Rzymskokatolicka Parafia

p.w. Najświętszej Maryi Panny Różańcowej

w Oławie

 

 

Na początek…

 

Jeśli znasz Chrystusa, nie ma znaczenia, że nie znasz niczego poza Nim. Jeśli jednak nie znasz Chrystusa, nie ma znaczenia, że znasz wszystko poza Nim (słowa te cytuje abp F. Sheen w swojej autobiografii nie podając autora).

 

*****

Kancelaria parafialna

>czynna w piątki od 17.00 do 17.30

(chyba, że w ogłoszeniach jest inaczej)

>w sprawach pilnych proszę dzwonić – tel. 695 630 418 (bez SMS-ów!)

*****

Jeżeli chcesz porozmawiać lub wyspowiadać się

poza wyznaczonymi godzinami – zadzwoń i umów się!

Dla dobra Twojej nieśmiertelnej duszy warto poświęcić czas!

*****

Ogłoszenia parafialne – 19 września 2021

 

- Od tego tygodnia w każdą środę Msza św. będzie rano o godz. 6.30 (recytowana – podobnie jak w piątek). Wieczorem nie będzie Mszy św. W tym dniu nie będzie wspólnego różańca. Natomiast w każdy poniedziałek, jak dotychczas nie będzie Mszy św., ale o godz. 18.00 będzie nabożeństwo różańcowe, po którym będzie udzielana Komunia św.

Porządek Mszy św. w dni powszednie będzie następujący:

> godz. 6.30 – środa, piątek

> godz. 18.30 – wtorek, czwartek, piątek, sobota

> nabożeństwo różańcowe od poniedziałku do soboty, za wyjątkiem środy

- W czwartek o godz. 17.00 kolejne spotkanie przygotowujące do sakramentu bierzmowania. Zapraszam na to spotkanie również wszystkich chętnych do pogłębienia swojej wiedzy religijnej.

- W piątek po Mszy św. zapraszam na kolejny Krąg Biblijny.

 

***

W naszej całkowicie zsekularyzowanej kulturze istnieje tendencja do postrzegania modlitwy, obrzędów religijnych i kultu jak wszystkich innych aktywności, np. pójścia do kina lub na mecz piłki nożnej, które nie są niezbędne i dlatego mogą zostać odwołane w celu przedsięwzięcia każdego środka ostrożności i ograniczenia rozprzestrzeniania się śmiertelnej zarazy. Lecz modlitwa, obrzędy religijne i kult Boży, a w szczególności spowiedź i Msza Święta są dla nas niezbędne, abyśmy zachowali zdrowie i siły duchowe i abyśmy szukali Bożej pomocy w czasie wielkiego niebezpieczeństwa zagrażającego wszystkim. Dlatego nie możemy po prostu zaakceptować postanowień władz świeckich, które chciałyby traktować kult Boży na równi z pójściem do restauracji lub na turniej sportowy. W przeciwnym razie ludzie, którzy już i tak bardzo cierpią z powodu skutków zarazy, pozbawieni są tych obiektywnych spotkań z Bogiem, który jest pośród nas, by przywrócić zdrowie i pokój. (kard. L.R. Burke)

 

 

 

Liturgia i sakramenty

 

Msze święte

- W niedziele i święta (dni wolne od pracy): 7.30, 10.00 i 12.00

- W pozostałe święta: 18.30 (czasem także o godz. 9.00)

- W dni powszednie: 18.30 (we wtorek oraz od czwartku do soboty), 6.30 (w środę i w piątek)

 

Spowiedź święta

- W dni powszednie: przed wieczorną Mszą św. od 17.45 do 18.15

- W niedzielę: 7.15 (10 min.)

 

Inne sakramenty – termin do uzgodnienia, po załatwieniu odpowiednich formalności w kancelarii parafialnej.

 

Proszę pamiętać!

- Chrzest może być udzielony w dowolną niedzielę podczas Eucharystii. Rodzice chrzestni muszą być katolikami praktykującymi, tzn. systematycznie przystępującymi do sakramentów świętych. Uwaga, nie udzielam zaświadczeń osobom, które chcą być rodzicami chrzestnymi, mieszkającym na terenie naszej parafii, ale w żaden sposób nie biorących udział w życiu tejże parafii.

- Chęć zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego należy zgłosić odpowiednio wcześniej (ok. 3 miesiące), aby wypełnić wymagania prawa kościelnego (katechumenat przedmałżeński, zapowiedzi przedślubne, spisanie protokołu, załatwienie odpowiedniego zaświadczenia z USC).

 

Nabożeństwa

- Różaniec – od wtorek do soboty o godz. 18.00 (przez cały rok)

Różaniec odmawiamy w intencjach Kościoła powszechnego i jego pasterzy, za całe dzieło misyjne Kościoła, za prześladowanych chrześcijan, o przyjęcie Chrystusa jako Zbawiciela przez Żydów i Muzułmanów, o nawrócenie dla grzeszników, w intencjach naszej parafii (o żywą wiarę, zgodę i miłość w naszych rodzinach, za naszych chorych, za polecanych Bogu w pogotowiu modlitewnym), o pokój dla świata, za rządzących, by kierowali się prawem Bożym, a także w intencjach okolicznościowych.

 

W maju i w czerwcu nabożeństwa w łączności z różańcem o godz. 18.00

 

W niedziele Wielkiego Postu – Gorzkie Żale, godz. 14.30

W piątki Wielkiego Postu – Droga Krzyżowa, godz. 18.00

 

*****

Pogotowie modlitewne

(ważne i pilne intencje polecane przez parafian)

 

06.06.2020 – O godne i spokojne życie dla Jadwigi i Tadeusza.

06.06.2020 – W intencji Haliny, by zgodnie z Bożym zamysłem odczytywała swoje życie.

20.06.2020 – O łaskę zdrowia dla Jana.

20.06.2020 – O łaskę zdrowia dla Doroty i Zygfryda.

20.06.2020 – O przemianę serca i powrót do zdrowia dla Stanisława oraz o umocnienie dla opiekującej się nim Anny.

05.07.2020 – W łaskę zdrowia dla Zbigniewa.

05.07.2020 – O pomyślne leczenie i zdrowie dla Witolda.

01.08.2020 – W intencji małej Klary o zdrowie i potrzebne łaski.

08.08.2020 – O radykalną przemianę serc według Serca Jezusowego dla rodziny chorego Krzysztofa.

08.08.2020 – W intencji Agnieszki o żywą wiarę i uzdrowienie z depresji.

19.08.2020 – O wytrwanie w wychodzeniu z nałogu alkoholowego dla Agnieszki i wiarę w Bożą opiekę.

17.10.2020 – O uzdrowienie duchowe dla Michała.

17.10.2020 – O łaskę zdrowia dla małego Adasia.

22.10.2020 – O łaskę zdrowia dla Zbigniewa i Zofii.

09.11.2020 – O łaskę zdrowia dla Dawida.

27.11.2020 – O łaskę uzdrowienia dla Emilki i umocnienie dla jej mamy.

13.01.2021 – O łaskę zdrowia dla Władysława.

26.01.2021 – O podjęcie terapii prowadzącej do uzdrowienia wewnętrznego dla Szymona.

31.01.2021 – O uzdrowienie duchowe i psychiczne dla Doroty.

13.02.2021 – O łaskę zdrowia dla Krystyny.

13.02.2021 – O pokój ducha i potrzebne łaski dla Szymona oraz dobre relacje dla wspólnoty, w której przebywa.

04.03.2021 – O szczęśliwe rozwiązanie dla Anny oraz łaskę zdrowia dla niej i dla jej dziecka.

04.03.2021 – O uzdrowienie dla Magdaleny.

07.04.2021 – O potrzebne łaski dla ks. Leszka.

15.04.2021 – O łaskę zdrowia dla Kazimierza

22.05.2021 – O uzdrowienie relacji w rodzinie Grażyny i błogosławieństwo dla jej członków

17.08.2021 – O łaskę zdrowia dla Bogusi

18.08.2021 – O łaskę zdrowia dla nowonarodzonej Neli

 

*****

Oto siewca wyszedł siać…

(refleksje, cytaty, komentarze)

 

>Trzeba postawić prawdę przed przyjaciółmi. Ktokolwiek jest większym przyjacielem, powinien otrzymać większy honor. Ponieważ jesteśmy przyjaciółmi zarówno prawdy, jak i człowieka, który jest naszym bliźnim, powinniśmy kochać prawdę bardziej niż bliźniego, ponieważ musimy kochać bliźniego z powodu prawdy i cnoty. Prawda jest bowiem najwybitniejszym przyjacielem, któremu należy okazywać szacunek; prawda jest czymś boskim, co przede wszystkim znajduje się w Bogu. Dlatego dochodzimy do wniosku, że świętym jest, aby najpierw uszanować prawdę przed naszymi przyjaciółmi. (św. Tomasz z Akwinu)

>Prawda jest mową nienawiści, dla tych, co mają coś do ukrycia. (George Orwell)

>Błąd jest błędem, nawet jeśli wszyscy są w błędzie. Prawda jest prawdą, nawet jeśli nikt jej nie uznaje. (abp Fulton Sheen)

>Jeśli głosisz Ewangelię i nikogo ona nie oburza, to znaczy, że coś robisz nie tak. (abp Fulton Sheen)

 

Gdy dla tymczasowego bezpieczeństwa zrezygnujemy z podstawowych wolności, nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego (Benjamin Franklin). A zatem? Może bardziej od wirusa należy się bać świata, który przyjdzie po wirusie? (myśl „wyciągnięta” z Sieci)

 

2021-08-28  „Zagrożenia” modlitwy wstawienniczej

 

Gdy podejmujesz modlitwę wstawienniczą za kogoś w duchu ekspiacji i wynagrodzenia, gdy ofiarujesz się Bogu w tej intencji, to złe duchy, które kusiły tę osobę, zwracają się do ciebie i twoja dusza jest jakby w stanie oblężenia: ściśnięta i atakowana myślami i wyobrażeniami godzącymi w pokój i miłość. Wtedy dusza twoja musi być jakby twierdza: obwarowana murem ufności i oddania Bogu, tak wysokim i potężnym, by żaden pocisk kłamstw i złości nie dostał się do wnętrza. Twoja świadomość sytuacji i rozpoznania nieprzyjaciela uczyni go bezsilnym. Jego moc bowiem jest w zamaskowaniu, ciemności i oszustwie. Groźny jest tylko wtedy, gdy nie został rozpoznany i gdy dusza pozostaje poza murem łączności ze Mną. (Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej)

 

2021-08-19   Msza Wszechczasów – wolno czy nie wolno

 

Ordynariusz Oklahomy, arcybiskup Paul S. Coakley w liście poświęconym wprowadzeniu zasad papieskiego motu proprio oznajmił, że nie stwierdził na terenie swej archidiecezji podziałów lub braku jedności wywołanych sprawowaniem tradycyjnego rytu liturgii. Wierni kultywujący Mszę trydencką będą mogli nadal słuchać jej bez przeszkód tam, gdzie była dotychczas odprawiana.

(…) Dlatego pragnę udzielić wsparcia tym parafiom i księżom, którzy odprawiają Mszę świętą zgodnie z Mszałem Rzymskim z 1962 roku. Z tego powodu postanowiłem, że Msze odprawiane zgodnie z Mszałem Rzymskim z 1962 r. w określonych parafiach mogą zostać zachowane w archidiecezji Oklahoma City.

List arcybiskupa Coakleya skomentował w mediach społecznościowych Paweł Milcarek, redaktor naczelny pisma Christianitas: Kolejny biskup bierze odpowiedzialność – i stwierdziwszy brak przeciwwskazań podtrzymał celebracje trydenckie wszędzie tam, gdzie dotąd były. A ja słyszę w Polsce tu czy tam: no cóż, musimy się dostosować do intencji dokumentu papieskiego. Otóż wcale nie musimy, ponieważ w dokumentach zawężających uprawnienia właściwym obyczajem jest trzymać się litery (włącznie z możliwością używania dyspensy), a nie chwytać w lot intencję władzy.

 

2021-08-18  Społeczeństwo despotyczne

 

…W despotycznym społeczeństwie ludzie, którzy najbardziej są pozbawieni honoru, są najbardziej nagradzani. Nie potrzebują zasług, osiągnieć, umiejętności, ani nawet mózgu. Wszystko, co muszą zrobić, to sprzedać swoje dusze i za wszelką cenę przyciągnąć wzrok oligarchii. Nie muszą być w niczym dobrzy, wystarczy, że będą źli, a dla niektórych to łatwe. (Brandon Smith)

Czy w Polsce są ludzie pozbawieni honoru, a nawet bez mózgu?

 

2021-08-07  Kolejne wpisy

 

Powstrzymuję się przed kolejnymi wpisami, bo mogłyby być „nie do strawienia” przez wielu (a przynajmniej przez niektórych). Poza tym modlitwa i pokuta w intencji Kościoła świętego i całego świata znaczą dziś bez porównania więcej niż najlepsze komentarze. Czas prześladowania Kościoła i czas interwencji Bożej wydaje się być bliski. Módlmy się dużo (szczególnie na różańcu) za Kościół i za jego pasterzy. Jeżeli zabraknie ich wierności i świętości (jeżeli w ogóle ich zabraknie…), to zabraknie Mszy św., Komunii św. i innych sakramentów. Zabraknie łaski Bożej. A kiedy do tego będzie coraz mniej ludzi modlących się z wiarą, będziemy bezbronni wobec ataków demonów.

Można powiedzieć, że Gizela Cardia wymyśliła sobie poniższe słowa przypisując je Maryi. Ale może nie wymyśliła sobie niczego i tylko przekazuje to, co usłyszała 3 sierpnia bieżącego roku:

Pragnę zaopiekować się Tobą w tych strasznych czasach, które nadejdą. Chce wam wskazać, że niedługo na świecie będą wojny, ale to będzie moment, kiedy przybędzie Antychryst i przedstawi się jako człowiek pokoju. Uważajcie, dzieci: nie dajcie się zwieść umysłom, ale bądźcie wierni nawet wtedy, gdy chrześcijaństwo przeradza się w pogaństwo i protestantyzm. Zawsze trzymaj się Ewangelii i miej różaniec w swoich rękach i nie rozpraszaj się

 

2021-06-26  Bicz Boży

 

Nieszczęścia, zarazy, głód, kataklizmy, wojny powinny nas skłaniać do pokuty i nawrócenia. Tak czynili święci cierpliwie znosząc nieszczęścia, a jednocześnie prosząc Boga o przebaczenie grzechów i nawrócenie. To także powinniśmy czynić w obecnym czasie, patrząc na to wszystko, co się dzieje, przede wszystkim oczami wiary!

Kiedy srogi Attyla zbliżał się do miasta Troyes na czele swoich hord, wyszedł naprzeciw niego święty biskup Lupus w uroczystych szatach i z licznym orszakiem duchowieństwa i rzekł: Kto ty jesteś i po co przychodzisz? Ja jestem bicz Boży - odrzekł Attyla. Jeżeli jesteś biczem Bożym, przyjdź i chłoszcz nas, gdy ci Pan pozwala. Te słowa tak uderzyły barbarzyńcę, że żadnej szkody miastu nie wyrządził…

 

2021-06-26  Gorycz zawodów

 

Święci nie czują goryczy zawodów, bo nie mają wygórowanych pragnień, a przy tym zawsze zgadzają się z wolą Bożą. Jeśli zatem chcesz mieć naprawdę święty spokój, pragnij tego tylko, czego Bóg sam pragnie, i wszystkie swoje życzenia, wszystkie nadzieje poddawaj woli Bożej. Nawet niczego nie postanawiaj bez tego wyraźnego lub ukrytego dodatku: jeżeli Pan Bóg pozwoli. W tym celu pamiętaj, że Bóg jest twoim Panem, a Jego wola jest regułą twego życia, więc słuszne jest – jak powiedział św. Augustyn – abyś ty szedł za wolą Boga, a nie, by Bóg szedł za twoją wolą.

Jeżeli garncarz może zniszczyć naczynia, które zrobił, gdy nie są według jego upodobania, o ileż więcej może Pan zburzyć twoje marzenia i plany, jeżeli nie odpowiadają Jego myśli… Jeśli Pan Bóg nie pozwoli ci na spełnienie twoich dobrych zamierzeń, to widocznie pragnie nie twojego dobrego czynu, ale twojego dobrego pragnienia lub też chce cię użyć do innego dzieła.

 

2021-06-26  Słudzy i dworzanie

 

Św. Franciszek Borgiasz uważał upał, zimno, śnieg, burzę, głód, pragnienie za sługi Boże i swoich przyjaciół pomagających mu do pokonania złych skłonności. Pewnego razu spotkał go na ulicy dawny przyjaciel, a widząc go w lichym ubraniu i bez książęcego orszaku, rzekł zdziwiony: „Jak to, Borgiaszu, idziesz boso i bez towarzyszy? A któż ci usługuje w tak przykrej drodze? Kto przyrządza obiady i noclegi?”. „O to wszystko już się postarano, tak że wszędzie znajduję wykwintne potrawy i wyśmienity nocleg”. „A któż się o to stara?” „Moi dworzanie”. „Gdzie oni są?” „Posłałem ich przed sobą… Otóż każdego rana, skoro tylko do Boga serce moje podniosę, robię następujące postanowienie: wszystkie przykrości, trudy i cierpienia, jakie dzisiaj Bóg na mnie ześle, chętnie przyjmę jako karę za grzechy, z tym przekonaniem, że na więcej jeszcze zasłużyłem. To postanowienie jest moim dworzaninem, który idzie przede mną i tak starannie wszystko przyrządza, że wszędzie lepszego doznaję przyjęcia, niż zasłużyłem”. (św. J.S. Pelczar)

 

2021-06-19  Absolutyzacja doczesności

 

Poprawa życia ziemskiego ludzkości – likwidacja ubóstwa i wojen – jest zapewne wielką naturalną wartością, a zainteresowanie nim jest postawą chwalebną i moralną. Ale czy Chrystus przyszedł właśnie po to, czy po to druga Osoba Boska przybrała naturę ludzką? Czymże jest wszelka zewnętrzna poprawa życia ludzkiego wobec faktu, iż człowiekowi daje się przez chrzest święty nową zasadę życia, która otwiera mu możliwość uświęcenia, glorificatio Boga i zbawienie wieczne dzięki śmierci Chrystusa na krzyżu? Świat, w którym nie byłoby już ubóstwa i wojen, a nawet chorób – świat bez cierpień fizycznych i psychicznych, w którym jednak nikt nie ugiąłby kolan przed Chrystusem, w którym nie modlono by się do Boga – nie miałby ani przez moment prawa istnieć i byłby godny za paść się w nicość. W tym kontekście musimy postawić pytanie: ile dziś mówi się w Kościele – w encyklikach, listach pasterskich i kazaniach – o poprawie sytuacji w świecie, w porównaniu z o wiele ważniejszymi rzeczami: odkupieniem przez śmierć krzyżową Chrystusa, przekazywaniem nadprzyrodzonego życia, sanctificatio jednostki, glorificatio Boga przez nią i szczęściu wiecznym?...

Mimo wszystko pozostaje prawdą, iż pierwotnym zadaniem Kościoła jest głoszenie objawienia Bożego, jego ochrona przed wszelkimi herezjami, uświęcanie duszy jednostki oraz jej wieczne zbawienie – prawdziwe rozszerzanie Królestwa Bożego na ziemi, nie zaś dążenie do zbudowania ziemskiego raju. Ważne jest aby zauważyć, iż zniesienie ubóstwa, które nie stanowi moralnego zła, lecz tylko moralnie znaczącą bolączkę, nie wywodzi się z ducha Chrystusa i Je go misji, lecz z humanitarnego ideału. Powszechna dzisiaj tendencja do domagania się wszystkiego jako prawa oraz niechęć do przyjmowania darów z pewnością nie stanowi manifestacji ducha chrześcijańskiego. W rzeczywistości istnieje jasna, ostro zarysowana różnica między sprawiedliwością i miłością. Sprawiedliwość może i powinna być chroniona i wymuszona prawem państwowym – miłości bliźniego nie sposób jednak wyegzekwować jakimkolwiek prawem. Jest ona obowiązkiem wobec Boga, a prawo państwowe nie może i nie powinno jej ani nakazywać, ani wymuszać. Oczywiście, miłość bliźniego z góry zakłada spełnienie postulatu sprawiedliwości, ale zarazem przekracza ona tę sprawiedliwość, jak w słowach Ewangelii: Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! (Dietrich von Hildebrand Spustoszona winnica)

 

2021-06-12  Bóg nie dopuszcza cierpień bez przyczyny

 

…Bo jest doskonałym Rozumem. Tą przyczyną nie może być nienawiść, bo On jest Dobrocią nieprzebraną. Dlaczego więc zsyła cierpienia? Dlatego, że w obecnym stanie cierpienia są dla nas pożyteczne, a nawet potrzebne. Zsyłając cierpienia, okazuje nam Bóg swoją mądrość i miłość. Naszym zadanie jest odkryć ową mądrość i miłość, a przede wszystkim Bogu zaufać.

- Krzyż jest najpierw narzędziem chwały Bożej. Jak ze wszystkich prac i ofiar Syna Bożego krzyż najwięcej uwielbił Ojca, tak ze wszystkich naszych prac i ofiar mężne i chętne znoszenie krzyży najwięcej uwielbia Boga. Dzieje się tak dlatego, że miłość krzyża jest triumfem łaski Bożej oraz szczytem ofiary wolnej od miłości własnej.

- Krzyż jest narzędziem sprawiedliwości Bożej, bo jest karą za grzechy. Ludzie często i ciężko grzeszą, a grzechami ściągają na siebie kary Boże. Bóg przebacza pokutującym karę wieczną, lecz doczesną często na tej ziemi wymierza. Wymierza zaś krzyżem. Jeżeli więc kiedy spadną na ciebie krzyże – poucza św. Augustyn – nie skarż się, że cię Bóg chłoszcze, i „nie odtrącaj od siebie rózgi, jeżeli nie chcesz być wykluczonym od niebieskiego dziedzictwa”

- Krzyż jest narzędziem miłosierdzia Bożego, bo on najpierw duszę nawraca. Gdy dusza jest w szczęściu i pociechach, łatwo zapomina o Bogu i na wzór syna marnotrawnego rozprasza dary Boże. Aby ją wtenczas przywieść do opamiętania, uderzają Pan krzyżem i zmusza do porzucenia grzechu. Stąd też cierpienie można przyrównać do burzy. Jeżeli długi czas deszcz nie pada, strumienie wysychają, kwiaty więdną i opuszczają swe kielichy, cała przyroda omdlewa…

- Krzyż odrywa duszę od świata. Życie ludzkie jest podróżą, a raczej wygnaniem z ojczyzny. Niektórzy podróżni idą wprost do ojczyzny, nie zważając na okolicę, którą przebywają. Inni nierozważni, zamiast iść spiesznie, spędzają czas życia na pociechach i rozrywkach, którymi świat ich nęci. Aby więc zmusić ich do spiesznego pochodu - dzień bowiem jest krótki - Pan często sprawia, że kwiatki ziemskich nadziei więdną, a jagody pociech światowych zamiast słodyczy sprawiają gorycz. O, jakże mądry i dobry jest nasz Bóg! Gorzki jest świat, a jednak jest kochany; jakże byłby kochany, gdyby był słodki – trafnie zauważył św. Augustyn.

- Krzyż zachowuje duszę od grzechu, bo jest niejako wędzidłem na pychę ducha i żądzę ciała.

Wielu poszłoby drogą zguby, gdyby ich Pan nie wstrzymywał różnymi krzyżami; tego na przykład krzyżem ubóstwa, aby nie nadużył majątku; innego krzyżem choroby, by się nie oddał rozpuście; innego krzyżem poniżeń, by się nie wzbił w dumę itd.

Wiedzą o tym święci, stąd pragną cierpieć i wzdychają za chłostą Bożą, aby cierpienie i bojaźń trzymały ich na wodzy. Należy uważać za wielkie nieszczęście - mówi św. Wincenty a Paulo - nie tylko dla jednostek, ale dla całych domów i zgromadzeń, jeżeli wszystko idzie według ich woli, tak że żyją beztrosko i nic nie cierpią dla Boga. Tak jest, miej to przekonanie, że jeżeli jakaś osoba lub jakieś zgromadzenie nie doświadcza żadnych cierpień, a przeciwnie odbiera od całego świata oklaski, bardzo jej blisko do upadku.

Czyż Pan Jezus nie powiedział: Biada wam, gdy wszyscy chwalić was będą?

- Krzyż oczyszcza i doskonali duszę. Krzyż nazwano rzeźbiarzem tworzącym posągi piękne i miłe Bogu. Cierpienie dobrze zniesione to najpewniejszy środek do uświęcenia duszy, to „pociąg pospieszny do nieba”.

- Krzyż jest kamieniem probierczym prawdziwej doskonałości. Nie ten bowiem doskonale kocha Pana Boga, kto ma miłość na ustach, ani ten, co się zdaje płonąć miłością, ani ten, co wiele działa niby z miłości, ale ten, który chętnie cierpi dla Boga. Nierównie trudniej jest cierpieć, niż działać, bo do działania miesza się łatwo miłość własna. Słusznie powiedziała św. Katarzyna, że dopiero w cierpieniu okazuje się, czy dusza pozbyła się miłości własnej. (na podstawie Życia duchowego św. J. S. Pelczara)

 

2021-05-22  Co się dzieje?

 

Kłamstwo uwiodło wielu, nawet konserwatystów i tradycjonalistów. Nam również czasami trudno jest uwierzyć, że handlarze niegodziwości są tak dobrze zorganizowani, że udało im się manipulować informacjami, szantażować polityków, korumpować lekarzy i zastraszać przedsiębiorców, aby w konsekwencji zmusić miliardy ludzi do noszenia bezużytecznych kagańców i do postrzegania szczepionki za jedyny sposób na uniknięcie pewnej śmierci. A jednak wystarczy przeczytać wytyczne, które WHO napisała w 2019 roku – dotyczące „Covid-19”, który miał dopiero nadejść – aby zrozumieć, że istnieje jeden scenariusz pod jednym kierunkiem, z aktorami, którzy trzymają się  przydzielonych im zadań i grupa najemnych dziennikarzy, którzy bezwstydnie zniekształcają rzeczywistość…

Kłamstwo jest znakiem firmowym architektów Wielkiego Resetu ostatnich kilku stuleci: protestanckiej pseudoreformacji, rewolucji francuskiej, włoskiego Risorgimento, rewolucji rosyjskiej, dwóch wojen światowych, rewolucji przemysłowej, rewolucji 1968 r., upadku muru berlińskiego. Za każdym razem, jeśli się dobrze przyjrzycie, pozorne przyczyny tych rewolucji nigdy nie odpowiadały rzeczywistym.

Od tej długiej serii Wielkich Resetów organizowanych przez tę samą elitę spiskowców, nie udało się uciec nawet Kościołowi katolickiemu. Pomyślcie o tym, co mówili nam liturgiści soborowi, gdy chcieli narzucić zreformowaną Mszę? Że ludzie nie rozumieli, że liturgię trzeba uczynić zrozumiałą, aby umożliwić większy udział wiernych. Przy pomocy tych zabiegów, pod tym fałszywym pretekstem, nie przetłumaczyli Mszy Apostolskiej po prostu na języki ojczyste, ale zamiast tego wymyślili zupełnie inną Mszę, ponieważ chcieli znieść pierwotną doktrynalną przeszkodę w dialogu ekumenicznym z protestantami i wprowadzić indoktrynację wiernych w nowej eklezjologii Soboru Watykańskiego II…

Podobnie jak wszyscy oszuści, których wykluwa diabeł i jego sługi, opierają się na fałszywych obietnicach, których nigdy nie dotrzymują, a my w zamian rezygnujemy z jakiegoś dobra, które nigdy nie zostanie nam przywrócone.

Każdy z nas musi zrozumieć, że to, co się dzieje, nie jest owocem niefortunnej sekwencji przypadkowych zdarzeń, ale odpowiada raczej diabolicznemu planowi – w tym sensie, że za tym wszystkim stoi Zły – który przez wieki dążył do jednego celu: zniszczenia dzieła Stworzenia, unieważnienia Odkupienia i usunięcia wszelkich śladów Dobra na ziemi. Aby to osiągnąć, ostatnim krokiem jest ustanowienie synarchii, w której dowództwo przejmuje kilku bezimiennych tyranów, spragnionych władzy, oddanych kultowi śmierci i grzechu oraz nienawiści do Życia, Cnoty i Piękna, ponieważ w nich jaśnieje wielkość tego Boga, przeciw któremu wciąż krzyczą swoje piekielne „Non serviam”. (abp C. M. Vigano)

 

2021-05-01  Duchowa pustka

 

>Ach! Moja córko, kiedy pozwalam, by kościoły pozostawały puste, duchowni rozproszeni, Msze św. ograniczone, to znaczy, że ofiary są dla Mnie obrazą, modlitwy są obelgami, adoracje są nieodwracalne, spowiedzi są rozrywką i bezowocne. Dlatego nie znajdując już mojej chwały, ale raczej zniewagi ani nic dobrego dla nich, skoro już Mi nie służą, usuwam je. Jednak to wyrywanie ministrów z mojego Sanktuarium oznacza również, że sprawy osiągnęły najbrzydszy punkt i że mnożą się różnorodne plagi. Jaki twardy jest człowiek - jaki twardy! (Jezus do Sługi Bożej Luizy Piccarrety; 12.02.1918)

>Nadszedł czas, aby zebrać wasze rodziny, drodzy ojcowie, i uczynić Jezusa centrum waszego domu. Czas wyłączyć telewizor i zacząć odmawiać różaniec. Nadszedł czas, aby pościć, płakać i błagać o Boże miłosierdzie dla grzeszników, którzy są jeszcze tak daleko. Rzeczywiście, to nie choroba układu oddechowego, ale wirusy pornografii, materializmu, ateizmu i niewierności są największym zagrożeniem dla ludzkości (Mark Mallett)

>Szczególnym niebezpieczeństwem czasów, które mamy przed sobą, jest rozprzestrzenianie się plagi niewierności, którą Apostołowie i sam nasz Pan przepowiedzieli jako najgorsze nieszczęście ostatnich czasów Kościoła. I przynajmniej cień, typowy obraz czasów ostatecznych pojawia się nad światem (św. John Henry Newman, kardynał, 1801-1890)

 

2021-05-01  Wieża Babel

 

Ale co to jest Babel? Jest to opis królestwa, w którym ludzie skupili tyle mocy, że myślą, że nie potrzebują już polegać na Bogu, który jest daleko. Wierzą, że są tak potężni, że mogą zbudować własną drogę do nieba, aby otworzyć bramy i postawić się na miejscu Boga. Ale właśnie w tym momencie dzieje się coś dziwnego i niezwykłego. Kiedy pracują nad budową wieży, nagle zdają sobie sprawę, że działają przeciwko sobie. Próbując być jak Bóg, ryzykują, że nawet nie będą ludźmi - ponieważ stracili istotny element bycia człowiekiem: umiejętność wyrażania zgody, wzajemnego zrozumienia i współpracy… Postęp i nauka dały nam moc panowania nad siłami natury, manipulowania żywiołami, reprodukcji żywych istot, prawie do tego stopnia, że ​​sami wytwarzają ludzi. W tej sytuacji modlenie się do Boga wydaje się przestarzałe, bezcelowe, ponieważ możemy budować i tworzyć, co tylko zechcemy. Nie zdajemy sobie sprawy, że przeżywamy to samo doświadczenie co Babel (Benedykt XVI, Zesłanie Ducha Świętego, 27 maja 2012).

 

2021-04-25  Dobry pasterz to święty pasterz

 

Kler naszych czasów jest wezwany do wywierania potężnego wpływu na ludzi, aby rozpocząć nową erę cywilizacji duchowej, intelektualnej i moralnej. To wszystko wymaga wyparcia się samego siebie, heroizmu, świętości, cierpienia dla sprawiedliwości; dlatego zostaliśmy wezwani w szeregi Boga, in sortem Domini vocati.

My, kapłani, albo jesteśmy święci i możemy zbawić cały świat, albo jesteśmy źli i możemy zniszczyć go na kolejne wieki. Kto dał chrześcijaństwo Ziemi? Heroizm papieży, biskupów, świętych kapłanów. Kto rozszarpał szaty Kościoła? Ariusz, Focjusz, Luter. Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie (J 18,35), mówi Piłat do skutego Jezusa. To zdanie przyprawia o drżenie.

Czytamy, że w 1790 roku naliczono w świecie chrześcijańskim ponad 7000 tylko franciszkańskich klasztorów wraz ze 120000 zakonników nie licząc kobiet. Dodajcie zakonników wszystkich innych zgromadzeń i kongregacji; dołączcie jeszcze kapłanów wówczas bardzo mnogiego kleru świeckiego. Jak można wytłumaczyć przy tak licznych obrońcach, huragan rewolucji francuskiej, która rozszalała się przeciwko Kościołowi? A jednak Jezus poszedł na podbój świata tylko z dwunastoma ludźmi. Z tym, że oni byli święci! (św. Giovanni Calabria, 1873-1954)

 

2021-04-23  Wobec prześladowań

 

Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał. Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani, a znosić będziecie ucisk przez dziesięć dni. Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia (Ap 2,10)

 

2021-04-23  To było zaplanowane

 

To, czego jesteśmy świadkami, to realizacja planu, który wcale nie jest naukowy i powinien wzbudzić powszechne oburzenie. Wiemy, jak przyznają to osoby zaangażowane, że ta pseudopandemia była planowana od lat, przede wszystkim przez osłabienie krajowych systemów opieki zdrowotnej i planów pandemicznych. Wiemy, że zastosowano bardzo specyficzny scenariusz, który uzasadniał udzielanie takiej samej odpowiedzi w każdym kraju i usprawnienie diagnozy, hospitalizacji, leczenia, a przede wszystkim środków powstrzymywania i ograniczania informacji przekazywanych obywatelom na poziomie globalnym. Istnieje dyrektoriat, który zarządza COVID-19 i ma jeden cel, wymuszenie ograniczenia naturalnych wolności, praw konstytucyjnych, swobody prowadzenia działalności gospodarczej i wykonywania pracy.

Problemem nie jest sam COVID, ale wykorzystanie tego, co się wydarzyło, aby dokonać Wielkiego Resetu, który Światowe Forum Ekonomiczne ogłosiło jakiś czas temu i który dziś jest wdrażany punkt po punkcie, z zamiarem wprowadzenia społecznych nieuniknionych zmian, które inaczej zostałyby odrzucone i potępione przez większość populacji. Ponieważ demokracja, której pochwały głoszono tak długo jak pozostawała pod kontrolą mediów, nie pozwoliłaby na ten projekt inżynierii społecznej tak pożądany przez globalistyczną elitę, groźba pandemii była koniecznością – przedstawiana przez mainstreamowe media jako niszczyciel – aby przekonać ludność świata do poddania się zamknięciu i lockdownowi, czyli prawdziwemu aresztowi domowemu, powstrzymaniu prowadzenia działalności gospodarczej, zawieszeniu lekcji w szkołach, a nawet zakazowi sprawowania kultu; a wszystko to osiągnięto przy współudziale wszystkich zaangażowanych stron, w szczególności przywódców politycznych, urzędników służby zdrowia, a nawet samej hierarchii kościelnej.

Wynikające z tego szkody, które wciąż trwają, są ogromne i w wielu przypadkach nieodwracalne. Czuję niewyobrażalną udrękę, myśląc o niszczycielskich konsekwencjach sposobu, w jaki poradzono sobie z tą pandemią: zniszczone rodziny, dzieci i młodzież z zachwianą równowagą psychofizyczną i pozbawioną prawa do kontaktów społecznych, osoby starsze skazane na samotną śmierć w domach opieki, pacjenci z rakiem i innymi poważnymi chorobami całkowicie zaniedbani, przedsiębiorcy zmuszeni do bankructwa, wierni, którym odmówiono sakramentów i możliwości uczestniczenia we mszy… Ale to są skutki wojny, a nie syndromu grypy sezonowej, która, jeśli leczona w odpowiednim czasie, ma wskaźnik 99,7% przeżycia u osób, u których nie wystąpił wcześniejszy stan chorobowy. I znamienne, że w tym szalonym pędzie ku otchłani ignoruje się również podstawowe zasady zdrowego stylu życia, aby osłabić nasz układ odpornościowy: jesteśmy zamknięci w domu, trzymani z dala od światła słonecznego i świeżego powietrza, tak byśmy mogli biernie cierpieć z powodu medialnego terroryzmu telewizji.

Z jaką surowością zostaną osądzeni ci, którzy świadomie zabronili leczenia i zastosowali się do rażąco błędnych procedur w celu uzyskania liczby zgonów, która legitymizowałaby alarmy społeczne i absurdalne środki dotyczące zamknięcia? Jaka kara czeka tych, którzy świadomie stworzyli warunki dla globalnego kryzysu gospodarczego i społecznego, aby zniszczyć małe i średnie przedsiębiorstwa i spowodować wzrost międzynarodowych korporacji; jaka kara czeka tych, którzy zbojkotowali lub zakazali dostępnych leków, aby faworyzować firmy farmaceutyczne; tych, którzy przedstawili surowice genowe jako szczepionki, poddając populację eksperymentowi wciąż nie znając wyników i skutków ubocznych, które z pewnością są poważniejsze niż objawy COVIDu; jaka kara czeka tych, którzy opowiadają się za apokaliptyczną narracją w siedzibach parlamentu i w redakcjach mediów? A najwyższe szczeble hierarchii katolickiej, które brały udział w tej groteskowej farsie – w jaki sposób usprawiedliwią się przed Bogiem, kiedy staną w Jego obecności, by poddać się jego sądowi? (abp Carlo Maria Vigano)

 

2021-04-20  Spółka z o.o.

 

Abp Ch. Chaput w książce Obcy w obcej ziemi cytuje bardzo trafną wypowiedź luterańskiego teologa Daniela M. Bella dotyczącą współczesnego małżeństwa: „…Małżeństwo zaczyna być postrzegane jako (krótkoterminowa) umowa podlegająca analizie kosztów i korzyści, dzieci stają się dobrami konsumenckimi albo akcesoriami, więzi rodzinne słabną, a nasze ciała traktowane są jak naturalny surowiec, który można wydobywać i eksploatować dla przyjemności oraz w celach produkcyjnych. Jednostki przestarzałe, które tracą wartość produkcyjną i towarową – stare i chore – są porzucane (oddawane na przechowanie albo poddane eutanazji), natomiast bezproduktywni ubodzy (bezdomni, bezrobotni, nieodpowiedzialni i niewykształceni) stają się zagrożeniem”.

Po powyższym cytacie abp Chaput dodaje swój komentarz: „…Zgodnie z tym, co pisze Bell, małżeństwo często przypomina transakcję zakupu nieruchomości. Dwie autonomiczne jednostki zawiązują spółkę z ograniczą odpowiedzialnością, która łatwo może ulec rozwiązaniu. Dzieci odgrywają rolę części wspólnego majątku. W takim świecie poczęcie nieplanowanego i niechcianego dziecka stanowi rzecz jasna niezwykle irytujący drenaż emocjonalnych zysków”.

Mnie natomiast ostatnie zdanie Bella o ludziach bezproduktywnych kojarzy się z czymś innym – z nowym porządkiem świata, w którym nielicznej grupie rządzących będą potrzebni ludzie nie tyle bezproduktywni, co bezmyślni, nie mający prawie nic poza zdrowymi rękami do pracy niewolniczej. Obecna PLANdemia niszczy klasę średnią, która podtrzymuje jeszcze naszą ekonomiczną niezależność od światowej elity banksterów i światowych korporacji? Mówi się już o nowej rzeczywistości, w której nic nie będziemy posiadali na własność, ale wszystko będziemy mogli pożyczyć z dostawą do domu (pewnie po to, by nie spotykać się i nie rozmawiać z sąsiadami – bo to już mógłby być spisek przeciwko… No właśnie – przeciwko komu?).

Czy to niemożliwe? Ależ tak – jak najbardziej możliwe! Mózgi wielu ludzi w Polsce i na świecie w ciągu ostatniego roku zostały dobrze spreparowane. Przykład? Bezmyślne poddawanie się restrykcjom i indoktrynacji szczepionkowej. Ordynator nowotarskiego szpitala specjalistycznego mówi wręcz o powszechnej psychozie. Słowo COVID sprawia, że wielu jest gotowych poddać się wszelkim medycznym eksperymentom nie pytając o konsekwencje. Nie mówiąc o swego rodzaju bezprawnym szantażu: Jak się nie zaszczepisz, to wylecisz z pracy… I choć to oczywiste bezprawie, o czym mówią nawet władze UE, szantaż odnosi skutek. Gdyby jednak ten szantaż miał się zrealizować znaczyłoby to, że prawie 60% lekarzy musiałoby stracić pracę. Naczelna Izba lekarska, jak powiedział wspomniany wyżej ordynator, skierowała do Ministerstwa Zdrowia pytanie: Ilu lekarzy się zaszczepiło? Odpowiedź: 47% stomatologów i 40% wszystkich pozostałych lekarzy. Czyż ta informacja nie powinna nas skłonić do przemyślenia sprawy?

 

2021-04-16  „Nie pasuję do tego świata”

 

…Największym zagrożeniem naszej wolności religijnej nie jest jakiś orwellowski gang umundurowanych dręczycieli, tylko gremia teoretyków ideologii gender i gejowskich aktywistów (oraz chętnie popierający je biznes), lansujące „wolność” i świetnie przystosowane do życia w nowym wspaniałym świecie. (abp Ch. Chaput Obcy w obcej ziemi)

Nowy, wspaniały świat… Pewne dorosłe dziecko ma pretensje do swojej mamy: Mamo, jak ty mnie wychowałaś? Ja przecież nie pasuję do tego świata… Czy to powód do skargi? A może raczej – do chluby, i  dobry powód, by podziękować mamie, za to nie wychowała swoje małe na dziecko tego świata? Pan Jezus, przypomnijmy, czyni wyraźne rozróżnienie: Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale być ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata (J 17,14-16)

 

 

2021-04-15  Wiara katolicka a gender

 

Ideologia gender odrzuca ludzkie doświadczenie i wiedzę, kłócące się z jej własnymi błędnymi założeniami: to dyktatura marnej nauki na sterydach. Dla chrześcijan stanowi ona także atak na podstawy wiary: wiary w stworzenie (stworzył ich mężczyzną i niewiastą); we wcielenie – w to, że Bóg przyjął ciało mężczyzny; i w odkupienie – w to, że Bóg umarł na krzyżu, a potem powstał w ciele chwalebnym. Wiara katolicka, o wiele bardziej niż którakolwiek z jej protestanckich krewniaczek, jest religią nie tylko intelektu, ale także zmysłów. A choć zmysły mogą się mylić, to gdy chodzi o seksualność, osadzają nas mocno w rzeczywistości. (…) Ciało ujawnia, kim jesteśmy jako osoby ludzkie. Różnica płci wyraża sposób, w jaki w tym świecie jesteśmy powołani do miłości. A zatem ciało jest tym, co zakorzenia nas w naturze. Jest darem. Sprawia, że angażujemy się w świat stworzony jako część stworzenia. Ciało ma znaczenie. Jest integralną częścią tego, kim jesteśmy i zasadniczym elementem całego orędzia chrześcijańskiego. (abp Ch. Chaput Obcy w obcej ziemi)

 

2021-04-07  Ocena miłosierdzia. Zobaczyć Jezusa.

 

Na pogrzebie abpa Fultona Sheena, abp E. O’Meara przytoczył kilka słów wypowiedzianych przez zmarłego biskupa. W kontekście jego działalności misyjnej przypomniał między innymi następujące słowa F. Sheena:

Bóg oceni nasze miłosierdzie względem ubogich nie po tym, ile dajemy, lecz po tym, ile nam zostaje, kiedy dajemy. Właśnie dlatego wdowi grosz był ogromnym darem. Ta kobieta oddała bowiem wszystko, co miała.

Ku zdziwieniu, a niejednokrotnie również konsternacji słuchaczy – wspominał dalej abp E. O’Meara – abp F. Sheen często mówił o swojej śmierci. Dodawał jednak: Nie chodzi o to, że nie kocham życia. Kocham je. Ja po prostu chcę zobaczyć Jezusa. Spędziłem wiele godzin w Jego obecności przed Najświętszym Sakramentem. Mówiłem do Niego w modlitwie i mówiłem o Nim każdemu, kto chciał słuchać. Teraz chciałbym Go zobaczyć twarzą w twarz.

 

2021-04-07  Zaufać Jezusowi

 

Abp Fulton Sheen zapisuje w swoje autobiografii następującą historię:

„W czasie, gdy wracałem do zdrowia, przez trzy miesiące codziennie odwiedzał mnie pewien żydowski dżentelmen. Kiedyś nie pojawił się przez cztery dni, a kiedy przyszedł ponownie, wyjaśnił swoją nieobecność: - Nie przychodziłem do księdza, bo moja żona jest chora na raka i będzie miała operację. Przez tydzień była poddawana kuracji w tym szpitalu, a jutro będzie miała ostatnie badania przed zabiegiem.

Dałem mu mały srebrny krucyfiks poświęcony przez papieża Jana XXIII i powiedziałem: - Dam panu coś związanego z narodem żydowskim. Wiem, że będzie to pan szanował. Ten przedmiot jest przedstawieniem śmierci Chrystusa na krzyżu. Powiem panu tylko tyle, że ze  strony matki On był Żydem. Jeśli chodzi o Ojca, to już pan sam – z pomocą nieba – będzie się musiał dowiedzieć, kto nim jest. Jeżeli jednak zawierzy pan Jemu zdrowie swojej żony, być może pewnego dnia dowie się pan, kto jest Jego Ojcem.

Wrócił kilka dni później z wiadomością, że operacji nie będzie, bo okazała się niepotrzebna. Dodał też jednak: - Dowiedziałem się, kto jest Ojcem Chrystusa. To powiedziawszy, rozpiął koszulę i pokazał mi srebrny krzyżyk zawieszony na szyi”.

 

2021-03-24  Sonda w sprawie programu zdrowotnego leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego in vitro

 

Stowarzyszenie Wszystko dla Oławy wystąpiło z propozycją, by Miasto finansowało program zdrowotnego „leczenia” niepłodności metodą zapłodnienia in vitro. W związku z tym Burmistrz zachęca mieszkańców do zabrania głosu w tej sprawie poprzez odpowiedzi na ankietowe pytania (link do pytań: https://www.um.olawa.pl/leczenie-nieplodnosci-metoda-zaplodniania-pozaustrojowego-in-vitro).

Oczywiście, nie ma tutaj mowy o żadnym „leczeniu”, tylko o możliwościach technicznych, które są nie humanitarne (min. zamrażanie ludzkich zarodków, nie mówiąc już o tym, ile z nich zostanie pozbawionych życia!) i wykraczają przeciwko naturalnemu prawu danemu człowiekowi przez Pana Boga, a związanemu z przekazywaniem ludzkiego życia.

Burmistrz zachęcając do zabrania głosu w tej sprawie pisze min.: Realizacja tego programu nie należy do zadań własnych miasta, jednak byłaby odpowiedzią na sygnalizowane potrzeby i oferowała wsparcie parom dotkniętym poważnym problemem zdrowotnym. Wyniki sondy pozwolą poznać opinie mieszkańców i podjąć właściwe działania.

To, co możemy jako katolicy zrobić, to wziąć udział w tej ankiecie i powiedzieć NIE! Niestety, żyjemy w świecie, w którym poddaje się pod dyskusję Boże prawo, Boży porządek. Bo przecież bez względu na opinię mieszkańców Oławy podjęcie właściwego działania przez Pana Burmistrza i Radę Miasta może być tylko jedno: brak zgody na finansowanie z budżetu miasta takiego programu! Jak będzie? Zobaczymy. Spróbujmy zrobić, to co możliwe w demokratycznym społeczeństwie, czyli samemu wyrazić sprzeciw i zachęcić do tego innych. Możemy także (i powinniśmy) sięgnąć po środki niedemokratyczne, jak najbardziej właściwe wyznawcom naszego Pana, Jezusa Chrystusa, czyli po modlitwę i post w tejże intencji. Niech na tym ważnym odcinku życia naszego miasta Bóg będzie uwielbiony.

 

2021-03-13  „Jedni drugich brzemiona noście”

 

W powieści L. Douglasa Wielki Rybak pewnego dnia młody Jan pyta Bartłomieja – nie spodziewając się odpowiedzi, czy Jezus nie mógłby uzdrowić wszystkich, którzy do Niego przychodzą, ten odpowiada:

- Janie, czuję nieraz, że On bierze na siebie każde brzemię, jakie z ludzi zdejmuje. Zrozum mnie dobrze: nie mówię, że gdy uzdrawia trędowatego, bierze na siebie trąd; mówię, że ilekroć podnosi cudze brzemię, dodaje ten ciężar do własnego brzemienia. Nasz Pan dźwiga bardzo ciężkie brzemię… Wciąż mi się przypomina proroctwo Izajasza. Izajasz zapowiadał, że Mesjasz będzie człowiekiem znający smutek i żałość.

Jakże inaczej wyglądała by droga na Kalwarię naszego Pana, Jezusa Chrystusa, gdyby wszyscy chcieli Mu pomóc… Bp T. Toth wspomina w jednym ze swoich kazań, że widział pewien nietypowy szkic. Wyszedł spod ręki francuskiego rzeźbiarza, który nazywał się Maxsime Real del Sarte. Przedstawia ona Chrystusa niosącego bez trudu olbrzymi krzyż, którego ramiona sięgały do krańców ziemi. Za triumfalną postacią Pana, w cieniu krzyża, postępuje mnóstwo ludzi, którzy chętnie pragną ulżyć ciężaru Cierpiącemu. Kobiety, mężczyźni, starcy, młodzież, dzieci, kapłani i świeccy, robotnicy i żołnierze, panny i młodzieńcy…  Wszyscy ofiarowują swą pomoc Chrystusowi. Wszyscy wraz z Nim jednakowo odważnie, z ufnością idą na Golgotę, składać, ofiarę Bogu. Piękna wizja. Czeka na realizację w dzisiejszym Mistycznym Ciele Chrystusa…

 

2021-03-08  Wiara i ofiara

 

Pewien biskup z Pakistanu opowiedział mi, że kiedy wybuchła wojna, wsadzono go do więzienia, ponieważ był włoskim misjonarzem. Oznajmiono mu również, że będzie mógł wyjść na wolność dopiero po zakończeniu wojny. Kilka dni później odwiedziła go Clara Mark, trzynastoletnia hinduska, którą on wcześniej nawrócił na chrześcijaństwo. Podczas widzenia dziewczyna powiedziała mu: Księże biskupie, ksiądz nie zostanie długo w tym więzieniu. Nie minie pół roku, a wyjdzie ksiądz na wolność, aby przez kolejne lata pełnić posługę biskupa. Duchowny zapytał ją, skąd wie, że wypuszczą go z więzienia. Ofiarowałam swoje życie za księdza i za powodzenie księdza pracy.

Pół roku później władze otworzyły więzienne drzwi i oznajmiły biskupowi, że może nadal pełnić swoją posługę w Pakistanie. Po wyjściu na wolność natychmiast odwiedził dom Clary Mark, ale dowiedział się od jej rodziców, że tego dnia rano dziewczyna umarła. (abp Fulton Sheen Autobiografia)

 

2021-03-04  „Biada, jeżeli wszyscy was chwalić będą”

 

Notatka z elektronicznej prasy

Ucieszyliśmy się z nominacji ks. Arcybiskupa Tadeusza Wojdy na Metropolitę Gdańskiego, ale nie wszyscy przyjęli tę wiadomość z radością...

Jak informuje Tygodnik Solidarność, lewicowa posłanka Joanna Senyszyn napisała dziwny w tonie list do nominata: "Papieską decyzję o mianowaniu Pana (sic! -przyp. red.) metropolitą gdańskim przyjęłam ze smutkiem i zdziwieniem. Po papieżu Franciszku spodziewałam się decyzji progresywnej, zgodnej z ideami, które głosi, a nie okopywania się na dotychczasowych pozycjach. (...) można było poszukać wśród biskupów młodszych, mniej znanych, którzy nie zdążyli się jeszcze - jak Pan - skompromitować publicznymi wypowiedziami dowodzącymi nietolerancji, homofobii, nienawiści do kobiet i zwykłego nieuctwa, kiedy chciał Pan powoływania przykościelnych punktów terapii LGBT.(...) Dostał Pan od papieża jedyną w swoim rodzaju szansę zmiany wizerunku" - podsumowała, zachęcając do współpracy z jej biurem poselskim. Pokaż mi Twoich wrogów, a powiem Ci, kim jesteś - głosi porzekadło popularne w sieci. Słowa tej posłanki są dla ks. Arcybiskupa całkiem dobrą rekomendacją (prawy.pl).

 

2021-02-27  Pandemia kłamstw

 

Poniżej kilka zdań z książki napisanej przed Judy Mikovitz i Kenta Heckenlively Pandemia kłamstw. Szokująca prawda o skorumpowanym świecie nauki i epidemiach, które mogliśmy uniknąć. To zachęta do przeczytania całej książki i nabrania bezpiecznego dystansu do tego wszystkiego, co mówią „specjaliści” od zdrowia i politycy z nimi związani.

„Rozumiemy, że istnieją różnice, ale jeśli większość dowodów wskazuje konkretny kierunek, nabieramy pewności, że coraz lepiej rozumiemy procesy zachodzące w ludzkiej biologii. Gdyby tak było w prawdziwym świecie…

W prawdziwym świecie istnieją jednak korporacje – czy to farmaceutyczne, rolnicze, naftowe czy chemiczne – które z pracy naukowców czerpią miliardowe zyski. A jeśli ktoś ma miliardy dolarów, może użyć mrocznej sztuki perswazji, aby zatrudnić firmy public relations do rozpowszechnienia jego produktów, zasiać ziarno wątpliwości co do wiarygodności tych, którzy je kwestionują, wykupić reklamy w sieciach informacyjnych i nie nagłaśniać negatywnych historii (chyba że nie ma innego wyboru), a także przekazać darowizny odpowiednim politykom, niezależnie od ideologii. Następnie, gdy politycy zostaną wybrani, mogą oni tworzyć prawa na korzyść swoich hojnych darczyńców. Jak elokwentnie ujął to w XVII wieku wybitny członek dworu królowej Elżbiety: „Jeśli to działa, nikt nie śmie nazywać tego zdradą”.

Przeciwko tej finansowej i korporacyjnej niszczycielskiej sile stoi naiwny i dociekliwy naukowiec…

Pozwól mi wygłosić twierdzenie stanowiące podstawę wszystkiego, co nastąpi później.

Nauka jest skorumpowana przez wpływ korporacyjnych pieniędzy. Ta korupcja prowadzi bezpośrednio do naszego złego stanu zdrowia – epidemii otyłości, chorób neurologicznych takich jak autyzm, choroby Alzheimera i choroby Parkinsona, stwardnienia rozsianego, nowotworów czy problemów psychicznych wśród młodzieży, łącznie ze strzelaninami w szkołach. Są tacy, którzy twierdzą, że korupcja prowadzi do zabijania, a kiedyś być może nawet do masowego wyginięcia ludzkości.

Na podstawie moich doświadczeń trudno jest mi przeciwstawić się tej niepokojącej narracji.

Weszłam w ten świat jako naiwna studentka pierwszego roku. Wtedy nie wierzyłam, że jeśli chodzi o nasze zdrowie, nauka jest skorumpowana aż do tego stopnia. Teraz już w to wierzę…

Jeśli będziesz czytać tę książkę dalej, zostaniesz powołany do ławy przysięgłych w procesie, który ma stwierdzić, czy nauka wybrała złą drogę. Zobowiążesz się do wysłuchania z otwartym umysłem słów naszych i innych osób. Nie było nam łatwo dojść do naszych wniosków i nie spodziewam się, by tobie przyszło to z łatwością…

Nie wiedziałam, czy mogę napisać tę książkę. Wiele z opisanych w niej incydentów jest tak niepokojących, że martwię się, iż pojawi się u mnie zespół stresu pourazowego, który tak często występuje u żołnierzy, policjantów czy strażaków, służących na pierwszej linii frontu. Jest to historia walki kilku odważnych naukowców z wrogiem o niemal nieograniczonych zasobach.

W walce tej nauka może być agnostyczna. Ale ja taka nie jestem. Jestem człowiekiem wiary i uważam, że Bóg chce, aby ludzkość cieszyła się dobrym zdrowiem, a nie cierpiała. Czasami ludzie pytają mnie, jakim cudem wciąż jeszcze żyję, a ja odpowiadam: „Bóg ma poczucie humoru”. Nie wiem, jaki los jest mi ostatecznie pisany i jak będę oceniana przez ten świat. To nie ma znaczenia. Wiem jednak, że pewnego dnia stanę przed Bogiem, który zapyta, czy byłam posłuszna i służyłam tak jak On tego wymaga.

To, co opisuję na kolejnych stronach, to sprawozdanie, które zdam Wszechmogącemu w Dniu Sądu Ostatecznego”.

*****

Jeszcze parę zdań ze wstępu niniejszej książki… Po prostu – szok!

„Doktor Bernice Eddy była wielokrotnie nagradzaną wirusolożką i jedną z najwyższych rangą kobiet w historii NIH. To ona i jej partnerka naukowa, Elizabeth Stewart, wyizolowały poliomawirusa – pierwszego wirusa, który, jak udowodniono, wywołuje raka. W 1954 roku NIH (Narodowy Instytut Zdrowia) poprosił Eddy o przetestowanie szczepionki Jonasa Salka przeciwko polio. Podczas testów przeprowadzonych na osiemnastu makakach badaczka odkryła, że szczepionka zawierała resztki żywego wirusa polio, który paraliżował małpy. Eddy ostrzegła swoich szefów z NIH, że szczepionka jest szkodliwa, ci jednak zbagatelizowali jej obawy. Dystrybucja tej szczepionki przez Cutter Labs w Kalifornii spowodowała najbardziej dramatyczny wybuch epidemii polio w historii. Urzędnicy służby zdrowia zarazili 200 000 osób żywą polio; 70 000 ludzi zachorowało, 200 dzieci pozostało sparaliżowanych, a 10 zmarło.

W 1961 roku Eddy odkryła, że wywołujący raka małpi wirus SV40 zanieczyścił 98 milionów szczepionek na polio. Kiedy wstrzyknęła wirusa nowo narodzonym chomikom, wyrosły im guzy. Odkrycie Eddy przyniosło ogromny wstyd wielu naukowcom pracującym nad szczepionką. Zamiast nagrodzić ją za jej wizjonerską pracę, urzędnicy NIH zakazali jej dalszych badań nad polio i powierzyli inne obowiązki. Niepokojące informacje zamieciono pod dywan i w dalszym ciągu stosowano szczepionki…

Podczas gdy dwie firmy farmaceutyczne, Merck i Parke-Davis, wycofały swoją szczepionkę przeciw polio w 1961 roku, urzędnicy NIH odmówili całkowitego wycofania reszty jej zapasów, obawiając się, że program szczepień straci reputację wśród Amerykanów, jeśli ci dowiedzą się, że zostali zainfekowani wirusem, który może wywoływać raka. W rezultacie w latach 1961–1963 miliony niczego niepodejrzewających Amerykanów otrzymało rakotwórcze szczepionki. Publiczna służba zdrowia ukrywała tę „tajemnicę” przez czterdzieści lat.

W sumie 98 milionów Amerykanów przyjęło zastrzyk potencjalnie zawierający wirusa wywołującego raka, który jest obecnie częścią ludzkiego genomu. W 1996 roku rządowi badacze zidentyfikowali SV40 w 23% próbek krwi i 45% próbek spermy pobranych od zdrowych dorosłych. Zakażonych jest 6% dzieci urodzonych w latach 1980–1995. Urzędnicy państwowej służby zdrowia podawali szczepionkę milionom ludzi przez wiele lat – już po tym, jak dowiedzieli się o zakażeniu. Zarazili ludzkość małpim wirusem i nie przyznali się do tego.

Obecnie SV40 jest używany w laboratoriach badawczych na całym świecie, ponieważ bardzo skutecznie wywołuje raka. Naukowcy używają go do produkcji szerokiej gamy nowotworów kości i tkanek miękkich, w tym międzybłoniaka i guzów mózgu u zwierząt. Nowotwory te pojawiły się w pokoleniu wyżu demograficznego, które w latach 1955–1963 otrzymało szczepionki Salka i Sabina przeciwko polio. Liczba nowotworów skóry wzrosła o 70%, chłoniaków i prostaty o 66%, a raka mózgu o 34%. Przed 1950 rokiem międzybłoniak występował u ludzi niezwykle rzadko – obecnie lekarze diagnozują go prawie u 3000 Amerykanów rocznie; 60% przebadanych guzów zawierało SV40”…

 

2021-02-22  Jeszcze o piłce

 

Wyobraź sobie dziecko z piłką; przypuśćmy, że ktoś mu powiedział, iż jest to jedyna piłka, jaką kiedykolwiek będzie się bawić. Naturalną, psychologiczną reakcją dziecka będzie obawa, że jeśli będzie się nią bawiło zbyt intensywnie lub odbijało ją zbyt często, albo jeśli ją przedziurawi, nigdy nie dostanie innej piłki. Lecz przypuśćmy, iż ktoś powie dziecku, że być może w przyszłym miesiącu, być może w przyszłym tygodniu, a może już za pięć minut dostanie nową piłkę, która nigdy się nie zniszczy, która zawsze będzie sprawiała mu przyjemność i którą nigdy się nie znudzi. Naturalną reakcją dziecka byłoby trochę mniej poważne traktowanie pierwszej piłki; zacznie ono bawić się nią z prawdziwą radością i nie przejmie się nawet wtedy, gdyby ktoś ją przedziurawił, ponieważ już wkrótce otrzyma nową piłkę, która nigdy się nie zniszczy.

Dzieckiem z jedną piłką jest współczesny poganin, który posiada tylko jedną piłkę w tym sensie, że ma tylko jedną sferę, jeden świat, jedno życie, jedną ziemię. Nie może cieszyć się ziemią tak bardzo, jak by tego pragnął, ponieważ musi wciąż się bać tego, iż ziemia zostanie mu zabrana. Nawet nie może znieść tego, że jego małą piłkę, ziemię, mogłoby dotknąć jakieś cierpienie lub ból, ponieważ jest to jedyna piłka, którą kiedykolwiek będzie się bawił. Tymczasem chrześcijanin, przeciwnie, jest tym, który wierzy, że pewnego dnia, być może już jutro, będzie miał inną piłkę, inny świat, inną sferę, inne życie. Dlatego może zacząć bawić się tą ziemią, cieszyć się jej monotonią i nawet zaakceptuje jej rysy, ponieważ wie, że już niedługo będzie miał inną piłkę – nowe życie, które nigdy się nie skończy ani nie znuży, ponieważ tym życiem jest życie wiecznego Boga, początek i koniec wszystkiego, co istnieje. (abp Fulton Sheen)

Powyższe słowa Sługi Bożego są dzisiaj niezwykle aktualne w kontekście p(l)andemii. Wielu „nakręconych” środkami masowego przekazu i wypowiedziami „ekspertów” (umieszczam to słowo w cudzysłów, bo trudno nazywać ekspertami tych, którzy co rusz zmieniają zdanie, np. w sprawie maseczek czy też niektórych leków – pewnie ich wypowiedzi są zależne od jakiegoś suflera albo od gotówki włożonej do kieszeni) traktuje swoje doczesne ciało jak jedyną piłkę, która trzeba chronić nawet przed sakramentami świętymi…

 

2021-02-22  Piłka 

 

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus była jeszcze za młoda, żeby wstąpić do wymarzonego zakonu, chcąc jednak otrzymać zezwolenie papieża, udała się do Rzymu. Leon VIII, nie uwzględnił jej prośby. Możemy sobie wyobrazić zmartwienie małej Teresy. Ale nie narzekała z tego powodu. W jednym ze swoich listów tak napisała:

Strapienie moje było wielkie: ale uczyniwszy wszystko, co ode mnie zależało, by odpowiedzieć głosowi Bożemu, przyznać muszę, że mimo łez wylanych, byłam zupełnie spokojna. Spokój spoczywał w głębi mojej duszy, choć gorycz zalewała serce… Jezus milczał... Zdawało się, że był nieobecny… Nic mi nie mówiło o Jego obecności. Wszystko się skończyło! Cel mojej podróży był chybiony. Nic mnie nie zajmowało!... W rzeczy samej, pomimo wszystkich zapór stało się, co Bóg chciał, nie według przewidzeń i rozrządzeń ludzkich, ale Jego woli.

Od pewnego czasu ofiarowałam się Dzieciątku Jezus, jako zabawka dla Niego, i prosiłam, aby się mną bawił, nie jak drogocennym darem, na który dzieci patrzą, nie śmiejąc go dotykać, ale jak piłką bez wartości, którą to rzuca się, podbija, odpycha, podnosi, przyciska do serca — wszystko według upodobania. Chciałam się stać rzeczywistą igraszką Jezusową, uległa Jego dziecinnym zachciankom. I wysłuchał mych życzeń! W Rzymie Dzieciątko Jezus wypuściło z rąk piłeczkę i zasnęło. Pojmujesz, droga Matko, boleść piłeczki, gdy się ujrzała na ziemi

 

2021-02-08  Autobiografia

 

Abp Fulton Sheen bardzo znamiennie rozpoczyna swoją autobiografię:

„Na samym początku muszę podkreślić, że to nie jest moja prawdziwa autobiografia. Tamta bowiem została napisana dwa tysiące lat temu… Ta dawna autobiografia była jak słońce. Im bardziej się od niej oddalałem, tym głębsze i dłuższe były cienie rzucane przede mną przez żale, wyrzuty sumienia i obawy. Kiedy się do niej przybliżałem, cienie padały za moimi plecami – nie robiły już tak niesamowitego wrażenia, ale wciąż przypominały o tym, czego nie udało mi się dokończyć… Tamta biografia to krzyż, czyli wewnętrzna historia. Nie ta jednak, która rozgrywa się na scenie czasu, lecz ta, która została zarejestrowana, nagrana i zapisana w Księdze Życia. Nie jest to autobiografia, którą wam opowiadam, lecz autobiografia, którą czytam samemu sobie. W koronie cierniowej widzę swoją pychę, w przebitych dłoniach – pazerność na ziemskie zabawki, w przebitych stopach – ucieczkę od pasterskiej troski, w zranionym sercu – zmarnowaną miłość, a lubieżne, cielesne pragnienia zwisają z Niego niczym fioletowe łachmany. Niemal za każdym razem, kiedy odwracam stronnicę tej księgi, boli mnie serce na widok tego, co eros zrobił z agape, (…) na widok tego, co rzekomy przyjaciel zrobił z Umiłowanym.

Były w tej autobiografii chwile, w których serce drżało mi z radości na myśl o zaproszeniu na Jego ostatnią wieczerzę. (…) Chwile, kiedy chwiejnym krokiem pomagałem Mu nieść krzyż na Wzgórze Czaszki; kiedy przybliżałem się o kilka kroków do Maryi, aby wyciągnąć miecz przeszywający Jej serce; kiedy miałem nadzieję, że upodobniam się do umiłowanego ucznia; kiedy cieszyłem się z przyprowadzenia pod krzyż innych Magdalen, aby stały się miłością (…); kiedy starałem się naśladować setnika i przykładałem chłodną wodę do spragnionych ust; kiedy jak Piotr biegłem do pustego grobu, aby później, nad brzegiem morza, mieć po tysiąckroć łamane serce, słysząc pytanie, które On zadaje mi wciąż na nowo: Czy Mnie kochasz? Oto są budujące chwile które można by spisać jako drugie wydanie mojej autobiografii… Niniejsze wydanie nie zawiera całej prawdy – całą prawdą są Blizny. Moje życie – takie, jak ja je widzę – jest połączone z krzyżem. Czytamy je tylko ja i mój Pan, a w miarę upływu lat coraz więcej  czasu spędzamy na wspólnej lekturze. Jego treść zostanie przedstawiona całemu światu w dniu sądu”. (Abp Fulton Sheen Skarb w glinianym naczyniu)

 

2021-01-23  Ojciec tysiąca sierot

 

Czy ksiądz może mieć dzieci? Nie powinien… Ale czasem zdarzają się nadzwyczajne sytuacje. Taka zdarzyła się w życiu niepozornego człowieka, księdza kapitana Franciszka Pluty, kapelana Armii Polskiej (utworzonej w Związku Sowieckim podczas II Wojny Światowej). Otóż, żeby nowe powojenne władze komunistyczne Polski nie zabrały dzieci do komunistycznych ochronek, które on wywiózł z terenu Związku Sowieckiego do Indii, adoptował je zgodnie z możliwościami, jakie dawało zwyczajowe prawo obowiązujące wówczas w Indiach. Pomógł mu w tym jeden z maharadżów. Podczas jednego, długiego posiedzenia sądu, które odbywało się w dużej sali udostępnionej przez zaprzyjaźnionego maharadżę, adoptował 1000 polskich dzieci!

Tę i wiele innych wzruszających historii z życia ojca Franciszka, skromnego kapłana, dwukrotnie skazanego na śmierć, ocalił od zapomnienia jego bratanek, Leonard Pluta w książce p.t. Ojciec tysiąca sierot. 570 stron przeczytałem w ciągu czterech dni. Książka, która w Polsce ukazała się w 2015 roku dziś jest już trudna do zdobycia, ale warto ją poszukać i przeczytać. Myślę, że współczesnemu człowiekowi, który już nawet z opowiadań nie zna tamtych czasów, poznanie ludzi, którzy zrobili wszystko (niektórzy zginęli), żeby ratować polskie dzieci z sowieckiego piekła, da wiele do myślenia. Dziś mamy wszystko, czego dusza zapragnie. Ale w jednym momencie możemy znaleźć się w podobnej sytuacji, jaka miała wówczas miejsce w Związku Sowieckim. I nie tylko tam… Musimy nauczyć się stawiać Boga na pierwszym miejscu! Być gotowym, jak Apostołowie, dla Chrystusa zostawić wszystko! Być gotowym pochylić się ze względu na Chrystusa nad ludzką nędzą, także tą ukrytą pod cielesną powłoką naszego wroga… Może to będzie ostatnia okazja, by zdobyć go dla naszego Pana. Czyż nie czynili tak wszyscy prawdziwi uczniowie Jezusa Chrystusa? Oto kilka zdań z pierwszych stron książki…

1 epizod

- Chcę, żebyś przewiózł grupę sierot do Indii – powiedział. [naczelny kapelan]

- Mam rozkaz wyruszenia z 6 Dywizją – odpowiedział ksiądz.

- Ja mam dla ciebie nowe rozkazy – rzekł dziekan z naciskiem.

- Nie lubię dzieci. Nie radzę sobie z nimi – odparł ksiądz z nadzieją, że to zakończy sprawę.

- Franku – ciągnął dziekan – ja ci nie każę ich lubić. Rozkazuję ci, żebyś zaopiekował się nimi jak swoimi. To znaczy… jakby były dziećmi twojego brata lub siostry – dodał. – Jesteś dobrym księdzem. Mam do ciebie pełne zaufanie. Te dzieci przeszły przez prawdziwe piekł. Potrzebuję kogoś, kto pokaże im, że Bóg ciągle istnieje i że On tu rządzi, a nie jacyś cholerni komuniści. Ty jesteś do tego odpowiednim człowiekiem…

2 epizod (ks. Franciszek w gułagu)

- Towarzysze – zagrzmiał wielkolud – są trzy drogi wyjścia z tego obozu. Tylko trzy. Może was przygnieść drzewo ścinane w lesie, możecie utonąć podczas spławiania bali albo umrzeć z głodu i choroby. Radzę wam dobrze, towarzysze, wybierzcie którąś z dwóch pierwszych dróg.

Więźniowie z przerażenia zamarli w bezruchu. Nie, jako ksiądz nie pozwoli, by ten olbrzym odebrał im wszelką nadzieję na przeżycie. Ten brutal z góry skazywał ich na śmierć. Musiał coś do nich powiedzieć.

- Jeśli taka wola Boga, niech tak się stanie -rzekł.

- Coście powiedzieli? – wrzasnął olbrzym, rozjuszony tym, że ktoś ośmielił się odezwać w jego obecności.

- Jeśli Bóg tak chce, niech tak będzie – powtórzył ksiądz, zadzierając głowę wysoko, by spojrzeć olbrzymowi prosto w oczy.

Brygadier zbliżył się do niego powoli, pochylił głowę i krzyknął: - Waszego Boga tu nie ma, towarzyszu! Ani tu, ani w całym Związku Sowieckim. W tym obozie ja jestem waszym Bogiem. Rozumiecie, towarzyszu?!

- Mój Bóg jest tutaj – odpowiedział ksiądz, wskazując na serce. – Nie potrzebuję waszego.

Zamknął oczy, przekonany , że zostanie zabity jednym ciosem, ale nic takiego się nie stało. Tego wieczoru więźniowie dziękowali mu, że postawił się olbrzymowi. Dało im to iskierkę nadziei. Dwa tygodnie później, kiedy spał na swojej pryczy, usłyszał szept.

- Franciszku Janowiczu, czy to prawda, że Bóg istnieje?

Otworzył oczy. To brygadier zwrócił się do niego w tradycyjny rosyjski sposób…

[Ta historia zakończyła się nawróceniem – rozmowa, spowiedź w głębi tajgi…]

 

2021-01-23  Moralność szczepionek na COVID

 

Wydaje się, że w zdecydowanej mniejszości są ci, którzy uważają, że wprowadzone do obrotu szczepionki mające uodpornić człowieka na wirusy powodujące Covid-19, można przyjmować z czystym sumieniem. Czy na pewno?

Na stronie LifeSiteNews można przeczytać wywiad z Pamelą Acker, która pracowała w laboratorium zajmującym się szczepionkami i przestała tam pracować właśnie ze względu na swoje wątpliwości natury etycznej. Stało się to wtedy, gdy miała brać udział w projekcie związanym z komórkami HEK-293: Kiedy wyraziłam swoje obawy mojemu głównemu badaczowi, doprowadziło to do końca mojej kariery w jego laboratorium… Dalej cytuję Pamelę Acker (fragmenty, całość można przeczytać tutaj: https://www.lifesitenews.com/opinion/a-hill-worth-dying-on-expert-explains-how-aborted-baby-cells-taint-covid-vaccines ):

„Obie szczepionki [tzn. Pfizer i Moderna – przyp. red.] zostały wykonane przy użyciu techniki biotechnologicznej, która umożliwia syntezę kwasów nukleinowych w laboratorium. Tak więc wiele osób próbuje argumentować, że są moralne, ponieważ wytworzone mRNA nigdy nie dotykało komórek płodowych. Ale to nie wszystko, jeśli spojrzeć na sposób, w jaki te szczepionki zostały opracowane… Zanim zamierzy się wstrzyknąć to mRNA człowiekowi, aby zobaczyć, czy można zmusić ludzkie komórki do wytworzenia białka koronawirusa, trzeba to przetestować w hodowli komórek w laboratorium. Komórki, na których to testowano, to były komórki HEK-293. Wszystko to zostało opublikowane w literaturze… Te rzeczy również muszą przejść testy kontroli jakości. Tak więc za każdym razem, gdy robię kolejną partię mRNA, która jest syntetyzowana przy użyciu techniki laboratoryjnej, muszę przetestować i upewnić się, że nadal są żywotne… Tak więc testy z tymi komórkami płodowymi mogą w rzeczywistości trwać przy produkcji tych szczepionek…

Myślę, że wiele osób ma wrażenie: „Cóż, to było jedno dziecko zabite w latach siedemdziesiątych XX wieku… Czym jest dokładnie HEK-293? HEK oznacza Human Embyonic Kidney, ale 293 oznacza, że jest to 293 eksperyment, który ten konkretny badacz zrobił, aby rozwinąć linie komórkowe. Nie oznacza to, że było 293 aborcji, ale do 293 eksperymentów potrzeba znacznie więcej niż jednej aborcji. I mówimy prawdopodobnie o setkach aborcji. Dokonano tego przy współpracy niektórych szpitali… Gdy próbujesz wyhodować komórki w laboratorium, przechodzą one przez proces zwany unieśmiertelnieniem… Unieśmiertelnione linie komórkowe często otrzymują geny sprzyjające rozwojowi raka, które zakłócają działanie genów supresorowych raka lub genów supresorowych guza. [zadaniem genów supresorowych jest utrzymanie stabilności genetycznej komórki – przyp. red. Skąd tyle raków i guzów? Może właśnie stąd? – przyp. red].

Inne pytanie, które ludzie zadają, brzmi: „Cóż, dlaczego HEK-293 nie mogło być po prostu spontaniczną aborcją?”… Mamy wszelkie powody, by sądzić, że to faktycznie aborcja planowa, która została wykonana celowo, ponieważ badacze stwierdzili, że „musisz mieć tkankę w ciągu około pięciu minut od aborcji, aby była optymalnie żywotna, a jeśli poczekasz godzinę, jest bezużyteczna”. Jeśli mówimy o poronieniach samoistnych, to dziecko umiera na długo przed usunięciem tkanki płodu z ciała matki… Więc to musiało być dziecko, które zostało poddane aborcji i [lakarze] wiedzieli, że ta tkanka zostanie wykorzystana do badań… Ponieważ jest to robione do celów badawczych, więc faktycznie [matki] będą rodzić te dzieci przez cesarskie cięcie, w niektórych przypadkach dzieci wciąż żyją, gdy naukowcy zaczynają pobierać tkankę. Do tego stopnia, że ich serce wciąż bije i na ogół nie podaje się im żadnego środka znieczulającego, ponieważ mogłoby to zakłócić komórki, które naukowcy próbują wyodrębnić. Więc usuwają tę tkankę, gdy dziecko żyje i odczuwa ogromny ból”…

 

2021-01-23  Wzmaga się prześladowanie chrześcijan

 

19 stycznia Matka Najświętsza powiedziała do Gizeli Cardia w Trevignano Romano (nie ma obowiązku wiary w te objawienia) min.: Moje wędrujące dzieci, które nie znajdują światła, a mimo to wielu nie słucha mojego słowa, nie docenia mojej pomocy tak bardzo, że szydzą z moich orędzi dla zbawienia ludzkości. Dzieci, mieliście czas na dokonanie wyboru, i gdy patrzę w serca wielu moich dzieci, płaczę z bólu, a serce mojego Syna krwawi. Dzieci, teraz zobaczycie to, czego nigdy nie chciałam, żeby wasze oczy zobaczyły: bardzo silne trzęsienia ziemi, burze, tsunami i wojny, ponieważ nie słuchaliście moich słów! Jesteście zniewoleni, prześladowani za wiarę, jednak wszystko przebiega tak, jakby było normalnie.. Moje dzieci, wojna, której jesteście świadkami, nie dotyczy bomb, ale jest to raczej silna wojna wewnętrzna. Módlcie się za Kościół, który ulegnie zniszczeniu przed swoim odrodzeniem.

Czy powyższe słowa to tylko niepotrzebne straszenie czy wiadomości chorej wyobraźni Gizeli Cardia? Na katolickich stronach internetowych czytamy (i to już jest faktem), że w roku 2020, w porównaniu do roku poprzedniego aż o 19% wzrosła skala prześladowań chrześcijan na świecie. Przemocy doświadczyło aż 309 milionów wyznawców naszego Pana, Jezusa Chrystusa. O 60% wzrosła ilość zabójstw na tle religijnym. Za wiarę zginęło 4761 osób. Według Open Doors, po raz pierwszy zdarzyło się, by we wszystkich 50 państwach znajdujących się na czele listy poziom agresji wobec chrześcijan był „bardzo wysoki”… Kto jest agresorem? W Afryce muzułmanie, w Azji reżimy komunistyczne, a w Europie odradzająca się lewica (czyli komunizm ubrany w nową szatę).

Można dyskutować, czy tzw. „pandemia” jest również okazją do odbierania wierzącym w Boga przyrodzonego prawa uczestniczenia w liturgii. Moim zdaniem – tak. To tylko moje zdanie i można się z nim nie zgadzać. Owszem, uważam, że obecne restrykcje, które mają miejsce w wielu krajach świata, wykraczają poza ramy troski o zdrowie obywateli. Zresztą niektórzy nie kryją się z tym i głośno mówią, że to jest świetna okazja do „wielkiego resetu”…

 

2021-01-13  Stopnie pokory

 

Św. Ignacy z Loyoli rozróżnia trzy stopnie pokory. Pierwszy polega na zupełnym poddaniu się prawu Bożemu tak dalece, aby żadne ofiary, żadne groźby nie zdołały nas nakłonić do złamania ani jednego z przykazań Boskich i kościelnych, obowiązujących nas pod grzechem śmiertelnym. Drugi polega na zupełnej obojętności co do wszystkich rzeczy tego świata, tak dalece, abyśmy byli równie obojętni na bogactwo i ubóstwo, na cześć i poniżenie, na zdrowie i cierpienie, na życie i śmierć, jeżeli w tym wszystkim widzimy równą chwałę Bożą i równy owoc zbawienia dla nas i dla naszych bliźnich, i abyśmy woleli raczej żyć w ubóstwie, w cierpieniu i w poniżeniu, aniżeli dla wszystkich bogactw, rozkoszy i chwały tego świata dopuścić się choćby tylko jednego grzechu powszedniego. Trzeci i najwyższy stopień polega na tym, abyśmy przy równej chwale i przy równym bezpieczeństwie co do zbawienia woleli raczej być ubodzy, cierpiący i poniżeni, aniżeli być we czci u ludzi, opływać w bogactwa i rozkosze świata, a to jedynie dla tym bliższego podobieństwa z Chrystusem.

1 stopień - Dusza pokorna uznaje, że jest nicością i sama z siebie nic nie ma, że wszystko, co posiada, ma od Boga, a ma po to, aby Boga w sobie uwielbić. Stąd uniża się zawsze przed Bogiem, jako nicość przed Stwórcą nie przypisuje sobie niczego i nie szuka z niczego chwały, lecz wszelką chwałę odnosi do Boga. Cóż masz, czego byś nie otrzymał? - pyta cię Apostoł - A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał? (1 Kor 4, 7). Jeżeli zaś wszystko jest Boże, wówczas ze wszystkiego chwała Bogu i tylko Bogu się należy. Stąd nie przywłaszczaj sobie niczego i w niczym nie szukaj swojej chwały, bo inaczej okradałbyś Boga samego. Wprawdzie Pan Bóg nie potrzebuje chwały od stworzeń, jak i samych stworzeń nie potrzebował, lecz słusznie jej od nich wymaga, bo On powinien być celem dla wszystkich, gdyż jest początkiem wszystkich. Szczególnie żąda tej chwały od duszy rozumnej i czyni z nią niejako umowę: Oto daję ci, duszo, tyle a tyle darów do używania - bo jednej daje mniej, drugiej więcej - a za to płacić mi będziesz małą daninę, to jest uznasz Mnie zawsze Panem tych darów i wszelką chwałę z nich wynikającą odniesiesz do mnie, podczas gdy wszelki „zysk” należeć będzie do ciebie. Gdy będziesz wierną tej ugodzie, pomnożę te dary na ziemi, w wieczności zaś wraz z „zyskiem” dam chwałę. Jeżeli się sprzeniewierzysz, wtenczas utracisz i zysk, i chwałę, i same dary.

2 stopień - Dusza pokorna nie tylko gardzi sobą, nie tylko nie narzeka i nie mści się, gdy ją ludzie poniżają, ale nadto przyjmuje chętnie upokorzenia. Pragnie bowiem, aby wszyscy mieli o niej to samo przekonanie, jakie ona sama ma o sobie. Nie należy tego tak rozumieć, jakoby upokorzenia sprawiały wtenczas przyjemność, bo one są zawsze wstrętne dla miłości własnej. Jednak wola, wsparta łaską Bożą, nad miłością własną odnosi świetne zwycięstwo i mimo oporu zepsutej natury znosi chętnie poniżenie. Podobne usposobienie jest probierczym kamieniem pokory. Jeżeli - mówi św. Alfons - jakaś osoba, pragnąca żyć doskonalej, wiele się modli, często pości i chętnie przystępuje do Komunii św., ale przy tym nie może znieść małej urazy lub krzywdzącego słowa - cóż to oznacza? Oto nic innego, jedynie to, że jest próżną trzciną, to jest, że nie ma pokory, a tym samym nie ma prawdziwej cnoty. Potwierdza to również św. Tomasz: Gdy widzicie, że ktoś szuka chwały i zaszczytów, a stroni od upokorzeń i oburza się na wszelką przykrość lub zniewagę, bądźcie pewni, że mu daleko do doskonałości, chociażby nawet czynił cuda. Stąd święty Antoni pustelnik, chcąc wypróbować pewnego mnicha, którego uważano za świętego, dał mu ojcowskie upomnienie. Widząc zaś, że tenże się oburza, taki sąd o nim wydał: Podobny on jest do pałacu pięknego i bogatego z zewnątrz, ale wewnątrz obrabowanego przez zbójców. Jeżeli zatem chcesz nabyć prawdziwej pokory, znoś chętnie upokorzenia, jakie pochodzą od Boga albo od ludzi, bo one są młotem druzgocącym miłość własną.

3 stopień - Dusza doskonale pokorna nie tylko znosi cierpliwie upokorzenia, ale nadto gorąco ich pragnie. Gdy się same nasuwają, cieszy się z nich i dziękuje tym, którzy są ich sprawcami. Jeżeli upokorzenia same się nie nadarzają, ubiega się o nie, bo jej największym szczęściem jest być poniżoną, wzgardzoną, zdeptaną, aby tym sposobem stać się podobną do Tego, który dla niej stał się „pośmiewiskiem i wzgardą pospólstwa”. Czytaj żywoty świętych, a przekonasz się, że nigdy ludzie dumni nie szukali tak skwapliwie sławy i zaszczytu, jak święci wzgardy i poniżenia. Jeżeli zapytasz, co im dało takie zwycięstwo nad naturą, zawsze i wszędzie żądną czci ludzkiej, odpowiem: wielka miłość ku Chrystusowi i pragnienie naśladowania Jego pokory.

W szczególności gdy świętych ma spotkać chwała, starają się obrócić ją we wzgardę. Do świętego opata Symeona miał przybyć starosta prowincji z licznym orszakiem, aby ujrzeć sławnego męża i wyjednać sobie jego błogosławieństwo. Kazano Symeonowi godnie przygotować się na przyjęcie tak zacnego gościa. I rzeczywiście przygotował się, bo wziąwszy kawał chleba i sera, usiadł na progu i począł żarłocznie zajadać, nawet wtenczas, gdy starosta już się zbliżył. Widząc to, gość wzgardził Symeonem jako prostakiem i głupcem i odszedł, zostawiając go w niewypowiedzianej radości, że zamiast czci doznał wzgardy.

Po drugie, święci uciekają stamtąd, gdzie ich cześć otacza, a biegną tam, gdzie mogą doznać poniżenia. Oto dzielny rycerz i znakomity książę akwitański, Wilhelm, zamienia miecz na różaniec, a purpurę książęcą na habit zakonny. Władca rozległego kraju pada do stóp opata i prosi, aby go przyjęto do grona braci, a gdy życzenie jego spełniono, podejmuje dobrowolnie najniższe posługi. Sami zakonnicy nie mogli się powstrzymać od wzruszenia, widząc, jak ta ręka, która w tylu bitwach nosiła zwycięski sztandar Karola Wielkiego, teraz podaje półmiski, wyciera garnki i myje podłogę. Inny książę francuski, Karloman, porzuca tron swoich przodków i ucieka do klasztoru na Monte Cassino, gdzie nieznany pełni najniższe czynności i często odbiera policzki od zuchwałej służby.

Kiedy zaś święci doznają zawstydzenia lub obelgi, cieszą się niewymownie i dziękują krzywdzicielom. Tak Apostołowie, idąc od rady żydowskiej, gdzie ich obito rózgami, cieszyli się, że byli godni cierpieć dla imienia Jezusowego. (św. Józef Sebastian Pelczar Życie duchowe)

 

2021-01-13  Czym jest pokora?

 

Nie ma cnoty bardziej niedostępnej dla rozumu, trudniejszej dla woli niż pokora. Nieznana w świecie pogańskim nawet z nazwy, przyszła ona na świat z Jezusem Chrystusem, który się nią przyodział jakby szatą, aby ją uszlachetnić i miłą uczynić dla ludzi.

Na czym polega? Na poznaniu i umiłowaniu własnej niskości, czyli - jak mówi św. Bernard - „pokora jest to cnota, przez którą człowiek w prawdziwym poznaniu siebie sobą samym gardzi”. Stąd aby pokora była cnotą, potrzeba dwóch warunków: poznania siebie i pogardy dla siebie, czyli - jak mówi tenże święty - dwie rzeczy schodzą się w pokorze: prawda i cnota. Prawda jest przedsionkiem, cnota świątynią, prawda fundamentem, cnota budową. Pierwsza objawia człowiekowi jego nicość i nędzę, druga uczy człowieka miłować swoją niskość. Pierwsza ma siedzibę w rozumie, druga w sercu i woli. „Pierwsza, czyli pokora rozumu, nie jest zbyt rzadka, mało jest bowiem ludzi, którzy by nie znali swego początku. Druga natomiast, czyli pokora woli, rzadko się w kimś znajduje, bo mało jest takich, którzy by mieli upodobanie w upokorzeniach”. Poznanie siebie nie jest jeszcze cnotą, ale środkiem do nabycia cnoty. Ono bowiem przy pomocy łaski Bożej skłania duszę do uniżania się przed Bogiem i ludźmi, jak też do umiłowania własnej niskości, aby przez to Pana Boga uwielbić, czyli pokora rozumu prowadzi do pokory woli. (św. Józef Sebastian Pelczar Życie duchowe)

Do góry

 

2021-01-09  Przypowieści chrzcielne

 

>Pewien misjonarz wspominał chrzest pewnego starego Chińczyka. Ów Chińczyk płakał jak małe dziecko ze szczęścia. Ile razy po chrzcie św. pytali go ludzie, ile ma lat, odpowiadał: Mam dopiero rok. Kiedy oburzali się na niego, że stroi sobie z nich żarty, odpowiadał ze smutkiem: Mam 81 lat. Ale cóż, 80 lat żyłem w grzechach bez chrztu świętego. Lata te są stracone dla mojej wieczności. Dopiero minął rok, jak mam w sobie nowe, Boże życie, jak jestem dzieckiem Bożym.

>Za czasów Dioklecjana, gdy chrześcijanie byli okrutnie prześladowani, pewien pogański aktor imieniem Genezjusz publicznie wyśmiewał w teatrze sakramenty św. i chrzest. A oto w pewnej chwili otrzymał na scenie, w czasie swojego bluźnierczego przedstawienia widzenie. Pokazuje mu się chrzcielnica, a nad nią widzi olbrzymią kartę z wypisanymi wszystkimi swoimi grzechami. Bardzo się przeraził. Zobaczył dalej jak jakaś tajemnicza ręka spuszcza tę kartę do wody chrzcielnej i ją w niej zatapia. Kiedy owa ręka wyciągnęła ja z powrotem, karta była zupełnie czysta… Genezjusz na oczach publiczności nawrócił się i zawołał, że chce przyjąć chrzest, że wierzy w Jezusa Chrystusa. Genezjusz poniósł śmierć męczeńską i został wpisany do katalogu świętych Kościoła katolickiego.

>Pewnego dnia św. Piotr Klawer ochrzcił umierającego Murzyna (za swojego życia stał się „niewolnikiem” niewolników murzyńskich w Ameryce Południowej). Po chrzcie poprosił małego chłopca, by odniósł wodę święconą do pobliskiego kościółka. Murzynkowi nie bardzo chciało się odnosić wodę, więc wylał ją pod uschłe drzewo. Jakież było zdumienie jego i innych świadków, gdy drzewo stało się na powrót zielone… Św. Piotr Klawer skorzystał z cudu zdziałanego przez Boga, by powiedzieć zebranym, jak wielką moc ma woda chrzcielna dająca zupełnie nowe życie, Boże życie.

 

2020-12-03  Non possumus!

 

- Tak powinni zawołać biskupi krajów, w których władze zabroniły sprawowania liturgii lub mocno to niezbywalne prawo Kościoła ograniczyły. Pisali o tym niektórzy kardynałowi i biskupi jeszcze w maju tego roku. Duchowni na czele z byłym nuncjuszem papieskim arcybiskupem Carlo Maria Viganò i kardynałami Gerhardem Müllerem, Josephem Zen oraz Janisem Pujatsem przypomnieli politykom na całym świecie, iż państwo nie ma prawa ingerować z jakiegokolwiek powodu w suwerenności Kościoła. Ta autonomia i wolność są wrodzonym prawem, które nasz Pan Jezus Chrystus dał Kościołowi w dążeniu do własnych celów. Dlatego jako pasterze stanowczo zapewniamy sobie prawo do samodzielnego decydowania o sprawowaniu Mszy świętej i sakramentów, tak samo domagamy się całkowitej autonomii w sprawach podlegających naszej bezpośredniej jurysdykcji, takich jak: normy liturgiczne i sposoby udzielania Komunii oraz sakramentów. Gorzej, gdy to sami biskupi domagają się zamykania świątyń lub nie przeciwstawiają się władzom wchodzącym na teren ich jurysdykcji.

 

2020-11-28  Czego chce od nas Pan Jezus?

 

Świat jest Mój, choć zbezczeszczony przez szatana pychy i próżności. Pragnę świętości życia w świecie w zespoleniu z wolą i miłością Moją. Tak, jak niemowlę nie może żyć bez matki, tak dzieci Moje nie powinny pragnąć niczego poza Mną i wolą Moją. Nie chcę ceremoniału i zwracania się do Mnie wargami. Nie chcę waszych ludzkich inicjatyw i działań. Nie chcę waszych, przez was wymyślonych, umartwień dla Mnie. Chcę waszej miłości i poddania się woli Mojej. Tylko taka wiara i współżycie ze Mną ocali was w dniach zagłady i oczyszczenia. (…) Chcę was przygotować, byście przylgnęli do Mnie i dochowali Mi wierności w dniach, gdy niebo zapłonie, a ziemia nieść będzie zagładę. Chcę, abyście umieli kochać Mnie i ufać Mi, gdy świątynie Moje legną w gruzach, a kapłani Moi się rozpierzchną. Chcę, abyście wtedy potrafili przyjąć wszelki ucisk i cierpienie dla miłości Mojej i wiernie trwali na modlitwie, i aby w sercach waszych składana była ofiara eucharystyczna Mojego Syna. (…) Nie trwóż się – wszak Moją jesteś i nic nie stanie się bez Mojej woli. (Alicja Lenczewska, Świadectwo nr 903)

 

2020-11-24  Zniszczenie Kościoła?

 

Kiedy Napoleon uwięził Piusa VII i zamknął go w Fontainebleau, niedaleko Paryża, chciał wymusić na papieżu podpis pod pewnym dokumentem. Pius VII wzbraniał się i nie ustępował. Był to czas, kiedy Napoleon znajdował się u szczytu swojej władzy i potęgi. W pewnej chwili, kiedy mimo różnych nacisków i presji Pius VII się nie poddawał, rozwścieczony Napoleon zagroził, że zniszczy Kościół. Obok papieża stał kardynał Consalvi. Słysząc krzyki i groźby cesarza, powiedział: Ależ Wasza Wysokość, my, księża i biskupi, próbowaliśmy to zrobić przez tysiąc osiemset lat i nam się nie udało. (anegdotka przytoczona przez bpa A. Schneidera w książce Wiosna Kościoła, która nie nadeszła)

 

2020-11-23  Dni ciemności i dni czystej miłości

 

Wiemy, że o dniach ciemności, po których ma nastąpić jeszcze na tej ziemi czas wypełniony Bożą miłością, mówiło wielu mistyków, świętych i błogosławionych Kościoła katolickiego. Wyraźny ślad zapowiadanych wydarzeń znajdujemy również w słowach wypowiedzianych przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, do Alicji Lenczewskiej. W Słowach Pouczenia, pod datą 20.02.1990 roku, mistyczka zapisała następujące słowa:

„Straszny jest świat depczący Moją cierpiącą Miłość. (…) Świat ukrzyżował Mnie powtórnie w sercach Moich dzieci. Gdy Moja agonia w świecie dobiegnie końca przyjdą dni ciemności, by pochłonąć tych, którzy Mnie ukrzyżowali. I zrzuci ziemia z siebie plugastwo grzechu. Spali ogniem i zmyje wodą. I nastanie świt Zmartwychwstania mojego i jasny dzień zmartwychwstania miłości. Świat wypełniony będzie Miłością Zmartwychwstałą – czystą, świętą. W niej żyć będą Moje dzieci Miłości Czystej, dzięki tym, którzy umrą za ich ocalenie. I żyć będą w miłości dzięki tym, którzy w bólu oddadzą życie dla Miłości”.

 

2020-11-23  bł. Michał Pro do sparaliżowanych covidowym strachem

 

Bł. Michał Pro, kapłan i męczennik meksykański powinien zawstydzić tych, którzy dzisiaj bardziej troszczą się o zdrowie ciała niż o zdrowie nieśmiertelnej duszy. Powinni zawstydzić się redaktorzy portalu jezuickiego Deon.pl i dr Joanna Uchańska, która w publikowanym na łamach tegoż portalu (katolickiego?) stawia pytanie „Dlaczego Episkopat Polski jeszcze nie zamknął kościołów?” (oczywiście z powodu COVID-19). Nawiasem mówiąc, bł. Michał, patron dnia dzisiejszego był jezuitą i cena, jaką mógł zapłacić za potajemne odprawianie Mszy św. i udzielanie sakramentów świętych w czasach masońskiego terroru, jaki panował w Meksyku w latach 20. XX wieku, była najwyższa! I zapłacił tę cenę… Nie „podkładał się” bezmyślnie prześladowcom, ale nie siedział w domu kuląc się ze strachu. W jednym ze swoich listów (dzisiejsza brewiarzowa Godzina Czytań) napisał min.:

„Położenie tutaj jest pełne niebezpieczeństw i dobrze pamiętam, że Pan polecił, byśmy sobie wzajemnie spieszyli z pomocą, jeżeli chcemy, żeby On nam pomocy udzielił. Tymczasem daje się tu odczuć ogromny brak pomocy duchowej, codziennie bowiem dowiadujemy się o tych, którzy umierają bez sakramentów, a nie ma ani jednego kapłana, który by odpowiedział na tę potrzebę, ponieważ wielu z nich się ukrywa ze strachu lub z posłuszeństwa. Oczywiście mógłbym w miarę moich możliwości wziąć się za to, nie tak jak dawniej co prawda, tylko ostrożnie i rozważnie, tak jednak, by się nie wydawało, że postępuję nieroztropnie. Mój przełożony jednak trzęsie się ze strachu i ilekroć rozmawiamy na któryś z tych tematów, obawia się najgorszego. A mnie się wydaje, że istnieje coś pośredniego między nierozwagą i strachem, podobnie jak istnieje coś pośredniego między najwyższą roztropnością a zuchwałością. I to przedstawiłem, ale on powiada, że powinienem zadbać o własne życie. A cóż to jest moje życie? Czyż jeżeli je złożę w ofierze za moich braci, to nie przyniesie ono wielkich korzyści? Z pewnością nie powinno się życia tracić głupio, ale jakże to będziemy mieć w pamięci, że jesteśmy synami Ignacego, jeżeli się wycofamy, kiedy się pojawi pierwsze niebezpieczeństwo? Nie mówię tego o wszystkich, bo przecież jest bardzo wielu takich, od których przyszłość zależy i których z tego powodu ostrożnie trzeba zachować, ale kto mnie jutro potrzebował będzie lub kto mnie będzie pragnął? Niebezpieczeństwa, na które jesteśmy narażeni, nie tylko zwiększyły liczbę katolików, ale dały nam męczenników... Zwycięstwo zatem nie jest odległe!...”

 

2020-11-20   Wymiar demoniczny COVID-19

 

Około rok temu zdiagnozowano u mnie ALS (stwardnienie rozsiane boczne – przyp. red.). Wiele mi ta choroba odebrała, na przykład zdolność składania Najświętszej Ofiary, karmienia się czy chodzenia. Chociaż odebrała mi wiele i zabierze jeszcze więcej, nie może odebrać mi świętego kapłaństwa… Jednym ze sposobów, w jaki mogę nadal głosić i nauczać, jest pisanie. I chociaż nie mogę używać rąk, mogę korzystać z komputera, który korzysta z funkcji śledzenia wzroku do pisania. Piszę zatem w wolności wynikającej ze świadomości, że nie mam nic do stracenia oprócz nieba.

Te słowa powstały jako refleksja na temat moich doświadczeń z COVID-19, zwłaszcza pobytu w szpitalu… Zrozumiałem, że Pan prosi mnie, abym odważnie przemawiał, zwłaszcza do moich kolegów duchownych, aby wezwać ich do życia kapłaństwem bez strachu i kompromisów w tych ciemnych dniach. Zwracam się więc do moich braci kapłanów, do wszystkich biskupów, a także do świeckich. Potraktujcie to jako list otwarty, a może jak kazanie w formie pisemnej.

Moje własne doświadczenia z wirusem COVID-19 wiele mnie nauczyły, ale najważniejsze jest to, że zjawisko COVID jest przede wszystkim duchową rzeczywistością. Nie zrozumcie mnie źle. To bardzo prawdziwy wirus. Chciałbym jednak podkreślić, że nasz odwieczny wróg, diabeł, jest oportunistą i wykorzysta każdą okazję, by użyć czegoś takiego przeciwko nam.

Kiedy po raz pierwszy zachorowałem na COVID, wydawało mi się, że uszło mi to lekko. Ale nie wiedziałem, że tak się nie stanie. Poczułem, jak ogarnia mnie demoniczna dezorientacja. To było coś, czego nie czułem od bardzo dawna. Nawet w środku mrocznych dni, kiedy zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Po raz pierwszy wydawało mi się, że tracę spokój... Widzicie, to, czego szatan pragnie bardziej niż czegokolwiek, to to, żebyśmy, ty i ja, byli w piekle na całą wieczność. Wie, że jednym z najlepszych sposobów, aby nas tam wepchnąć, jest doprowadzenie nas do izolacji, lęku, rozpaczy, braku wewnętrznej wolności, a co najbardziej podstępne, do oddzielenia nas od środków naszego zbawienia, czyli sakramentów. Tak, uważam, że to dzieło diabła. To właśnie robi diabeł i na tak wiele sposobów Kościół i jego przywódcy w tym mu pomagają. Najwyższy czas to zatrzymać. Więc jakie jest rozwiązanie? Cóż, jeśli chodzi o walkę duchową, musimy zwalczać ogień ogniem. Jeśli Szatan podkręca temperaturę, my też. Musimy użyć każdej broni w naszym arsenale.

Jednym ze sposobów, jakie nasz Pan użył w stosunku do mnie, kiedy zacząłem czuć się zdezorientowany, jest to, że mądrze usunął mnie z niepokoju. Wymagało to ode mnie pójścia do szpitala, z pewnością nieprzyjemny sposób na znalezienie spokoju, ale bardzo skuteczny. Żadnego telefonu, żadnego komputera, żadnego Facebooka, żadnego wysysającego duszę Twittera, ani nawet dobrej książki, która mogłaby zająć mój umysł. Ten duchowy detoks był dokładnie tym, czego potrzebowałem. Zmusiło mnie to do skupienia się na Jezusie i tylko na Nim. Diabeł tego nienawidzi, dlatego musimy to zaakceptować. Potrzebujemy wielkiego odłączenia się od świata i wielkiego ponownego połączenia z Jezusem. Będzie to wymagało Krzyża, ale bez tego będziemy podążać ścieżką demonicznej dezorientacji, na którą nie możemy sobie pozwolić.

Kolejna część rozwiązania spada wprost na barki księży, a zwłaszcza biskupów. To jest część listu, która może wpędzić mnie w kłopoty, ale trzeba to powiedzieć, więc z miłości do Świętej Matki Kościoła i z miłości do dusz, w tym dusz kapłanów i biskupów, kieruję wyzwanie… Choć może wyzwanie to nie jest właściwe słowo. Jest to raczej prośba, abyśmy szczerze podjęli naszą misję otrzymaną od Chrystusa bez ociągania, doskonale wiedząc, iż oznacza to, że będziemy musieli wejść na drzewo Krzyża. Przecież bracia, czy nie dlatego zostaliśmy kapłanami? Czy nie chodziło o to, aby stać się  z Jezusem kapłanem i ofiarą? Czy nie chodziło o to, aby ratować dusze, nawet jeśli oznaczałoby to przelanie naszej życiowej krwi? Jeśli to nie jest powód naszego istnienia, to po co to wszystko? Niezły dochód na całe życie? Bezpieczeństwo pracy? Emerytura? Dobre programy diecezjalne? Nie, zdecydowanie nie po to nasz Pan nas powołał. Ale wielu z nas tak właśnie działa. Zamiast ratować dusze, używając wszelkich dostępnych nam środków, działamy jak najemnicy, którym bardziej zależy na utrzymaniu spokoju niż wzywaniu ludzi do nawrócenia… Szczególnie biskupi odgrywają tutaj ważną rolę. W walce o dusze są generałami. Idą pierwsi. Jeśli mają w sobie siłę, by rzeczywiście przyjąć Krzyż i wejść na niego, kapłani pójdą za nimi, a także świeccy, ale biskup MUSI iść pierwszy!

Po pierwsze, jeśli uważamy, że COVID jest używany przez Szatana, żeby ciągnąć dusze do piekła, to konfrontacja z tym problemem musi być priorytetem numer jeden. Biskupi mają ogromny autorytet, jeśli chodzi o wyrzucanie demonów. Jako następcy Apostołów mają w swojej diecezji pełną władzę nad diabłem i jego sługami. Nie powinno być dosłownie nic, co by powstrzymało biskupa od egzorcyzmowania swojej diecezji, poza oczywiście strachem, że ludzie pomyślą, że jest szalony…

Cierpimy na poważny brak tożsamości katolickiej. Czy jest lepszy przejaw autentycznej tożsamości katolickiej niż biskup otoczony swoimi kapłanami i świeckimi, którzy śmiało i nieustraszenie stawiają czoła złu? Jasne, niektórzy powiedzieliby, że biskup jest szalony, ale który biskup dba o to, co myślą ludzie, kiedy w grę wchodzą dusze?...

Muszę powiedzieć jasno: moja krytyka nie dotyczy biskupów i księży, którzy robili wszystko, co mogli, aby udzielać sakramentów, ale raczej tych, którzy, bez ducha walki, bez nadprzyrodzonej wiary, natychmiast skapitulowali przed tym, co osoba z podstawowym poczucie wolności może uznać za naruszenie praw Kościoła. Żaden rząd nie ma prawa mówić Kościołowi Chrystusowemu, jak, gdzie, kiedy i ilu ludzi może oddawać cześć Bogu. Moją krytykę kieruję do tych biskupów i księży, którzy woleli raczej zdobyć przychylność w oczach świata, którzy woleli się dogadać, którzy woleli ukryć się ze strachu, zamiast odważnie narażać życie idąc na ratunek duszom.

Doświadczyłem na własnej skórze duchowych spustoszeń spowodowanych przez COVID. Wiem, jak dusza uwięziona w jej szponach może stać się diabolicznie zdezorientowana, a dla papieża, biskupa czy księdza pozbawienie osoby w takiej sytuacji komfortu sakramentów jest szczytem okrucieństwa i ciężkim grzechem zaniedbania… (ks. Dana Christensen, fragmenty otwartego listu, całość tutaj: https://onepeterfive.com/terminally-ill-priest-warns-covid-is-being-used-by-the-enemy-to-drag-souls-to-hell-we-must-fight/ )

 

Do góry

 

2020-11-20   Sekrety ewangelizacji

 

Jeśli idziesz do drugiego człowieka beze Mnie to niepotrzebnie idziesz. Jeśli chcesz mu pomagać swymi siłami tylko, to dodasz swoją słabość i grzeszność do jego słabości i grzeszności. Jeśli zwracasz się do innego, by go zawrócić na drogi Moje, a nie błagasz w skrusze, abym Ja ciebie nawrócił, to zgorszysz jego duszę twoim faryzeizmem i pychą. Jeśli chcesz okazać drugiemu miłość, a nie okazujesz jej Mnie ponad wszystko – to zamkniesz go we własnym egoizmie. Jeżeli pragniesz dać światu Mnie, a nie dajesz Mi bez reszty siebie, to dasz im tylko swoją obłudę i próżność.

Nawracajcie się, dzieci moje, na Moją drogę, jaką ukazałem wam w kazaniu na Górze i Moim własnym życiem. Idźcie i głoście światu Ewangelię – sami będąc świadkami ewangelicznego życia – jak Maryja. (Alicja Lenczewska Słowo Pouczenia)

 

2020-11-20   Droga rozwoju to rozwój miłości!

 

Pan dał mi poznać, że droga rozwoju to rozwój miłości: od miłości służalczej przez dziecięcą do oblubieńczej – wobec Niego. W miłości służalczej przyjmuję Jego wolę, bo On jest moim Panem. W miłości dziecięcej pragnę być przy Nim i spełniać Jego wolę, bo kocham Go jak Ojca. Bo On mnie broni i wspomaga. W miłości oblubieńczej moim jest Jego życie we wszystkim, czym to życie było na ziemi. A najbardziej w Jego bólu i trudzie zbawczym. Nie mogę nie cierpieć skoro On cierpiał i cierpi nadal w sercach ludzkich. Jego pragnienia są moimi pragnieniami. (Alicja Lenczewska Słowo Pouczenia)

 

2020-11-12   Czy jestem podobny do Noego?

 

To, co dzieje się w Kościele (niejasne przemówienia dotyczące prawd wiary i moralności, kolejne skandale) budzi wiele emocji i rodzi podziały…

- na tych, którzy bronią prawdy bez miłości

- na tych, którzy bronią miłości bez prawdy

- i na tych, którzy bronią prawdy z miłością i broniąc miłości nie oddzielają jej od wymagań prawdy.

Dwie pierwsze grupy – obawiam się, że najliczniejsze – podążają błędną drogą i przyczyniają się do zaciemniania autentycznego chrześcijaństwa. To sprytnie podsuwane przez szatana oszustwo.

Oczywistą rzeczą jest – jak pisze Mark Mallett na swoim blogu – że żadna konferencja biskupów, ani nawet papież, nie mogą zmienić prawdziwego Magisterium Kościoła. Nawet jeżeli dokonywałoby się to w sposób nieoficjalny – w postaci jakiegoś wywiadu czy reportażu – byłoby to żenujące, bo w imię czego jakiś biskup co innego nauczałby z ambony, a co innego mówił dziennikarzowi czy publicyście…

Nie mniej jednak broniąc prawdy bez miłości (lub też odwrotnie) i wysyłając przeciwników do piekła, warto się zastanowić, czy Pan Bóg nie kazałby nam pójść do piekła za tymi, których tam przed chwilą wysłaliśmy. Kiedy Bóg po raz pierwszy miał oczyścić ziemię przez potop, rozejrzał się po świecie, aby znaleźć kogoś, kto byłby sprawiedliwy i zasmucił się… Tylko Noego Pan darzył życzliwością (zob. Rdz 6,5-8). Tylko Noego i jego rodzinę Bóg uchronił przed surową karą. Czy pośród dzisiejszej wielkiej niegodziwości ludzi na ziemi  i ich wciąż złego usposobienia jestem jak Noe?

 

2020-11-01  Kobieta

 

Jest taka znana mądrość: Ręka, która kołysze kołyskę, to ręka, która rządzi światem. Dlatego prawdziwym wzorcem dla kobiety jest to, by być dobrą matką i żoną. Z natury mężczyźni pełnią funkcje przywódcze, by z natury matka musi troszczyć się o dzieci, być na nie nakierowana, a to w praktyce oznacza, że jest z dziećmi w domu, że jest źródłem ciepła w rodzinie. Musimy na nowo wzmocnić wartość macierzyństwa, a cywilizcja stanie jest bardziej humanitarna. Wtedy również relacje między płciami w naszym społeczeństwie będą piękniejsze. Przecież w naszej cywilizacji całkiem zanikła rycerskość, całkiem zaniknął szacunek dla kobiecości. Kobieta nie czuje się już jak księżniczka czy pani, a mężczyzna nie ma w sobie nic z rycerza. Mężczyzna nie czuje, że jego rolą jest troska o kobietę i jej ochrona, bo ona jest z natury słabsza, a kobieta nie wierzy w to, że może być matką. Podobnie zanika rozumienie ojcostwa jako troski o kobietę i dzieci. Mężczyzna potrzebuje ciepła, jakie daje kobieta, ciepła, jakie tworzy rodzina. Kiedy tego brakuje, życie społeczne na tym cierpi. Rozwiązłość seksualna niszczy życie rodzinne i życie społeczne. Dlatego tak ważne jest podkreślanie roli i znaczenia macierzyństwa. Społeczeństwa, w których tego brakuje, stają się nieludzkie, okrutne. Nie może być inaczej tam, gdzie brakuje ciepła macierzyństwa. W takich społeczeństwach wszyscy wszystkich jedynie używają i wykorzystują jako przedmioty pożądania. (bp A. Schneider Wiosna Kościoła, która nie nadeszła)

 

Do góry

 

__________________________________

 

 

AdMaioremDeiGloriam