, lecz również w sferze obyczajów i ustawodawstwa, wprowadza jakąś ważną i dramatyczną cezurę w historii ludzkości. Wcześniej - nawet za panowania reżymów wrogich Kościołowi - społeczeństwa chrześcijańskie kształtowały małżeństwo i rodzinę zgodnie z kanonami naturalnej sprawiedliwości. Obecnie zaś prawo prywatne, rodzinne i społeczne jest oddzielane od zasad religijnych, które były nośnikiem tychże kanonów. Odpowiednie kodeksy, które przez stulecia były wzorowane na prawie kanonicznym, całkowicie się uniezależniły i są dziś kształtowane zgodnie z zasadą autonomii człowieka. Przejawami tego stanu rzeczy są: upowszechnienie instytucji rozwodu, legalizacja związków homoseksualnych, obligowanie położnych [i ginekologów] do przeprowadzania aborcji…

Jak słusznie zauważył biskup Carlo Caffarra (2 lipca 1978), wprowadzenie aborcji do prawa krajów mieniących się nadal chrześcijańskimi sromotnie obnażyło ruinę naszej cywilizacji, która stoczyła się poniżej poziomu wielkich cywilizacji pogańskich, mimo pozorów przyzwoitości i mimo zdobyczy w dziedzinie socjalnej. (Romano Amerio Iota unum)

 

2020-10-02  Przeznaczenie, wszechwiedza a wola Boga

 

Niektórzy nie umieją odróżnić wszechwiedzy w Bogu od woli Bożej, pojmują Boga według siebie samych i popadają stąd w wątpliwości religijne. Czy Bóg wie, który człowiek będzie korzystał wiernie z łask Jego i będzie zbawiony? Bez wątpienia, bo Bóg jest wszechwiedzący. Czy Bóg przeznacza niektórych ludzi z góry na potępienie? Przenigdy, owszem, Bóg chce zbawić wszystkich i Syn Boży za wszystkich umarł na krzyżu. Nie dlatego czyni ktoś źle, nie pokutuje i idzie do piekła, bo Bóg to przewidział, ale dlatego Bóg to przewidział, bo ów człowiek świadomie wybiera zło i trwa w nim z uporem. Ślepe przeznaczenie, czyli fatum, w jakie wierzą mahometanie, kalwini i różni niedowiarkowie, sprzeciwia się nauce Kościoła, jest wrogiem postępu i zniechęca do pracy nad umoralnieniem własnym…

Pewnemu pustelnikowi szatan powtarzał ustawicznie: „Na próżno wystrzegasz się grzechów, na próżno pościsz i modlisz się. Jesteś przeznaczony na potępienie i musisz być moim”. Pustelnik pomodlił się dłużej i odparł: „Gdyby tak było, jak mówisz, to na co mię kusisz? Przecież i bez twoich wysiłków mam być potępiony”. Podobnie św. Franciszka Salezego dręczył szatan w latach młodocianych zapewnieniem, że musi być potępiony. Franciszek był gorącym czcicielem Najświętszej Maryi Panny. Postanowił wreszcie: „Gdybym nawet miał być potępiony po śmierci, to przynajmniej dopóki żyję na ziemi, chcę Cię, Matko Najświętsza, kochać z całej duszy i Tobie służyć”. Odtąd pokusy ustały. (ks. Walenty Gadowski Apologetyczny katechizm katolicki)

 

2020-10-02  Nie jesteś celem ostatecznym! Uznaj Boga!

 

Człowiek nie może być sam sobie celem ostatecznym, gdyż nie dał sobie bytu, ani przymiotów, ani środków utrzymania, w ogóle niczego, ale wszystko ma od Boga. Rozum domaga się, aby człowiek to uznał i za to miłował Pana Boga, czyli aby oddała chwałę Bogu jako celowi swojemu najwyższemu. Przez to człowiek nie poniża swojej godności, ale ją wywyższa. Gdyby człowiek sam sobie był celem, albo gdyby inne stworzenie było celem człowieka, wtedy człowiek oddawałby się istocie nędznej, ograniczonej, ale kiedy się Bogu oddaje, to służy istocie najdoskonalszej, najpotężniejszej, najświętszej. Im wyższemu celowi służymy, tym wyższa jest nasza wartość moralna i nasza godność. (ks. Maciej Sieniatycki, +1949, 1918-1919 rektor UJ)

 

2020-09-19  Nauka Chrystusa i nauka świata

 

Chrystus i świat sprzeciwiają się sobie, tak że co według Chrystusa jest mądrością, wydaje się światu głupstwem, co Chrystus nakazuje, z tego świat się wyśmiewa, co zaś Chrystus zakazuje, na to świat pozwala. Porównaj księgę Ewangelii z kodeksem świata, a łatwo przekonasz się o tym. Pan Jezus mówi: poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli, a świat: nie troszczcie się o prawdę, bo prawdy nie ma, a co ludzie nazywają prawdą religijną, jest urojeniem ich chorobliwej wyobraźni lub zręcznym oszustwem, wymyślonym na postrach głupców. Pan Jezus mówi: miłujcie Boga nade wszystko, wszystko zaś inne dla Boga, a świat: miłujcie siebie nade wszystko, wszystko zaś inne dla siebie. Pan Jezus mówi: szukajcie najpierw królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a świat: szukajcie przede wszystkim pieniędzy, przyjemności i zaszczytu. Pan Jezus mówi: pamiętajcie tylko o sądzie Bożym, aby wszystko czynić dla chwały Bożej, a świat: pamiętajcie tylko o sądzie ludzkim, aby wszystko czynić dla chwały ludzkiej. Pan Jezus mówi: zaprzyjcie się siebie, wydajcie walkę namiętnościom, a świat: żyjcie bez wędzidła i puśćcie wodze swoim żądzom, byle tylko zachować zewnętrzną przyzwoitość. Pan Jezus mówi: bądźcie prości jak gołębie, roztropni jak węże, a świat: bądźcie zawsze roztropni jak węże, nigdy prości jak gołębie. Inne też błogosławieństwa głosi Chrystus, inne świat. Chrystus mówi: błogosławieni ubodzy duchem, a świat: błogosławieni bogaci. Chrystus: błogosławieni czystego serca, a świat: błogosławieni, którzy używają przyjemności. Chrystus: błogosławieni miłosierni, a świat: błogosławieni skąpi. Chrystus: błogosławieni cisi i pokój czyniący, a świat: błogosławieni gwałtowni i oręż dzierżący. Chrystus: błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, a świat: błogosławieni, którzy szukają sławy, majątku i znaczenia. Chrystus: błogosławieni, którzy płaczą, a świat: błogosławieni, którzy się śmieją. Chrystus: błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie, a świat: błogosławieni, którzy umieją pomścić swą krzywdę. Któż nie widzi, że słowa Chrystusa są wyrokami Najwyższej Mądrości i że Jego błogosławieństwa są rękojmią prawdziwego szczęścia? Tymczasem wielu, zbyt wielu ludzi, wierzy raczej światu, ubiega się o jego mądrość, która jest głupstwem u Boga, i pragnie jego błogosławieństwa. Mężowie [...] czemu kochacie marność i szukacie kłamstwa? (Ps 4, 3).

Inne są również cnoty według Chrystusa, inne według świata, tak że co jest występkiem u Chrystusa Pana, jest cnotą u świata, i przeciwnie. Świat bowiem prostotę ewangeliczną nazywa głupotą, poświęcenie się dla Boga i bliźnich - szaleństwem, pokutę - samobójstwem, modlitwę - stratą czasu, pokorę - upodleniem się, posłuszeństwo - niewolą. Świat nazywa zręczne oszustwo roztropnością, rozwiązłość - słabością, pychę - poczuciem własnej godności. On też radzi serce pokryć zdradą, a myśl kłamliwym słowem, prawdę przedstawić jako fałsz, a fałsz jako prawdę. Tym zaś, którzy za nim idą, każe piąć się na szczyty honorów. Gdy się wspięli, cieszyć się próżną chwałą. Jeżeli im ktoś krzywdę wyrządził, każe im dziesięć razy więcej oddać. Jeżeli sił starczy, nikomu nie ustąpić; gdy ich nie ma, czego złością się nie można zrobić, to obłudną dobrocią dokonać. (por. św. Grzegorz Wielki Moralia)

 

2020-09-11  Czego nie mówić?

 

Nie mów nigdy słów ubliżających Opatrzności Bożej, prawdzie katolickiej, rzeczom świętym lub władzy kościelnej ani też słów nieskromnych, śliskich lub dwuznacznych. Niech się nie plamią te usta, które wymawiają słowa modlitwy i przez które przechodzi Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Natomiast żart niewinny i skromny, służący do rozweselenia bliźniego, jest dozwolony i należy do zakresu cnoty, zwanej przez teologów „eutrapelią”. Nie mów słów podstępnych, schlebiających lub obłudnych. „Kto bowiem ma co innego na języku, a co innego w sercu, tego cała pobożność jest kłamliwa” (św. Jan Klimak). Nie przesadzaj w opowiadaniu czy wynurzaniu uczuć ani też szafuj nieszczerymi grzecznościami lub lekkomyślnymi obietnicami i pochlebstwami. Nie mów o sobie ani o swoich zdolnościach, ani o swoich czynach, ani o swoich cierpieniach, ani o swoim życiu wewnętrznym, bo samochwalstwo jest szkodliwe dla ciebie, a wstrętne dla drugich. Nie sądź, że ludziom tak jest przyjemnie o tobie słuchać, jak tobie mówić. Nie wypowiadaj zdań zarażonych błędnymi opiniami świata, a przeciwnych zasadom chrześcijańskim, jak np. o bogactwach, zabawach, pojedynkach itp. Strzeż się również słów gniewliwych, szyderczych, krzywdzących sławę bliźniego lub nadwerężających miłość, wreszcie próżnych i błahych. „Kto bowiem w nich ma upodobanie, pokazuje, że nie ma na sercu wypisanego imienia Jezusowego, lecz imię czarta i świata” (A. Rodrycjusz). Słowem, nie godzi się mówić tego, co jest wzbronione pod grzechem albo co może zgorszyć ludzi, choćby w tym nie było grzechu. (św. J.S. Pelczar Życie duchowe)

 

2020-09-11  Umartwiaj wyobraźnię!

 

Umartwiać potrzeba wyobraźnię, czyli ten zmysł wewnętrzny, który wrażenia, otrzymane od zmysłów, jakby jakie zwierciadło odbija, upiększa, przemienia, z innymi zlewa i stąd tworzy nowe obrazy. A obrazy te tak są nieraz jasne i szybko przelatujące jak iskra elektryczna, tak dziwaczne i śmieszne jak sny obłąkanego, tak natarczywe i silne, że zdołają w jednej chwili wywołać szalony huragan w duszy i w ciele. Wyobraźnia jest potrzebna człowiekowi, bo jej zadaniem jest pomaganie rozumowi w tworzeniu pojęć. Stąd rozum powinien jej używać jako podrzędnej sługi i panować nad nią. Nie jest to rzeczą łatwą, bo wyobraźnia nosi na sobie najwięcej śladów grzechu pierworodnego. Ona to jak „wariatka” (to określenie św. Teresy od Jezusa) ucieka z domu i biega, gdzie chce, nie prosząc o pozwolenie, lub jak dzikie zwierzę wychodzi ciągle po zdobycz i znosi, co się nadarza. Ona za pomocą swoich obrazów pobudza żądze, rozpala lub zatrważa serce, sprawia nieustanny hałas w duszy i nie pozwala jej ani podczas jednego „Ojcze nasz” być skupioną. . (św. J.S. Pelczar Życie duchowe)

 

2020-09-11   To nie „suplement”, lecz „kanał”

 

Ks. Charles Arminjon, autor „Końca świata doczesnego i tajemnic życia przyszłego”, wspomina w tejże książce rozmowę, jaką odbył niegdyś z pastorem – określa go mianem protestanckiego kapłana – na temat Mszy św. jako Najświętszej Ofiary. Rozmowa toczyła się pośród pięknych górskich widoków Szwajcarii ubogaconych kaskadami wodospadów. Cytuję słowa o. Arminjona: Ten (tzn. pastor – przyp. red.) przyznał, że przyjmuje rzeczywistą obecność i nie dopuszczał, żeby mógł zaprzeczyć Kalwarii, ale odmawiał przyjmowania prawdy o Ofierze ołtarza, cytując rację, że Ofiara Krzyża jest wystarczająca i nieskończona, i wszystkie inne ofiary stają się w istocie zbędne i niepotrzebne. Ten, do którego adresował tę opinię, prosił swego rozmówcę, aby podziwiał wodospady, które wypływały ze skał i przezroczyste strumyki, które tryskały nad pagórkami albo płynęły, wijąc się przez łąki. „Zobacz te źródła – mówił, pokazując je kapłanowi – one są też doskonałe i obfite; powiedz, że było zbędne, żeby budować akwedukty i ustawiać hydrant, żeby ich wodę doprowadzić do centrum miasta”. Kapłan, który był człowiekiem wielkiej wiedzy i dobrej wiary, uchwycił aluzję i odpowiedział natychmiast” „Rozumiem”. Msza jest zastosowaniem, a nie suplementem do Ofiary Krzyża; ona jest sposobem i kanałem ustanowionym, aby umożliwiać płynięcie w Kościele, na wiernych, zasług nieskończonej Ofiary Kalwarii, która dokonała się raz.

 

Do góry

 

2020-08-29  Jesteśmy okłamywani (! czy ? – wybierz sam)

 

Dr Zbigniew Martyka, ordynator oddziału zakaźnego w Dąbrowie Tarnowskiej powiedział:

„Od 8 sierpnia br. nie istnieją praktycznie żadne przeciwwskazania zdrowotne do noszenia maseczek (poza niektórymi psychiatrycznymi). W niektórych regionach trzeba je nosić nawet na otwartej przestrzeni. Jak podano - po konsultacjach medycznych. Do tej pory przeciwwskazania zdrowotne istniały, a teraz aktem prawnym ustalono, że już nie istnieją. To tak, jakby wydać rozporządzenie, że od jutra nie istnieją niektóre choroby, np. cukrzyca, zapalenie płuc, czy marskość wątroby. Od razu na podstawie jednego aktu prawnego mielibyśmy bardziej zdrowe społeczeństwo… Wielu lekarzy, z którymi wymieniam się doświadczeniami, otwiera oczy ze zdumienia. Nasze obserwacje są zgoła odmienne. Utrudnienie dopływu tlenu i zwiększenie zawartości dwutlenku węgla we wdychanym przez maseczkę powietrzu może być nieodczuwalne przez osoby w pełni zdrowe (o ile nie podejmują w tym czasie zwiększonego wysiłku fizycznego). Ale osoby mające problem z oddychaniem (astma, przewlekła obturacyjna choroba płuc, niektóre wady serca, niewydolność krążeniowo-oddechowa, duża niedokrwistość) są szczególnie wrażliwe na zmniejszenie ilości tlenu… Z całą stanowczością chcę powiedzieć, że istnieją stany zdrowotne, w których nie powinno się ograniczać dostępu tlenu. Znam osoby, które z trudem oddychają po założeniu maski, mają zawroty głowy, kołatania serca, odczuwają z tego powodu duży stres, który dodatkowo pogarsza funkcję organizmu i co tu mówić - obniża odporność. A zawilgocone maseczki, jak wykazały badania - nie dość, że sprzyjają wtórnym infekcjom (co dla osób z obniżoną odpornością i łatwo zapadających na choroby infekcyjne dróg oddechowych jest fatalne w skutkach), to nie stanowią istotnego zabezpieczenia dla INNYCH osób… Czołowi naukowcy holenderscy orzekli, że maseczki nie pomagają w zwalczaniu pandemii. Po wielu tygodniach badań i przeanalizowaniu kluczowych danych stwierdzili, że nie ma mocnych dowodów na to, że zasłanianie twarzy przynosi efekty. Posunęli się dalej i zasugerowali, że w rzeczywistości maseczki mogą utrudniać walkę z chorobą”…

 

2020-08-26  Małe rzeczy

 

Gdyby wszystkie dusze pamiętały o tym, że ich świętość zależy od doskonałego spełniania codziennych spraw i obowiązków, jak też od doskonałego znoszenia krzyży, łatwo i prędko by się uświęciły. Niestety, one zwykle chcą być tym, czym być nie mogą, a nie tym, czym być powinny. Pragną rzeczy wielkich, do których nigdy nie nadarzy się sposobność, a zaniedbują małe, które sam Bóg wsuwa im w ręce. Cóż więc dziwnego, że tak mało jest doskonałych. Kiedy św. Filip Nereusz, wiedziony pragnieniem męczeństwa, chciał udać się do Indii, zaszedł mu drogę poważny starzec, a wskazując na Rzym, rzekł: „twoje Indie są tam”. Podobnie i do nas, jeżeli pragniemy rzeczy wielkich, Bóg mówi niejako: twoje Indie są tam, gdzie cię wola moja postawiła; tam się uświęcisz. Wreszcie ta wierność w małych rzeczach jest bardzo cenna i zasługująca. Każda, choćby najmniejsza czynność, np. jedno Zdrowaś Maryjo, jeden znak krzyża, wykonany z miłości do Boga, więcej przynosi Panu Bogu chwały niż wszystkie stworzenia nierozumne; i większą nam daje korzyść niżeli skarby całej ziemi. Pomnaża w nas bowiem miłość Bożą, czyli łaskę uświęcającą, powiększa siły i łatwość w wykonywaniu dobra i ozdabia naszą koronę, przynosząc nam nowy stopień chwały. Słusznie św. Bernard nazwał nasze uczynki nasieniem wieczności. Nasienie jest małe, a jednak z niego wyrasta wielki kłos; tak z pilności w małych rzeczach wyrastają piękne kłosy cnót i bogate snopy zasług. Wierność w małych rzeczach jest też najlepszą pokutą za grzechy, jak zapewnia św. Franciszek Salezy: „Niektórzy sądzą, że nie mogą należycie pokutować za swoje grzechy. Niech więc wiedzą, że ten czyni bardzo dobrą pokutę, kto wszystkie swe czynności wykonuje doskonale, aby się nimi przypodobać Bogu. Właśnie ta pilność w małych sprawach jest cechą wielkiej doskonałości i wielkiej zasługi”. Ona nawet otwiera niebo, jeżeli płynie z miłości, zwłaszcza że kto w małych rzeczach jest wiemy, będzie wiemy w wielkich, jak przyrzekł sam Zbawiciel: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! (Mt 25, 23). (św. Józef S. Pelczar)

 

2020-08-26  Bóg zazdrosny o swoje miłosierdzie

 

Pewna kobieta poszła do spowiedzi po raz pierwszy od trzydziestu lat. Spowiednik, kapłan, który w ciągu ostatnich trzydziestu lat nigdy nie odprawił rozmyślania przed Mszą Świętą, warknął na nią: „Dlaczego przez tak długi czas pozostawałaś z dala od Kościoła?”. Jej odpowiedź była bardzo logiczna: „Ponieważ trzydzieści lat temu spotkałam takiego kapłana jak ksiądz”.

W Hiszpanii opowiada się historię o kapłanie, który – okazawszy niewiele miłosierdzia penitentowi – usłyszał z krucyfiksu głos mówiący: „To Ja, a nie ty, umarłem za jej grzechy”.

Bóg jest tak zazdrosny o swoje miłosierdzie, że czasem dopuszcza, aby kapłani popadali w te same grzechy, które sami niesprawiedliwie i nadmiernie potępiają. Jeśli istnieje coś, co nabożeństwo do Najświętszego Serca uprzytamnia kapłanowi, tym czymś jest miłosierdzie Chrystusa i Jego miłość do grzeszników. (abp F. Sheen Kapłan nie należy do siebie)

 

2020-08-08  „Chcę, byś wyjawił kapłanom pragnienia Mojego Serca”

 

Każdego z nich chciałbym wypełnić Moją miłosierną miłością, każdego z nich chciałbym schronić w Moim zranionym boku. Każdego z nich chciałbym obdarować przywilejem Mojej Boskiej przyjaźni, lecz tak niewielu z Moich kapłanów przyjmuje to, co pragnę im dać. Uciekają sprzed Mojego Oblicza. Żyją z dala od Mojego otwartego Serca. Z dala ode Mnie. Wiodą dwuznaczne życie. Zwracają się do Mnie tylko z obowiązku. Nie z bezinteresownej miłości, nie z pragnienia bycia ze Mną ze względu na Mnie samego – po prostu dlatego, że jestem obecny w Sakramencie Mojej Miłości i czekam na towarzystwo i przyjaźń tych, których spośród milionów dusz wybrałem na Moich kapłanów i najbliższych przyjaciół Mojego Świętego Serca. Gdyby tylko zrozumieli, że nie zostali wezwani jedynie po to, by służyć duszom w Moim imieniu, lecz przede wszystkim po to, by przylgnąć do Mnie, by przebywać ze Mną, żyć we Mnie i dla Mnie, by żyć przeze Mnie i nikogo innego! (IN SINU IESU Kiedy serce mówi do serca)

 

2020-08-08  Prostota

 

Świat wyśmiewa się z prostoty sprawiedliwego, bo mądrością u świata jest pokrywać serce podstępami, myśl zasłaniać słowami, fałsz przedstawić jako prawdę. (św. Grzegorz Wielki)

 

2020-08-04  Co to będzie? Co to będzie?

 

Zbyteczny niepokój  o przyszłość jest trucizną teraźniejszości, gdyż duszę zniechęca do życia, a przy tym jest nieufnością względem Boga, który cię i nadal nie wypuści ze swojej opieki, jak cię dotąd nie wypuścił. Poleć więc swoją przyszłość Panu Bogu, będą gotowym przyjąć wszystko, cokolwiek Jego mądrość i miłość wybierze. Staraj się przeżyć dobrze dzień dzisiejszy, bo dosyć ma dzień swojej biedy (Mt 6,34). (św. J.S. Pelczar Życie duchowe)

 

2020-08-01  Bp Schneider: Potrzeba Eucharystycznej Krucjaty Wynagradzającej

 

Bp A. Schneider pisząc ostatnio o licznych grzechach przeciwko Najświętszemu Sakramentowi (tłum. na pch24.pl), przytacza min. dwie wypowiedzi wielkiego czciciela Najświętszego Sakramentu, św. Piotra Juliana Eymarta. Zamieszczam je poniżej. Wspomnienie liturgiczne tegoż świętego przypada akurat jutro, 2 sierpnia.

> Ustanawiając ten Sakrament Jezus uwiecznił ofiarę swej Męki… Znał wszystkich Judaszów, zaliczył ich do swoich, do swych ukochanych dzieci. Ale to nie mogło Go powstrzymać, chciał, aby Jego miłość sięgała ponad ludzką niewdzięczność i złą wolę, chciał przeżyć świętokradczą złośliwość człowieka. Z góry znał oziębłość swoich wyznawców, także i moją, wiedział, jak małe skutki będziemy osiągać przystępując do Komunii Świętej. Ale On chciał nas kochać tak samo, bardziej niż sam był kochany, bardziej niż mógłby Go w zamian kochać człowiek. Czy istnieje coś ponadto? Czy rzeczą nieistotną jest przyjęcie stanu śmierci kiedy to On posiada pełnię życia – i to życia chwalebnego, nadprzyrodzonego? Czy rzeczą nieistotną jest być martwym i tak też być traktowanym? W tym stanie śmierci Jezus jest pozbawiony piękna, ruchu i obrony; pozostaje ukryty pod świętymi postaciami i jest złożony w tabernakulum niczym w grobie. Choć w nim przebywa, wszystko widzi i wszystko słyszy, wszystkiemu się poddaje – tak, jak jakby był martwy. Jego miłość zasłania Jego moc i Jego chwałę, Jego dłonie, stopy, przepiękną twarz i święte usta, wszystko to zostało ukryte. Pozostało tylko Jego kochające nas Serce i stan wstawiającej się za nami ofiary.

> W Najświętszym Sakramencie jest Serce, które z wielką miłością znosiło cierpienia. Nie jest ono martwe; żyje i jest aktywne; nie jest to Serce niewrażliwe, tylko bardzo czułe. Jezus nie może już cierpieć, to prawda, ale niestety, człowiek wciąż może wobec Niego zawinić potworną niewdzięcznością. Widzimy chrześcijan pogardzających Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie, okazujących pogardę Sercu, które ich tak umiłowało i które płonie miłością względem nich. Chcąc swobodnie odrzucić Jezusa, wykorzystują skrywającą Go zasłonę. Obrażają Go brakiem szacunku w Jego obecności, grzesznymi myślami i zbrodniczymi spojrzeniami. Chcąc wyrazić swoją pogardę, korzystają z Jego cierpliwości i dobroci wskutek której wszystko znosi w milczeniu, tak jak to miało miejsce względem bezbożnych żołnierzy Kajfasza, Heroda i Piłata. Bluźnią świętokradczo przeciwko Bogu Eucharystii. Wiedzą, że ze względu na Jego miłość zachowuje On milczenie. Krzyżują Go w swych grzesznych duszach. Ośmielają się brać Jego żyjące Serce i wiązać z rozkładającym się truchłem. Ośmielają się przekazywać Je diabłu, który jest ich panem. Nie! Nawet w dniach swej męki Jezus nie spotkał się z tak wieloma upokorzeniami, z jakimi spotyka się w Jego Sakramencie. Ziemia jest dla Niego kalwarią hańby. W trakcie agonii poszukiwał On pocieszyciela, na krzyżu prosił o współczucie wobec Jego cierpień. Dziś – bardziej niż kiedykolwiek – musimy dokonywać aktów wynagradzających chwalebnemu Sercu Jezusa. W Eucharystii składajmy nasze uwielbienia i naszą miłość. Chwała, cześć i uwielbienie Sercu Jezusa żyjącemu w Najświętszym Sakramencie, Jemu królowanie na wieki wieków!

 

2020-07-29  Do kogo po poradę?

 

Katolicy, którzy nie mają zaburzeń emocjonalnych, czasem udają się do psychiatry, ponieważ proboszcz i kapłani przestali udzielać rad. Dawniej szło się po radę albo do lekarza rodzinnego, albo do proboszcza, zależnie od zakresu ich kompetencji. Dziś lekarz często bardziej zainteresowany jest chorobami niż chorymi ludźmi, natomiast wielu kapłanów bardziej polega na swojej kartotece niż na darze rady. Zdarza się, że psychiatrzy wypełniają próżnię utworzoną na skutek braku szczerego zainteresowania duchowieństwa problemami i niedolą ludzi. Państwo w dużej mierze przejęło edukację; obecnie psychologia przejmuje dusze od kapłana. Przyzwolenie na to byłoby porażką w kwestii naszego podstawowego obowiązku. Lecz jak mamy wypełniać ten aspekt naszej posługi, jeśli nie dzięki Duchowi Świętemu? Dostępne są oczywiście liczne rozprawy na temat psychologicznego poradnictwa, i – choć mogą nieść ogromną pomoc – zajmują swoje miejsce w naturalnym porządku, podobnie jak głośnik, który wspomaga kaznodzieję. Jeśli jednak nie będą używane pod kierownictwem Ducha, nie będzie z nich żadnego pożytku…

Zadziwiające jest, jak niewiele katolickich książek traktujących o kierownictwie duchowym zawiera odniesienia do porządku nadprzyrodzonego, łaski, wiary, umartwienia i modlitwy. Skupianie się na radach w stylu: „głowa do góry”, „pewność siebie” i „każdy jest kowalem swojego losu” sprawia, że chrześcijanie mogą przeoczyć niewidzialne moce, które jako jedyne mogą przynieść trwałą ulgę udręczonym duszom. (abp Fulton Sheen)

*****

W nawiązaniu do obecnych, koronawirusowych, czasów… Jaki pożytek przynosi wiernym wielokrotne przypominanie, że przebywając w kościele, mają założyć na twarz maseczkę (która najczęściej ma pożytek symboliczny, jeśli nie szkodliwy dla zdrowia)? Niektórzy nawet wypraszają z kościoła tych, którzy maseczki nie mają… Skandal! Efekt ciągłego powtarzania o domniemanym zagrożeniu jest taki, że do kościoła w wielu parafiach, a nawet całych miastach, wróciło 40-60% wiernych. Niechby nawet wróciło 80%, to i tak – zarówno od strony statystycznej, jak i przede wszystkim od strony duchowej – strata jest ogromna! Minęło zaledwie kilka miesięcy pseudo-pandemii. A co będzie dalej? Wydaje się, że to dopiero początek zmasowanego ataku Złego, do którego, niestety, przyczyniają się walnie także pasterze Kościoła (w całej hierarchicznej rozciągłości). Wskutek takiego działania nas, kapłanów – jak napisał niegdyś abp Fulton Sheen - chrześcijanie mogą przeoczyć niewidzialne moce, które jako jedyne mogą przynieść trwałą ulgę udręczonym duszom. Pan Jezus na ostatnim etapie swojego ziemskiego życia nie oszczędził Apostołom zapowiedzi czasu ogromnego prześladowania, ale powiedział także o swoim bezapelacyjnym zwycięstwie oraz wezwał do pokoju serca, którego ten świat dać nie może: To wam powiedziałem, abyście pokój mieli we Mnie. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę! Jam zwyciężył świat! (J 16,33) Czy w tych ciężkich czasach wyznawcy Chrystusa mogą jeszcze liczyć na pokrzepiającą i konstruktywną rozmowę z kapłanem (bez maski na twarzy)? Na pewno tak! Choć muszą szukać takich kapłanów, może ze świecą w ręku, czy raczej – światłem Ducha Świętego w duszy.

 

2020-07-07  Bogaty żebrak

 

O, gdyby ludzie zrozumieli, co jest warunkiem ich szczęścia, wtenczas nawet w szacie żebraka czuliby się szczęśliwi. Uczony i pobożny Jan Tauler przez długi czas, bo przez osiem lat, gorąco się modlił, aby mu Bóg zesłał mistrza biegłego w życiu duchowym. Pewnego poranka słyszy głos wewnętrzny: Idź do kościoła, a znajdziesz tego, kogo szukasz. Tauler pospieszył natychmiast do kościoła i spostrzegł u bramy żebraka w łachmanach. „Dzień dobry, przyjacielu” - rzecze do niego. „Nie przypominam sobie, mój mistrzu - odrzekł żebrak - abym miał kiedy dzień zły”. „A więc szczęść ci Boże”. „Dziękuję za dobre życzenie, lecz ja nie byłem nigdy nieszczęśliwy”. „Niech cię Bóg błogosławi, mój drogi, lecz mów, proszę, nieco jaśniej, bo ja cię nie rozumiem”. „Bardzo chętnie - odrzekł żebrak - Powiedziałeś mi najpierw: dzień dobry, a ja odrzekłem, iż nie miałem nigdy dnia złego. I słusznie, bo gdy głód cierpię, chwalę Boga; gdy mi zimno, chwalę Boga; gdy słońce świeci lub burza wyje, chwalę Boga; gdy mi podadzą jałmużnę lub za drzwi mnie wyrzucą, zawsze chwalę Boga. Życzyłeś mi dalej szczęścia, a ja powiedziałem, że nie byłem nigdy nieszczęśliwy. I znowu słusznie, bo przyzwyczaiłem się pragnąć tego tylko, czego Bóg pragnie. Dlatego cokolwiek mi się zdarza, czy miłe, czy przykre, przyjmuję z radością, jako dar najlepszy, który mi ręka Boża podaje”. „Dobrze, mój przyjacielu - odrzekł Tauler - a cóż by się stało z twoim pokojem, gdyby cię Bóg chciał potępić?”. „Gdyby mnie Pan chciał potępić, mam dwa ramiona, aby się Go uchwycić. Ramieniem lewym, a tym jest pokora, objąłbym Jego człowieczeństwo; ramieniem prawym, a tym jest miłość, objąłbym Jego Bóstwo, i trzymałbym się tak silnie, że gdyby mnie chciał do piekła wtrącić, musiałby razem ze mną tam zstąpić. Wtenczas zaś byłoby dla mnie stokroć większym szczęściem być w piekle z Panem aniżeli w niebie bez Niego”. „Skąd ty idziesz?” - pyta teolog zdziwiony. „Idę od Boga”. „Gdzie Go znalazłeś ?”. „Tam, gdzie zgubiłem siebie i stworzenia”. „Gdzież jest Bóg?” „W sercach czystych i ludziach dobrej woli”. „Kto ty jesteś?” - pyta dalej Tauler. „Ja jestem królem”. „Gdzie jest twoje królestwo?” „W mojej duszy, w której nad żądzami panuje rozum, nad rozumem Bóg”. „Skąd nabyłeś takiej mądrości?” „Z milczenia - milczałem wobec ludzi, ale za to rozmawiałem często z Bogiem”. „Skąd nabyłeś takiego szczęścia i pokoju?” „Stąd, iż nie mogąc znaleźć szczęścia w stworzeniach, szukałem go w Bogu i znalazłem”. (św. J.S. Pelczar Życie duchowe)

 

2020-07-06  Prawdziwa miłość bliźniego – anatema i ekskomunika (2)

 

Tylko wtedy, gdy wyjdziemy od prawdziwej miłości bliźniego, jej świętego ognia i świętej siły, jaka przepełniała św. Pawła, będziemy mogli także zrozumieć, iż anatema i ekskomunika nie są jej przeciwne, ale uzewnętrzniają właśnie jej prawdziwego ducha. (…) Mam na myśli anatemę jako taką oraz ekskomunikę, która stanowi, po pierwsze, uroczyste potępienie jakiejś tezy lub nauki heretyckiej, a po drugie, odbiera potępionemu prawo do sakramentów dopóki nie odwoła on swych poglądów, w przypadku kapłana – zawiesza go w pełnieniu obowiązków, teologa zaś pozbawia prawa do nauczania. Takie potępienie jest uczynkiem miłości Boga i bliźniego, ponieważ potępia obrazę Boga, zawartą w fałszowaniu chrześcijańskiego objawienia i nauczania Kościoła świętego i oficjalnie demaskuje błąd. Kościołowi świętemu powierzono ochronę treści Objawienia i wykonanie tego zadania jest głównym aktem świętego posłuszeństwa i miłości do Prawdy, ba, miłości do Boga samego. Ochrona wiernych przed zatruciem błędnymi naukami jest aktem szlachetnej miłości bliźniego, gdyż zachowanie prawdziwej wiary jest dla człowieka dobrem obiektywnie o wiele ważniejszym i wyższym od łagodzenia wszelkich jego cierpień fizycznych i psychicznych. Anatema jest dla ludzi in statu viae [tzn. w drodze] ochroną najwyższego dobra o podstawowym znaczeniu dla uzdrowienia ich dusz. Jest ona zatem uczynkiem najwyższej miłości, ponieważ chroni ich przed wprowadzaniem w błąd przez heretyka, który – zwłaszcza gdy sprawuje jakąś funkcję w Kościele i jest członkiem ecclesia docens [tzn. Kościół nauczający] – występuje w imieniu Kościoła. Zwyczajny świecki, okazując wierną cześć, otwiera swoje uszy i serce, przez co ułatwia pozyskanie go dla błędnych nauk i zatruwanie jego wiary. Czyż ochrona wiernych poprzez zdemaskowanie heretyków – i ich zdymisjonowanie, gdy pełnią funkcje nauczycielskie – nie jest o wiele bardziej pierwotnym i głębszym uczynkiem miłości bliźniego niż wszelka ochrona przed zarazą fizyczną, dżumą, albo łagodzeniem ubóstwa, ba, zniesieniem niesprawiedliwości społecznej? Czy gdziekolwiek indziej człowiek jako istota powołana do szczęścia wiecznego, człowiek w swej najwyższej godności – jako wierny członek mistycznego Ciała Chrystusa, traktowany jest poważniej niż w anatemie? (Dietrich von Hildebrand Spustoszona winnica)

 

2020-07-06  Prawdziwa miłość bliźniego (1)

 

…Prawdziwa miłość musi reagować na życzenia bliźniego równie często negatywnie, jak pozytywnie. Przez zgubne przesunięcie punktu ciężkości na doczesność stracono z pola widzenia ogromny ludzki dramat – grzech pierworodny, zbawienie przez Chrystusa, fakt, iż usprawiedliwienie otwiera drogę ku uświęceniu i wynikającą z tego odpowiedzialność, a ponadto fakt, iż życie jest status viae – że stoimy w obliczu alternatywy wiecznej szczęśliwości lub potępienia, nieba lub piekła. Praw dziwa miłość bliźniego wymaga pełnej świadomości: to jedyne w swoim rodzaju zainteresowanie bliźnim będzie możliwe tylko, gdy będziemy go widzieć w świetle tego dramatu. (…) Gdy tylko stracimy z oczu tę nadprzyrodzoną sytuację człowieka i będziemy wszystko widzieć w świetle doczesności, prawdziwa miłość do wrogów Boga stanie się nie tylko niemożliwa, ale i jej namiastka pozbawiona będzie wszelkiej siły i głębi. Gdy nie rozumie się już, że nasze zainteresowanie wiecznym zbawieniem bliźnich musi być rzeczą pierwszoplanową, także prawdziwa miłość do nich przestaje być możliwa. Z chwilą, gdy nie rozumiemy już, że właśnie kierując się miłością, nie powinniśmy spełniać wielu zachcianek bliźnich, miłość staje się uległością, świadczącą o słabości. (Dietrich von Hildebrand Spustoszona winnica)

 

2020-07-06  Obrona wiary

 

Obrona wiary jest bez wątpienia w pierwszym rzędzie sprawą tych, których Bóg uczynił zwierzchnikami swego Kościoła, atoli każdy chrześcijanin jest zobowiązany wyznawać wiarę, innych w niej pouczać lub wzmacniać i odpierać napaści niewiernych. Przed nieprzyjacielem ustępować albo zamilknąć, kiedy przeciwko prawdzie na ogół powstaje krzyk tak głośny, jest tchórzostwem, albo sprawą tych, którzy o prawdzie wątpią. Ale cokolwiek stać się może, jest to zniewagą i obrazą Boga, zgubnym dla zbawienia duszy jednostek i ogółu, przynoszącym jedynie korzyść nieprzyjaciołom wiary, których odwagę i zuchwałość przez takie zachowanie się umacnia i pomnaża. (Leon XIII Sapientiae Christianae)

 

2020-07-05  Potępienie jest dziełem Miłości

 

Ach! Miłość, moglibyśmy ją przeciwstawić Sprawiedliwości, jeśliby to Sprawiedliwość miała moc karania. Jednak dziewiętnaście wieków temu [słowa te były zapisane 100 lat temu – przyp. red.], na Górze Kalwarii, Sprawiedliwość została rozbrojona i obezwładniona. Odebrawszy z rąk Miłości spłatę długu, zaciągniętymi zbrodniami ludzkimi, Sprawiedliwość podpisała u stóp Krzyża akt łaski dla ludzkości; złamała swój srogi miecz, by nigdy więcej go nie użyć. (…) Jeśli jednak Bóg oskarży i potępi, to nie uczyni tego ze względu na swą Sprawiedliwość, lecz z powodu swej odrzuconej Miłości. Potępienie wyjdzie z Miłości, jest dziełem Miłości, bez której nie ma odkupienia. Gdyby to Sprawiedliwość miała moc karania, Miłość mogłaby raz jeszcze stanąć na szczycie Kalwarii i błagać: „Litości, łaski, mój Ojcze, oszczędź człowieka i w zamian za śmierć wieczną, która jest mu pisana, przyjmij dar mego Ciała i Krwi!”. Lecz kiedy ten sam Jezus, który jest nam bliższy niż brat, niż najczulszy przyjaciel, który powstrzymuje swe Serce, gorejące płomieniami miłości, z powodu postawy człowieka musi przemienić to Serce w ognisko niewyczerpanej nienawiści, jakże, pytam, ludzka niewdzięczność ośmiela się oczekiwać nadziei i schronienia, skoro jest przyczyną przemiany tym straszliwszej, że przeciwnej Jego własnej Boskiej naturze? (…) Miłość ofiaruje się nie jeden, nie dwa dni, lecz na długo, ofiaruje się z nieustępliwością, ponad miarę; cierpi, poświęca się bez reszty, uniża się, staje się malutka…! Lecz jest jedna rzecz, która ją czyni nieprzejednaną, nieubłaganą i zaciętą, jedna, której nie wybaczy nigdy, a jest nią pogarda zacięta w swym uporze, pogarda aż do końca. W dniu Sądu Zbawiciel powie: (…) To nie ja was odrzucam, sami siebie potępiliście! Wybraliście sami, z własnej woli, królestwo, gdzie panuje nienawiść, bunt i egoizm. Wracam do nieba, gdzie są moi aniołowie i zabieram tam ze sobą Serce, które było przedmiotem waszych obelg i wzgardy. Bądźcie spadkobiercami waszego własnego wyboru… (Charles Arminjon Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego)

 

2020-06-28  Dla kogo brudzi swoje ręce Matka Boża?

 

Elias Zoghbi (†2008), katolicki arcybiskup obrządku grecko–melchickiego w Baalbek (Liban), 20 kwietnia 1980 w liście do jednego z francuskich teologów opisał pewne wydarzenie:

„Ludność muzułmańska, zdobywszy koszary wojskowe w Baalbek w styczniu 1976 roku, zabrała stamtąd, z pomocą bojowników palestyńskich, lekką i ciężką broń. Nazajutrz ustawiła ciężkie działo ponad dużą osadą maronicką, Deir el Ahmar. Przebywałem tam wtedy i spędziłem tam noc. Na wioskę zrzucono ponad sto pięćdziesiąt pocisków, a każdy z nich ważył blisko czterdzieści kilogramów. Było to z pewnością dzieło specjalistów; pociski były wyrzucane z dużą fachowością. Tymczasem ani jeden mieszkaniec, a jest ich ponad osiem tysięcy, nie został nawet zadraśnięty. Spędziliśmy tę straszliwą noc na modlitwie. Nazajutrz rano wznowiono bombardowania, ale bez skutku. Chrześcijanie z sąsiednich wiosek myśleli, że Deir el Ahmar legł w gruzach, a tymczasem zaledwie kilka murów zostało naruszonych. Okoliczni chrześcijanie modlili się. Pewien mnich maronicki, ojciec Boutros Mounsef, znany na tym terenie ze świętego życia i ducha prorockiego, spędził ową noc w wiosce sąsiadującej z Deir el Ahmar i widział spadające na nią pociski. O świcie odprawił Mszę świętą i udał się pieszo do Deir el Ahmar. Później sam opowiedział mi o tym, co mu się przydarzyło w drodze. Otóż, kiedy szedł pieszo do zbombardowanej wioski, spotkał kobietę, ubraną na czarno od stóp do głów. Pozdrowił ją i zapytał, dokąd idzie o tak wczesnej porze. „Idę do Deir el Ahmar – powiedziała. – A ty, Ojcze, dokąd idziesz?”. „Również do Deir el Ahmar” – odrzekł. Ponieważ znał wszystkich maronitów zamieszkujących te okolice, zastanawiał się, kim może być ta kobieta. „Kim jesteś?” – zapytał. „Nie bądź taki ciekawy, jestem Dziewicą Maryją”. Ojciec pochylił się do Jej stóp i zobaczył, że miała bardzo brudne ręce i rękawy. „Dlaczego masz takie czarne ręce i rękawy?” – spytał. Odpowiedziała: „Bardzo się trudziłam, aby oddalić ogień, jaki tej nocy spadał na Deir el Ahmar, a teraz będę chroniła wioskę przed pociskami, które znowu spadną na nią tego ranka. Powiedz mieszkańcom, że nikomu nic się nie stanie, a za trzy dni zapanuje tam spokój”. Po tych słowach Najświętsza Maryja Panna nagle znikła. Jej słowa sprawdziły się. Rzeczywiście, tego ranka nikogo nie dosięgły bomby, nawet nikt nie został ranny. Trzy dni potem zawarto w Libanie rozejm”.

Dla kogo „brudzi swoje ręce” Maryja? Odpowiedź jest prosta. Pięknie została wyrażona w wizji Talveza Saidy: Ona przyjdzie na skrzydłach ich modlitwy. Zasłoni ich swym płaszczem. Uczyni niewidocznymi dla nieprzyjaciół. (cytaty z książki W. Łaszewskiego Nadchodzi kres. Mistyczne wizje końca świata)

 

Do góry

 

2020-06-24  Bezpieczeństwo grobu

 

„Być przeniesionym do grobu” – to być uśmierconym dla tego świata, a nawet być „nie z tego świata”, odciąć wszystko, czym jeszcze ten świat mógłby cię „złowić” albo przez co mógłby na ciebie zapolować… Ale doprawdy, czy świat ten nie stał się siecią, z której już tylko jednostki mogą się wyplątać i to nie bez interwencji Boga?

Świętemu Efremowi przypisuje się takie słowa: „Orzeł, jeśli się całkowicie nie wyzwoli z sieci, ale choćby za jeden pazur jest wplątany, to przez ten drobiazg przepada cała jego siła”, a Doroteusz z Gazy komentował w tym samym duchu: „bo jeśli cały jest na zewnątrz, a jeden pazur jego w sieci, czyż nie jest jeszcze w mocy sieci? Czyż myśliwy nie zabije go, kiedy zechce? Tak jest i z duszą. Jeśli choć jedna namiętność stała się nałogiem, wówczas wróg powali ją, kiedy mu się podoba”. Doroteusz podawał ciekawy przykład mrówek faraonek. Otóż na początku wystarczy tylko jedna mrówka, drążąca drogę dla pozostałych, których później bardzo trudno jest się pozbyć. Nie mieć więc w sercu żadnego, najmniejszego nawet korytarza, żadnej szczeliny, przez którą ten świat mógłby mnie uwodzić, zwodzić, porywać, mieć do mnie jakikolwiek dostęp, wykradając łasce Boga. Ten świat złapał skutecznie ludzi w sieci, obsiadł jak mroki wszelkimi swoimi zniewoleniami, począwszy od sieci internetowej aż po zależności okultystyczne przyprawiające o mrowienie w plecach. Myślę najzupełniej poważnie, że nie ma dziś autorytetu światowego, instytucji, mocarstwa, trybunału, niczego, co byłoby siłą zdolną przywrócić sprawiedliwość na naszym globie. Jest zbyt dużo cierpienia, krzywdy, zła, niesprawiedliwości. Czy i ty wyczuwasz, że chwila jest doprawdy ostatnia? To może ostatnia godzina, w której można jeszcze wylać ostatnią łzę, ostatni raz rozedrzeć szaty, ostatni raz wyrazić skruchę, aby zyskać choćby tę łaskawość Boga, by nas zabrał z mrocznej sieci i wyplątał z wszelkich naszych uwikłań! Nie dziwię się więc, że święty Antoni w grobie czuł się bezpieczniej niż w domu. Istnieją epoki, w których cmentarze stają się azylami, a tętniące życiem ulice – nekropoliami. (Debora Sianożęcka Jozjasz. Raport o stanie niewiary sprzed pandemii)

 

2020-06-22  Próba nad próbami

 

Oto próba nad próbami – zrezygnować z miłości kogoś, kto zaprzecza Bogu, który jest Miłością! Niekiedy nawet przyjazna rozmowa z nieprzyjacielem Boga, tylko ze względu na to, by nie urazić, może nas stoczyć na dno. A więc wróg mojego Przyjaciela jest moim przyjacielem czy wrogiem? (Debora Sianożęcka)

Jeżeli się nie mylę podobne słowa (jeżeli prawie nie te same) zapisał kiedyś św. Tomasz z Akwinu.

 

2020-06-22  „Towarzyszyć”…

 

Pamiętam pewnego kleryka, który był oburzony i zbulwersowany, gdy podzieliłam się refleksją, że już samo słowo „towarzyszyć” budzi we mnie dość duży opór ze względu na nadużywanie tego terminu przez hierarchów Kościoła. I ciągle mam w pamięci to, o czym pisał Sergio Quinzio, ale także Benedykt XVI czy wcześniej Jan Paweł II – „żyjemy w świecie antysłowa”, a więc w świecie, w którym znaczenie słów i ich wartość traci swą moc i wiarygodność. I tak właśnie dzieje się z „towarzyszeniem”. Dla przykładu w Ewangelii czytamy o towarzyszących Jezusowi kobietach, które podążały za Nim w wierności Bogu i Jego prawom, wierności czystej nauce, porzucając życie w grzechach śmiertelnych. A dziś... towarzyszy się osobom w tym, co jest grzechem śmiertelnym i jak przy zespole Delbrücka udaje się przed samym sobą i przed drugim człowiekiem, że „wszystko jest dobrze”, wspierając się nawzajem na drodze do zagłady.

Ale czy trupa można w czymś wspierać? Czy można mu towarzyszyć? W czym? W śmierci? Jeśli ludzie więcej słyszeliby o tym, że grzech jest śmiercią, mieliby większą bojaźń. Najwyraźniej widać, że w imię miłosierdzia i zaangażowania można dojść do absurdalnych postaw! Jeśli zabraknie kapłanów, którzy będą wskazywać właściwe cele miłosierdzia, wówczas nastanie na świecie ciemność, mrok nieprzenikniony! Ale jak wielu się tym dziś przejmuje? W swym dziele O Państwie Bożym święty Augustyn napisał: Grzech jest buntem przeciwko Bogu i jest miłowaniem tego, który obraża Boga. Pytam więc swoje serce, tak jak i ty możesz zapytać swoje: kogo miłujesz?

W całym tym uwikłaniu, aby spodobać się ludziom i zyskać za wszelką cenę ich aprobatę, można dopuścić się groteskowych wręcz postaw i sytuacji, jak choćby ta opisana przez Michaela Daviesa. Odwiedził on hinduskie seminarium, a po wizycie zapisał: Formacja doktrynalna w seminarium była bardzo wątpliwej ortodoksji. Spytałem rektora, nienoszącego szat duchownych, czy seminarzyści studiowali św. Tomasza z Akwinu, na co jedynie wybuchnął śmiechem. Ściany jego gabinetu ozdobione były zdjęciami skąpo odzianej amerykańskiej gwiazdy country. Zapytałem o powód; rektor wyjaśnił, że ułatwia mu to kontakt z seminarzystami. (Debora Sianożęcka Jozjasz. Raport o stanie niewiary sprzed pandemii)

 

2020-06-20  Nomady

 

Czy bycie tym Bożym nomadą wpisane jest tylko w powołanie kapłanów? Nie. Nomady przemieszczające się przez ulice miast w poszukiwaniu kościołów, w których można jeszcze usłyszeć homilie zanurzone w słowie Bożym, a Eucharystia sprawowana jest z czcią i szacunkiem wobec Majestatu i w których nie usłyszy się słów takich, jak te wypowiedziane przez kapłana w kościele św. Barbary w Krakowie: dla tych którzy wiedzą i dla tych którzy nie wiedzą: zabraniam klękania przy przyjmowaniu komunii, przyjmujemy na stojąco. Albo gdzie uniknie się bycia świadkiem sytuacji, gdy kapłan podczas liturgii eucharystycznej, wypowiadając słowa modlitw, robi przerwy, aby jak w jakimś quizie zapytać wiernych: a teraz, co powinienem powiedzieć?.

Niepozorni nomadzi, kobiety i mężczyźni, przemieszczający się ulicami miast, by znaleźć świątynię, gdzie w ciszy adorowany jest Syn Boży. Wędrowcy błogosławiący Boga w swej niemocy, przez co przygarniany jest cierpiący Chrystus, odrzucony przez tych, którzy chcą jedynie uzdrowienia i mocy, a może wszechmocy?

Wybór ciszy i ukrycia w kaplicy, zamiast uczestnictwa w wielkich akcjach Nowej Ewangelizacji, która nawet siostrom klauzurowym zaleca posiadanie konta na Facebooku. W tym miejscu aż ciśnie mi się na usta pytanie: dlaczego Chrystus tak często, coraz częściej, jest w kościołach pozostawiany sam, dlaczego jest tak bardzo osamotniony? Samotność Boga, której już się nie zauważa, podczas gdy wypełnione są hale widowiskowe czy sale konferencyjne w ekskluzywnych hotelach albo pola na akcjach takich jak „Polska pod krzyżem”. Nieraz, wchodząc do kościoła czy kaplicy, zdarzyło mi się nawet głośno wypowiedzieć słowa pełne zdziwienia: O, znowu Jesteś sam? Gdybym miała wskazać na najbardziej osamotnioną osobę na tym świecie, bez wahania wskazałabym na Chrystusa.

Dziś toczy się prawdziwa walka o to, by w miejsce Syna Bożego, ktoś inny królował nad życiem człowieka – a tym samym nad wszystkimi natchnieniami, myślami, uczuciami czy emocjami, w końcu nad przestrzenią i czasem, i wszystkim tym, w co może zaangażować się każda istota ludzka.

Istnieją jeszcze kapłani i bracia – wdziałam – którzy dosłownie wyrzucają z klasztorów telewizory, bo „nie chcą już oddalać się od siebie i Boga”, rezygnują z osobistych telefonów komórkowych; są przełożeni, którzy mówią: „Jedź i głoś Słowo, ale nic się nie martw, jeśli nie dostaniesz wynagrodzenia i nie przywieziesz pieniędzy, bo Pan Bóg zadba i przetrwamy bez pieniędzy”; są kapłani, którzy pielgrzymują bez telefonów i bez polis ubezpieczeniowych, bez internetowych relacji z uroczystych przyjęć u współczesnych, aczkolwiek fałszywych, Robin Hoodów, bez pieniędzy i bez jedzenia. Idą i głoszą Dobrą Nowinę światu, który zasypia twardym snem zapomnienia o Bogu albo mamiony jest Jego obrazem malowanym przez współczesne herezje; istnieją przełożeni, którzy podają do stołu swym współbraciom i nie jest to dla nich żadną ujmą; proboszczowie gotujący dla swych wikarych i kapłani, którzy choć mieszkają na różnych plebaniach, to zbierający się razem w tygodniu, by rozważać Słowo i adorować swego Pana – po cichu, bez rozgłosu. Ale nade wszystko, istnieje jeszcze resztka ocalonych kapłanów i świeckich, którzy mają oczy i uszy szeroko otwarte na to, co dzieje się w ich Domu, którym jest Kościół; ludzie, którym sumienie i serce nie pozwala żyć tak, „jakby się nic nie stało”. (Debora Sianożęcka Jozjasz. Raport o stanie niewiary sprzed pandemii)

 

2020-06-16  Uważaj na to, co mówisz!

 

Opowiada św. Alfons Liguori, że pewien hiszpański szlachcic rzucił raz w licznym towarzystwie haniebną potwarz na jedną ze znakomitych i pobożnych pań dworskich, twierdząc, że ją uwiódł do grzechu. Trapiony wyrzutami sumienia, udał się po niedługim czasie do sławnego franciszkanina, Alfonsa de Castro, i wyjawił przed nim swój grzech. Zakonnik, wysłuchawszy ze smutkiem opowiadania, tak się odezwał: „Mój Panie, upadek twój nie jest do naprawienia, już po twoim zbawieniu”. Przestraszony tym gromem, udał się do Salamanki, by tam przed słynnym dominikaninem, Franciszkiem de Victorią, otworzyć swe sumienie. „Ojcze, gotów jestem najsurowszej poddać się pokucie, bym tylko otrzymał przebaczenie”. „Nie potrzeba tu surowej pokuty, ale jednego tylko, abyś przed wszystkimi osobami, które się znajdowały w owym towarzystwie, oświadczył, że słowa twoje były kłamstwem i potwarzą”. Wtedy zerwał się ów szlachcic, ścisnął pięść z gniewem i zawołał: „Nigdy! Przenigdy! Na to nie pozwala mój honor”. „Teraz widzę, mój Panie - odrzekł zakonnik ze smutkiem - że Alfons de Castro prawdę powiedział. Rana twoja jest nieuleczalna, a wieczna zguba pewna”. (św. J.S. Pelczar Życie duchowe)

 

Do góry

 

__________________________________

 

 

AdMaioremDeiGloriam